BROTHERS

MUZYKA: Thomas Newman
ROK PRODUKCJI: 2009
WYTWÓRNIA: Relativity Media
CZAS TRWANIA: 24:53 min.


01. HOMECOMING
02. BAD NEWS
03. UNCLE TOMMY
04. AFGHANISTAN
05. IN THE HOLE
06. SOLD
07. ICE SKATING
08. NOT ANOTHER WORD
09. BROTHERS (MAIN TITLE)
10. NO VALUE
11. THE PIPE
12. SNOWMAN
13. NIGHT GRAVES
14. WAR HERO
15. WHAT HAPPENED?



Przyznać trzeba, że najmłodszy z Newmanów (który w sumie taki młody już nie jest) ostatnio coraz mniej daje swym fanom powodów do radości. I nie chodzi tu bynajmniej o jakość jego dokonań, bo te poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzą, lecz o częstotliwość, z jaką się one pojawiają. Dodatkowo kilka z jego najświeższych prac zostało odrzuconych (wciąż sprzeczne są informacje odnośnie "The Adjustment Bureau", przy którym zastąpić miał go ponoć James Horner), co wcześniej właściwie się nie zdarzało. Przypadek to o tyle dziwny, że kompozytor ten cieszy się w Hollywood sporą renomą i posiada tzw. mocne plecy. A jednak nastały dlań czasy posuchy, o czym dobitnie świadczy kompozycja do "Brothers" - amerykańskiego remake'u duńskiego dramatu - będąca na chwilę obecną jego ostatnią pracą (w dodatku dostępną jedynie w formie elektronicznej).

Niestety jest to również partytura, o której nie mogę napisać zbyt wielu ciepłych słów. Co prawda każdy fan kompozytora bez problemu znajdzie tu plusy, a i wraz z kolejnymi odsłuchaniami muzyka zyskuje na wartości, ale nie będę ukrywał, że jest to mimo wszystko zawód. Newman wraca do zabawy elektroniką, ale tym razem brzmi ona nieco płasko, nieprzekonująco i niespecjalnie angażuje. A to już spory minus. Generalnie cała praca to taki miks drapieżności "Jarheada", nieprzyjemnej dramatyczności "In The Bedroom" i transowego "White Oleander", że o pewnych podobieństwach do niedawnego "Towelhead" nie wspomnę.

Tak jak w przypadku pierwowzoru, tak i tu najbardziej 'wkręca' słuchacza świetny, spajający całość temat główny (obecny w początkowym "Homecoming", utworze tytułowym oraz końcowym "What Happened?"), który doskonale obrazuje w/w mieszankę - to jedna z tych prostych melodii, których zwyczajnie nie da się wyłączyć, bowiem hipnotyzuje nasze uszy. I przez pierwsze kilka utworów takie podejście się sprawdza, szczególnie, że każda melodia to nowy temat z nowymi rozwiązaniami (naprawdę fajne lajt-rockowe granie w "Uncle Tommy"). Potem jednak muzyka staje się coraz bardziej nieprzyjemna, zaczyna męczyć i wręcz irytować - co poniekąd wiąże się też z faktem tej dziwnej, hollywoodzkiej mody na te same, niemalże bliźniacze ilustracje elektroniczne do filmów prawiących o konflikcie afgańskim i wojnie z Islamem, oraz reperkusjach tychże. Ileż można?!

Jednak to, co najbardziej zaskakuje, to świadomość, że właściwie każdy mógł napisać tą partyturę. Pomijając bowiem parę wyjątków (wspomniany temat główny, czy weselsze nuty w "Ice Skating" i "Snowman") właściwie nie czuć tu ręki Newmana. Brakuje tu charakterystycznych dlań, fascynujących, unikalnych eksperymentów (bo te mniej ciekawe są) i niebanalnych rozwiązań melodycznych. Bardzo mało tu ogólnego klimatu - czasem pojawi się coś intrygującego, jak np. wyraźnie wschodnie zabarwienia w "Sold", czy "No Value", ale z reguły szybko się one kończą lub giną w natłoku innych dźwięków; poza tym brak tej pracy spójności i każdy kolejny jej fragment egzystuje jakby sam sobie, bez koneksji z pozostałymi. Ale przede wszystkim brak tu większych emocji, których przecież muzyka w takim filmie powinna wywoływać mnóstwo. I choć całość jest krótka (ledwie 25 minut materiału), to niestety potrafi mocno wymęczyć i znużyć.

Ostatecznie nie jest to jednak kompozycja zła, czy nieudana - wręcz przeciwnie, w filmie spisuje się nawet dobrze (acz bez fajerwerków - do niektórych scen zdaje się nawet niespecjalnie pasować), a i na płycie jest w kilku momentach na czym ucho zawiesić. Jednak jest to muzyka dość wtórna, mało wyszukana i w większości nieatrakcyjna - dla samego Newmana to wręcz swego rodzaju krok wstecz. Słowem: przeciętnie. I to aż za bardzo. Dwa z plusem (a właściwie 2 i 3/4) to tym razem wymuszone maksimum. Oby następnym razem było to niezbędne minimum.

P.S. A czemu zabrakło tu miejsca na promującą film piosenkę "Winter" grupy U2 pozostaje dla mnie zagadką...

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI