BLACK BEAUTY

MUZYKA: Danny Elfman
ROK PRODUKCJI: 1994
WYTWÓRNIA: Giant Records
CZAS TRWANIA: 45:28 min.


01. MAIN TITLES
02. BABY BEAUTY
03. GOING ON THE RUN
04. MOMMY
05. JUMP FOR JOY
06. KICKING UP A STORM
07. THE DANCE / BYE MERRYLEGS
08. SICK
09. HE'S BACK (REVIVAL)
10. FROLIC
11. GINGER SNAPS
12. GOODBYE JOE
13. WILDE RIDE / DREAM
14. IS IT JOE?
15. IN THE COUNTRY
16. POOR GINGER!
17. BYE JERRY / HARD TIMES
18. MEMORIES
19. END CREDITS



"Black Beauty" to stosunkowo mało znany film familijno-przygodowy z połowy lat 90-tych, którego scenariusz powstał na podstawie bardzo lubianej, szczególnie przez dzieci i młodzież, książki Anny Sewell, wydanej pod tym samym tytułem. W oparciu o własną wiedzę filmową trudno mi, nawet w kilku słowach, przybliżyć fabułę tej ekranizacji. Muszę się przyznać bez bicia, że - zapewne podobnie jak wielu czytelników tej recenzji - nigdy nie miałem okazji zapoznać się z tą produkcją. W okresie mojego dzieciństwa również książka Pani Sewell jakoś mi umknęła. Przytoczę więc w tym miejscu krótkie resume filmu znalezione przeze mnie w sieci: "Black Beauty to opowieść o ciężkim żywocie wspaniałego konia w czasach Wiktoriańskiej Anglii. Od idyllicznej młodości spędzonej w wiejskiej posiadłości, poprzez ból i cierpienie ze strony arystokratycznych właścicieli, lata ciężkiej pracy konia pociągowego, aż po zasłużoną spokojną emeryturę." I to by było na tyle w kwestii filmu.

Pragnę teraz przejść do części, w której mam zdecydowanie więcej do powiedzenia, czyli opisu muzyki, skomponowanej specjalnie na potrzeby tej ekranizacji przez Danny'ego Elfmana. "Black Beauty" jest jedną z ostatnich klasycznych, w pełni orkiestrowych ścieżek filmowych tego kompozytora, zanim zaczął on eksperymentować z muzyką elektroniczną. W porównaniu do partytur napisanych do filmów "Sommersby", "Edward Scissorhands" czy też "The Nightmare Before Christmas", soundtrack do "Black Beauty" jest stosunkowo mało znany. Głównie ze względu na niespecjalny sukces filmu oraz wyjątkowo szybkie zniknięcie tej płyty ze sklepów muzycznych. Niektórzy fani wczesnych kompozycji Elfmana uważają tą pozycję za ostatnią wielką partyturę tego kompozytora, traktując ją jako pewnego rodzaju świadectwo talentu artysty w pracy z orkiestrą. Talentu nierozwijanego i odstawionego na półkę na wiele kolejnych lat. Z perspektywy roku 1994 można powiedzieć, że "Black Beauty" to była tylko kolejna ścieżka Danny'ego Elfmana. Kompozytor ten posiadał wtedy niepodważalną pozycję w świecie artystów tworzących muzykę do filmów fantasy, przygodówek, czy też produkcji z gatunku mystery. Jego specjalnością w tamtym okresie było komponowanie melodramatycznych partytur wyciskających łzy, łamaczy serc zawierających dużo partii smyczkowych i dętych. Motyw przewodni "Black Beauty" jest w tej kategorii jednym z najlepszych. Powoli przechodzący z solowych partii smyczkowych aż do orkiestrowych, z pewną ilością wyraźnie słyszalnych elementów etnicznych. Nie brak w nim również basowych akcentów dętych. Utwór ten jest skomponowany w wyjątkowo obrazowym stylu, dużo w nim swoistego mistycyzmu, który doskonale współgra z zawartymi w nim typowymi motywami irlandzkimi. Najpiękniejsze w sountracku z "Black Beauty" jest w moim przekonaniu liryczne podejście Elfmana do tego filmu. Muzyka ta stanowi idealne tło dla pokazywanych w filmie pięknych pejzaży, jest poetycka i pełna wdzięku. Jako fan prac Elfmana muszę jednak z przykrością przyznać, że album ten jest zdecydowanie lepszy na początku, natomiast wraz z kolejnymi utworami jego jakość ulega pewnemu pogorszeniu. Przykładem jest tutaj kompozycja "Ginger Snaps", która potrafi słuchacza lekko zirytować. Na szczęście, wielkim atutem tej płyty jest przewijający się dość często w najróżniejszych wcieleniach i wariacjach, wspaniały i melancholijny motyw przewodni.

Generalnie płytę z muzyką do filmu "Black Beauty" należy ocenić stosunkowo wysoko. Z pełną świadomością przyznaje jej więc dobre cztery gwiazdki. Warto się z nią zapoznać, lecz z góry uprzedzam, że zdobycie tej pozycji i dołączenie do kolekcji nie należy do łatwych. Płyta czasami pojawia się na serwisach aukcyjnych, ale jej cena jest dość wysoka i oscyluje pomiędzy 50 a 100$. Niektóre z bardziej znanych utworów można również znaleźć na kompilacji z muzyką Elfmana pt. "Music for a Darkened Theatre", wydanej w 1996 roku i zdecydowanie bardziej dostępnej.

Ocena:
Autor recenzji: Michał Grabia - MICHUG
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI