
BIG FISH
MUZYKA: Danny Elfman, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Sony Classical CZAS TRWANIA: 61:13 min.
"Duża Ryba" - najnowszy film Tima Burtona, w nieco innym stylu niż ten, do którego nas przyzwyczaił reżyser, lecz obraz równie dobry co większość jego dzieł. Historia życia Edwarda Blooma, opowiadana przez niego samego, w mocno ubarwiony sposób. Któż miał napisać muzykę do tej historii jak nie Danny Elfman? kompozytor, którego nazwisko nad wyraz często pojawia się przy nazwisku Burton. A efekt współpracy zawsze jest znakomity... Pierwszy raz spotykam się ze ścieżką dźwiękową z filmu Tima Burtona i z muzyką Danny'ego Elfmana, na której jest aż tak dużo piosenek. Aż 8 spośród 23 utworów to te śpiewane. 7 piosenek rozpoczyna płytę, jedna ją kończy. Piosenki nie są tutaj niczym nadzwyczajnym, ale przyznać trzeba, iż dobrane niezwykle umiejętnie, utrzymane w jednym stylu, w jednym klimacie - w większości spokojnym. Nazwiska wykonawców to w dużej części klasyka muzyki - Elvis Presley, Bing Crosby, Pearl Jam - oni są raczej znani na całym świecie :) Jeden utwór śpiewany utkwił mi najbardziej w pamięci, jest zdecydowanie najlepszy, jakby senny - to "Man of the Hour" grupy Pearl Jam. Trzon tej ścieżki dźwiękowej to oczywiście muzyka instrumentalna Danny'ego Elfmana. Częściowo inna niż dotychczasowe dokonania kompozytora, częściowo do wcześniejszych dokonań nawiązująca. Nie jest to Elfman orkiestralny, gdzie daje o sobie znać potęga instrumentów. Nie jest to Elfman wyrazistych, wspaniałych motywów przewodnich a'la "Batman" czy "Beetlejuice". W końcu nie jest do Elfman złowrogi a'la "Sleepy Hollow" czy "The Frighteners". "Big Fish" to Elfman nad wyraz spokojny, tajemniczy, eksperymentujący. Elfman smutny, melancholijny, senny - gdzie przez mgłę wyłaniają się kolejne fragmenty muzyczne, a te, które z początku wydają się nieposkładane, wręcz chaotyczne - powoli, acz konsekwentnie układają się w całość, układają się w wyrazisty, piękny fragment. Wreszcie jest to Elfman operujący smutkiem. Tak, ścieżka z "Dużej Ryby" posiada w sobie sporo takich fragmentów, ale czemuż się dziwić, skoro kompozytor kocha właśnie taki styl. Styl, który jest jedną z cech jego niesamowitej oryginalności. "Jeżeli miałaby istnieć rzecz, którą kochałbym najbardziej - to byłaby to smutna muzyka" - oto słowa pana Elfmana. Na szczęście nie tylko smutek przewija się przez kompozycje pana Danny'ego - nie brakuje fragmentów jakże optymistycznych, wręcz wesołych, emanujących ciepłem. Niemniej jednak to właśnie ów wspomniany smutek jest jakby ostoją jego kompozycji. Siła ścieżki z "Big Fish" tkwi nie tylko w tych wszystkich wspomnianych elementach, ale także w tak zwanych przeze mnie małych geniuszach kompozytorskich - chodzi o krótkie, genialne fragmenty, które nadają smaku i kształtu całości. To krótkie fragmenty występujące w większości utworów, fragmenty których nie da się zapomnieć. Fragmenty niesamowite, dzięki którym automatycznie wzrasta jakość i ocena całości. Fragmenty częściowo nawiązujące - jak wspomniałem już gdzieś wyżej - do wcześniejszych dzieł Elfmana - sprytnie nawiązujące, nie w bezpośredni sposób, lecz w sposób rzekłbym... zamaskowany. "Duża Ryba" nie posiada żadnego motywu przewodniego. Nie posiada żadnej wyrazistej linii melodycznej. Więc co takiego jest w tej ścieżce, że słuchałem jej kilkukrotnie i za każdym razem bardzo mi się podobała? Nagłe zmiany stanów emocjonalnych, od smutku do radości i vice-versa, jakże umiejętnie skonstruowane? Siła genialnych fragmentów, o których pisałem kilka zdań wcześniej? Ubogie, ale pięknie brzmiące instrumentarium? Tajemniczość połączona z sennością? A może wszystko to razem powoduje, iż muzyka z "Dużej Ryby" działa niczym magnes...? Magnes działający kojąco, magnes potrafiący zaciekawić, zafascynować, uzależnić niczym narkotyk. Tyle, że w tym przypadku nie ma efektów ubocznych... Aż ciężko w to uwierzyć, ale to kolejny oryginalny dorobek w twórczości tego kompozytora. Ową oryginalność z pewnością zauważyła Akademia Filmowa, nominując w tym roku ścieżkę z "Dużej Ryby" do nagrody Oscara. Jakie ma szanse? Szczerze mówiąc - wcale nie takie małe (wiadomo ogólnie, że Danny Elfman ma raczej pecha do tej nagrody...). Wprawdzie jak dla mnie nie jest to kompozycja oscarowa, istnieją kompozycje Elfmana, które bardziej zasługiwały na statuetkę lub co najmniej na nominację. Ale Akademia mogłaby wreszcie docenić całokształt niesamowitej i pięknej twórczości najbardziej lubianego przeze mnie kompozytora. Wprawdzie jeśli chodzi o kompozycje nominowane do Oscara bardziej podoba mi się muzyka z trzeciej odsłony "Władcy Pierścieni", ale Howard Shore ma już jedną statuetkę za "Władcę", a panu Elfmanowi należy się Oscar już od dość dawna - zatem całym sercem kibicuję właśnie temu kompozytorowi. A ocena soundtracku z "Big Fish" - po chwili zastanowienia i po kilkukrotnym przesłuchaniu całości - 4 gwiazdki. |
![]() |
|
![]() |