BOURNE SUPREMACY, THE

MUZYKA: John Powell
ROK PRODUKCJI: 2004
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 46:42 min.


01. GOA
02. THE DROP
03. FUNERAL PYRE
04. GATHERING DATA
05. NACH DEUTSCHLAND
06. TO THE ROOF
07. NEW MEMORIES
08. BERLIN FOOT CHASE
09. ALEXANDER PLATZ / ABBOTTS CONFESSES
10. MOSCOW WIND UP
11. BIM BAM SMASH
12. ATONEMENT
13. EXTREME WAYS (Moby)



I znowu Borune, znów Powell i znów pełna satysfakcja. Przyznam, że ścieżka dźwiękowa z drugiej części filmu jest co najmniej tak samo dobra, jak poprzedniczka. Niesie ze sobą kontynuację starych wątków, ale posiada też mnóstwo nowych, a dodatkowo kilka ciekawych rozwiązań. To, co powraca, to oczywiście temat główny, motyw przewodni - charakterystyczna melodia z nutką goryczy, słyszalną już w pierwszym utworze pt. "Goa". Powell jednak szybko sprawia, że przechodzimy dalej - następuje szybka zmiana tempa i charakterystyki utworu, i już po chwili mamy wesołą, taneczną wręcz nutę, jednak wciąż w klimacie bourne'owskim. Wraz z "Main Title" powraca także styl, który kompozytor przeznaczył dla tej serii i nie raz dane nam będzie usłyszeć fragmenty podkładu dla głównego bohatera filmu czy pamiętne, subtelne nuty z motywu miłosnego. Ten soundtrack różni się jednak od poprzednika tym, iż więcej tu akcji, dynamiki i nowoczesności, zatem takich spokojniejszych fragmentów występuje znacznie mniej, co nie znaczy, że brakuje ich zupełnie. Bardzo ładne "Nach Deutschland", "New Memories" czy fragmenty "To the Roof" i "Funeral Pyre" sprawiają, iż szybko zapominamy o wyżej wymienionym braku. Z kolei spośród "mocniejszych" tematów warto wymienić "The Drop", "Bim Bam Smash", "Berlin Foot Chase" czy absolutnie rewelacyjne "To the Roof", które jest moim prywatnym faworytem jeśli chodzi o tę płytę (szczególnie od początku 2. minuty i 15. sekundy). Oczywiście jak to miało miejsce w przypadku poprzedniego albumu - i tutaj wszystko jest niesłychanie spójne i różne zarazem, więc ciężko, naprawdę ciężko o jakieś wybijające się na tle reszty utwory. Również - w porównaniu z pierwowzorem - usłyszymy tutaj elementy elektroniczne, przeplatane ze standardową orkiestrą, pianinem czy skrzypcami, choć brak tu chórów słyszalnych w "Tożsamości Bourne'a". Ponownie, jak w pierwowzorze, całą płytę zamyka Moby - robiąc to całkiem znośnie i ładnie - w typowym dla tego artysty stylu. Podsumowując: "Krucjata Bourne'a" to płyta idealnie współgrająca z filmem oraz z poprzednią partyturą, a jej jedyny mankament leży w tym, że jest jednak nieco krótsza. Krążek w sumie całkowicie mnie zadowolił, jednak mimo tego miałem ochotę na coś jeszcze, na choćby kilka utworów więcej. I za to właśnie odejmuje od noty maksymalnej jedną gwiazdkę, właściwie to tylko pół, oceniając ostatecznie tę ścieżkę dźwiękową na 4,5 punkcika. I powtarzam: tylko dlatego, że jest dla mnie zbyt krótka. Pomimo tego nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń i polecam równie mocno, co poprzednią pozycję.

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI