BRAINSTORM

MUZYKA: James Horner
ROK PRODUKCJI: 1983 / 1990 / 1998
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Condor / Interfusion / Milan / Victor / Volcano
CZAS TRWANIA: 30:15 min.


01. MAIN TITLE
02. LILLIAN'S HEART ATTACK
03. GAINING ACCESS TO THE TAPES
04. MICHAEL'S GIFT TO KAREN
05. FIRST PLAYBACK
06. RACE FOR TIME
07. FINAL PLAYBACK / END TITLES



Douglas Trumbull to człowiek kojarzony głównie z efektami specjalnymi - rzeczywiście na tym właśnie polu odniósł największy sukces, zapisując się złotymi zgłoskami w historii kina, jako twórca światów w "Blade Runner", pierwszym "Star Treku" czy też w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia". Ale Trumbull był także reżyserem (był, gdyż już od dawna przebywa na emeryturze) i choć tutaj już nie miał aż takich sukcesów, to jednak zdołał wyprodukować dwa oryginalne dzieła. Pierwszy to "Silent Running" - dziś już poważnie zapomniany film, choć okryty kultem tych, którzy widzieli go w dzieciństwie. Drugim filmem jest właśnie "Brainstorm".

Była to produkcja tak przełomowa, co pechowa, gdyż przyniosła ze sobą same straty. Film miał być pokazywany w świeżej i śmiałej formie, tj. sekwencje realistyczne miały być wyświetlane w środkowej części ekranu, zaś sekwencje tytułowej 'burzy mózgów' - przepełnione mnóstwem efektów wizualnych - miały ukazywać się nagle na całej płaszczyźnie ekranu, co zapewne byłoby niezapomnianym przeżyciem. Niestety producenci i kiniarze wymusili na reżyserze tradycyjną prezentację i film stracił całą swoją siłę, polegając kasowo. Jakby tego było mało, to podczas realizacji filmu doszło do nagłej i zagadkowej śmierci Natalie Wood - aktorka wypadła za burtę łodzi podczas nocnego rejsu i utonęła. Dla Trumbulla był to rzecz jasna koniec reżyserskiej kariery, a i cała reszta jego filmowego życia wygasła zupełnie. Także film nie przetrwał próby czasu i dziś stanowi raczej osobliwą ciekawostkę, mimo iż jest całkiem niezły. Natomiast jedynym elementem, który przetrwał bez większych uszczerbków na zdrowiu jest... muzyka.

Nią zajął się James Horner - w owym czasie będący u progu swojej wielkiej kariery i w świetnej formie, dziś już raczej dogorywającej i przebladłej. I trzeba przyznać, że kompozytor wykonał wzorową robotę, gdyż muzyka pasuje do filmu jak ulał, odpowiednio ilustrując zarówno zwykłe fabularne sceny, jak i to, co dzieje się podczas 'burzy mózgów'. Co ciekawe także na płycie muzyka prezentuje się okazale. Za to przede wszystkim należy pochwalić producentów, którzy wznawiając krążek raz za razem wcale nie zmieniali jego zawartości - a ta, choć skromna, robi wrażenie. Skromne siedem utworów i ledwie trzydzieści minut ilustracji, na których przedstawiono wszystkie najważniejsze tematy sprawia, że jest to jedna z najlepiej wydanych kompozycji Hornera. Poza tym pochwalić należy też aranżacje i techniczne przygotowanie - muzyka brzmi tu naprawdę czysto i porządnie.

Z tych siedmiu ścieżek wyłonić można cztery najlepsze, które powiedzą nam wszystko o tej partyturze. "Main Title", "Lillian's Heart Attack", "Michael's Gift To Karen" i "Final Playback / End Titles" - to na nich znajdziemy wszelkie interesujące nas tematy i to one bez wątpienia nas porwą. "Main Title" prezentuje świetny, tajemniczy temat przewodni z chórami rodem z "Otchłani" Silvestriego (czyżby Alan się inspirował?) i posępną elektroniką w tle - szkoda, że utwór jest taki krótki, bo robi naprawdę świetne wrażenie. "Lillian's Heart Attack" to już elektronika pełną gębą i próbka dramatycznego action score'u. Choć brzmi on nieco archaicznie i nie jest wielce przyjemny w odsłuchu, to jednak trzyma w napięciu i jest zwyczajnie ciekawy (niezłe smyczki) - poza tym dla fanów kompozytora stanowić będzie nie lada gratkę, gdyż znajdą w nim sporo zalążków przyszłych i parę zapożyczeń z poprzednich dokonań Hornera (jak i zresztą na pozostałej części płyty).

Jednak zdecydowanie najlepsze wrażenie robi "Michael's Gift To Karen" - to najdłuższy i najbardziej pasjonujący fragment płyty, w którym tajemnica przeplata się z tematem miłosnym. Mamy więc znowu chóry, piękną sekcję smyczkową i świetnie uzupełniające je poszczególne instrumenty (fortepian) wraz z nienaganną elektroniką (szczególnie polecam moment od ok. 3 minuty). "Final Playback / End Titles" to natomiast ilustracja końcowych scen akcji i suita z napisów końcowych w jednym (sprytnie wpleciono weń także fragmenty kompozycji Schuberta, które pojawiają się w filmie). Utwór ten przepełniony jest już w dużej mierze elektronicznymi eksperymentami, do których zaprzęgnięto też sporą część orkiestry, przez co efekt końcowy jest naprawdę interesujący - to znowuż niezbyt przyjemna momentami ścieżka (dopiero w drugiej połowie robi się znośnie), ale jako podsumowanie partytury sprawdza się znakomicie.

Cała reszta - choć też niezła - to już przewaga elektronicznego underscore'u i typowy action score z całą gamą eksperymentów charakterystycznych dla lat 80 (pod tym względem "First Playback" przebija wszystko). To zdecydowanie mniej przyjemna część płyty, choć i ona może się podobać, gdyż Horner idzie tu na całego. W utworach tych już wyraźnie daje się słyszeć przyszłe "Aliens", "Gorky Park" z tego samego roku, oraz podwaliny pod sporo prac kompozytora z końca lat 80 i początku 90, a chwilami można też wyłapać "Capricorn One" Goldsmitha ("Gaining Access To The Tapes"). Niemniej kompozycja ta (nawet z dzisiejszego punktu widzenia) pozostaje nad wyraz świeża i charakterystyczna.

Bardzo podoba mi się ten Horner. Wyraźnie słychać tu fantazję i pomysłowość kompozytora, a całości - mimo sporej dawki topornej elektroniki w niej zawartej - dobrze się słucha i tyle. Może nie jest to wielce oryginalny twór tego kompozytora, może brakuje tu czegoś więcej, co podniosłoby wrażenia z odsłuchu, a i trudno doszukać się tu też jakiejś większej ambicji. Ale mimo wszystko jest to bardzo przystępna kompozycja, rozsądnie przycięta do półgodzinnej płyty, która potrafi zafascynować i poruszyć wyobraźnię. Ot, stary dobry James Horner z polotem, którego dzisiaj bardzo mu brakuje. A poniżej jeszcze okładka alternatywna.




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI