CHICKEN RUN

MUZYKA: Harry Gregson-Williams, John Powell
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: RCA Victor
CZAS TRWANIA: 62:43 min.


01. OPENING ESCAPE
02. MAIN TITLES
03. THE EVIL MRS. TWEEDY
04. RATS!
05. CHICKENS ARE NOT ORGANIZED
06. WE NEED A MIRACLE
07. ROCKY AND THE FLYING CIRCUS
08. FLIGHT TRAINING
09. A REALLY BIG TRUCK ARRIVES
10. COCKTAILS AND FLIGHTY THOUGHTS
11. BAB'S BIG BREAK
12. FLIP FLOP AND FLY (Ellis Hall)
13. UP ON THE ROOF
14. INTO THE PIE MACHINE
15. ROCKY, A FAKE ALL ALONG
16. BUILDING THE CRATE
17. THE WANDERER (Dion)
18. THE CHICKENS ARE REVOLTING
19. LIFT OFF
20. ESCAPE TO PARADISE



Dożyliśmy czasów, w których nawet wytwórnia Disneya zakończyła flagową przecież produkcję rysunkowych filmów animowanych. Powodem jest oczywiście hegemonia cyfrowej animacji, podbijającej duże i małe ekrany oraz kinowe kasy od dobrych kilku lat. Początkowa hegemonia Pixara została nieco wyrównana przez Dreamworks, które zainicjowało produkcję własnych komputerowo animowanych filmów od "Mrówki Z" w 1998 roku. Dwa lata później wytwórnia ta nieoczekiwanie sfinansowała brytyjski film animowany. Lecz to nie odejście od rodzimych talentów wywołało sensację, lecz technologia animacji. Kilkukrotny laureat Oscara, ostatni mohikanin animacji poklatkowej Nick Park, wraz ze swoją ekipą ze studia Aardman, stworzyli bowiem pełnometrażowy film kukiełkowy "Uciekające kurczaki".

Równie odważna, by nie powiedzieć bezczelnie odważna była tematyka filmu, stanowiąca ni mniej ni więcej, tylko kurczakową wersję wojennego klasyka "Wielka ucieczka" Johna Sturgesa (1963). Amerykańskich oficerów zastąpiły kury, skoszarowane na fermie, stylizowanej na obóz jeniecki. Zamiast nazistów - obrzydliwie angielskie państwo Tweedy. Wreszcie zamiast Steve'a McQueena, mamy wojowniczą Ginger, trafiającą co rusz do karceru za kolejne nieudane próby ucieczki. Kury poddane ścisłemu rygorowi znoszenia jaj marzą tylko o wolności poza drutem ogrodzenia. Nadzieja pojawia się wraz z przylotem na fermę amerykańskiego koguta Rocky'ego. Determinację kurzych więźniarek potęguje budząca grozę maszyna do robienia placków drobiowych, montowana za ogrodzeniem. Nie mając czasu do stracenia, kury muszą dokonać rzeczy niemożliwej, czyli nauczyć się latać...

"Uciekające kurczaki" to - nie waham się użyć tego słowa - film genialny. Karkołomny i wzbudzający zrazu uśmieszek lekceważenia pomysł, by z najgłupszych zwierząt hodowlanych uczynić heroicznych bohaterów, animowanych przebrzmiałą techniką poklatkową, nieoczekiwanie zamienił się w jeden z największych sukcesów kinowych roku 2000. Pozornie dziecinna historyjka okazała się znakomitą zabawą dla przede wszystkim starszych widzów, którzy nie bali się zaryzykować spędzenia 80. minut z plastelinowymi lalkami. Reżyserzy Nick Park i Peter Lord uniknęli pułapki infantylizmu, głównie dzięki dwóm elementom. Pierwszym był scenariusz, podający kurze knowania z absolutną powagą. Drugim była pozornie przerastająca tematykę filmu muzyka, wspólnego autorstwa Johna Powella i Harry'ego Gregsona-Williamsa.

Ci dwaj kompozytorzy wywodzą się z Media Ventures, "stajni" giganta muzyki filmowej Hansa Zimmera. Działając osobno, produkowali soundtracki na przyzwoitym poziomie, lecz bez rewelacji. W 1998 roku Dreamworks zatrudniło ich razem do "Mrówki Z". Ta formuła wspólnego tworzenia muzyki filmowej nieoczekiwanie stała się dla obu panów rozwiązaniem idealnym. Konynuując współpracę, Powell i Gregson-Williams zostali zaproszeni do zilustrowania "Uciekających kurczaków". Zrobili to w sposób równie nieoczekiwany, jak zaskakująco podszedł do tematu sam Nick Park. Zamiast bawić się w słodkie melodyjki a'la Randy Newman w "Toy Story", kompozytorzy napisali muzykę wzorowaną na najsłynniejszych rozwiązaniach ze złotej ery Hollywood. Ich inspiracją były klasyczne giganty przygodowe, korsarskie i wojenne z pierwszych dekad powojennego kina amerykańskiego. Ze szczególną atencją obaj panowie zacytowali tu Elmera Bernsteina i jego muzykę do "Wielkiej ucieczki", będącej przecież wzorem dla "Uciekających kurczaków". Soundtrack nie jest jednak ślepym naśladownictwem klasycznych melodii. Ta genialnie napisana, finezyjnie zaaranżowana i bombastycznie zorkiestrowana partytura, dosłownie uderza w widza już od pierwszych sekund filmu.

Jeden z trzech głownych tematów filmu, rozbrzmiewa już na pierwszych napisach początkowych w utworze "Opening Escape". Wspaniała marszowa melodia, zagrana na pełnym, fanfarowym wydechu orkiestry symfonicznej, od razu ustawia odpowiednią temparaturę filmu, jakby kompozytorzy na dzień dobry chcieli nam powiedzieć: "to nie będzie kolejna, spolegliwa bajeczka dla dzieci, tylko pełnokrwiste, choć kukiełkowe, dynamiczne kino przygodowe dla trochę starszych widzów". Po tym potężnym wstępie, następuje klasyczna ilustracja zakamuflowanych, kurzych podchodów pod druty ogrodzenia, by od 2'48" uderzyć drugim, marszowym, dynamicznym tematem muzycznym. Utwór kończy się tematem wrednej pani Tweedy, nieoczekiwanie łagodnie zagranym z towarzyszeniem mandoliny. Kompozycja ta płynnie przechodzi w "Main Titles", jeden z najwspanialszych utworów na płycie. Wypełnia go w całości rozwinięta wersja tematu otwierającego album. Dla słuchaczy, zakochanych w klimatach spod znaku "Gwiezdnych wojen", "Indiany Jonesa" czy "1941", kompozycja ta z pewnością będzie jawić się jako rzecz genialna. Temat główny jest tu grany naprzemiennie przez fujarki, dęciaki, smyczki oraz (po raz pierwszy na płycie, lecz nie ostatni) osobliwy, archaiczny, mały instrument dęty drewniany, o nazwie kazoo (nie znam polskiego tłumaczenia tego słowa, o ile w ogóle istnieje). Kazoo - nie mylić ze znanym systemem wymiany plików - wydaje bardzo zabawny dźwięk, wręcz taki, jaki kury mogłyby generować, gdyby potrafiły śpiewać. Instrument ten widać zresztą w jednej scenie filmu - dmie w niego kura, by zaalarmować zebrane koleżanki, że farmer zbliża się do kurnika. Utwór ten ma jeszcze jedną, typową dla marszowych ilustracji cechę - jak się już przyczepi do słuchacza, to będzie łaził za nim baaaardzo długo... Szczególnie mam tu na myśli genialny fragment, rozpoczynający się od 2'12". Tu ciekawostka - film i CD różnią się fanfarami, ilustrującymi sam tytuł filmu. Widać, reżyserom bardziej spodobał się wspaniały początek "Opening Escape", który w wersji filmowej zastąpił motyw, rozbrzmiewający dokładnie w tym samym miejscu na CD.

"The Evil Mrs. Tweedy", utwór nr 3, rozpoczyna się pogodnym motywem marszowym, w 38. sekundzie przechodzącym w stosowną do tytułu, niepokojącą ilustrację kurzego apelu u stóp złej pani Tweedy i podkreśloną uderzeniem dzwonu egzekucję kury Edwiny. Utwór kończy temat pani Tweedy, stylizowany na muzyczne klimaty rodem z któregoś z krajów śródziemnomorskich. "Rats!" to minutowa miniaturka, kojarząca się - dzięki użyciu charakterystycznego akordeonu - z Francją i Paryżem. Natomiast drugiej połowy utworu piątego "Chickens are not organised", jak na moje ucho w ogóle nie ma w filmie. Tutaj kompozytorzy sobie poszaleli, dodając do wygrywanego na piszczałkach pierwszego tematu głównego rozszalałą harmonijkę ustną, jak gdyby wprost ze ścieżki dźwiękowej filmu "Bracie gdzie jesteś". Szósty utwór "We need a Miracle", rozpoczyna się liryczną wersją pierwszego tematu głównego, by od połowy rozbudzić słuchacza pogodną ilustracją przylotu koguta Rocky'ego na kurzą fermę. Muzyczny eklektyzm albumu słychać w "Rocky and the Circus", gdzie panują najprawdziwsze jazzowe klimaty, podkreślające luzacki charakter Rocky'ego, czarującego kury swoim urokim osobistym. Na wieść o nauce latania, wykonanie muzyki przechodzi w tradycyjną orkiestrę. "Flight Training" to jeszcze bardziej złożona kompozycja, zawierająca w sobie mnóstwo niezwykle finezyjnie przeplecionych stylizacji. Pierwsza połowa "Flight Training" to najbardziej beztroski i najsilniej kojarzący się z dziecięcym kinem fragment płyty. Kompozycja ta w 1'50" dość znacznie przyspiesza, kiedy to na tle bębnów gra temat dwóch szczurów, a od 2'29" znowu słyszymy dęciakowe brzmienia orkiestry symfonicznej. Dalej mamy takie smaczki jak muzyczna chińszczyzna, szkocka kobza, czy kazoo i harmonijka ustna na jazzowym podkładzie.

Najdłuższa kompozycja na płycie, niemal 6-minutowa "A really big Truck arrives", to utwór w przeważającej swej części bardzo dynamiczny, zawierający w sobie fragmeny głównych motywów przewodnich. Jest to równocześnie muzyka najmniej chyba rzucająca się w ucho, z powodu nagromadzenia orkiestrowych rozwiązań, mających na celu czystą ilustrację akcji, bez eksponowania chwytliwych melodii. "Cocktails and flighty Thoughts" to kolejny mariaż lajtowego jazzowego grania z rasową orkiestrą. "Babs' big break" rozpoczyna się niczym temat ze "Szczęk" Williamsa, by przejść na perfekcyjnie zgrany z obrazem motyw pani Tweedy i żeński chór, kiedy pani Tweedy mierzy obwód najgrubszej kury Babs. Utwór nr 12, to jedna z dwóch piosenek, jakie słychać w filmie. "Flip Flop and Fly" w wykonaniu Ellisa Halla, jest dynamicznym rockandrollowym kawałkiem, obecnym w filmie w scenie tańca oraz w napisach końcowych. Pioseneczka to bardzo sympatyczna, kojarząca się z "Johnny B. Goode" z pierwszego i drugiego "Powrotu do przyszłości", choć niezbyt pasująca do kompozycji Gregsona-Williamsa i Powella. Jej nieobecność na płycie byłaby jednak sporym brakiem. "Up on the Roof", ilustrujący rozmowę Ginger i Rocky'ego na dachu, mnie osobiście przez pierwsze kilkadziesiąt sekund kojarzy się ze ścieżkami dźwiękowymi ze "Star Treka", delikatnie przechodzącymi w spowolnioną wersję pierwszego tematu głównego. "Into the Pie Machine" to już czysta akcja do sekwencji walki o życie głównych bohaterów, w trzewiach maszyny do robienia placków. Tutaj po raz drugi (po "Opening Escape") rozbrzmiewa drugi temat główny filmu. Trzy minuty najczystszej estetyki Johna Williamsa. Najsmutniejszy i najbardziej dołujący jest "Rocky, a fake all along", utwór nr 15, stosownie podkreślający nagłą ucieczkę Rocky'ego z fermy i stracone nadzieje kur. Przez chwilę, jakby z oddali, poprzez molowe smyczki przebija się cyrkowa pozytywka...

Przechodzimy do finalnej części filmu i płyty. Zgodnie z żelazną regułą scenopisarstwa, po upadku następuje nagły zwrot akcji ku lepszemu, więc załamane kury znajdują sposób na opuszczenie fermy. Budowa samolotu zilustrowana jest jednym z najbardziej porywających utworów na soundtracku, "Building the Crate". W tej kompozycji wreszcie po raz pierwszy rozbrzmiewa trzeci muzyczny temat główny. Ta przepiękna melodia otwiera utwór, by w 1'30" powrócić w dalece dynamiczniejszej formie, z rzadko spotykanym w muzyce filmowej metrum. "Building the Crate" to małe arcydzieło muzyki filmowej, pomimo że wbrew pozorom nie ma nic prostszego, niż wziąć temat przewodni i aranżacyjnie do zdynamizować. Lecz kompozytorzy muzyki do "Uciekających kurczaków" dokonali tego z niespotykaną konsekwencją. Utwór poraża swoją witalnością, tempem i jednocześnie prostotą, gdyż niemalże całość opiera się na jednej, długiej melodii, bez orkiestrowej jazdy w stylu dowolnym, tak często spotykanej przy ilustracjach sekwencji akcji. Tutaj ponownie sporo do zagrania ma instrument kazoo. Kolejny utwór, piosenka Dion "The Wanderer" to mały zgrzyt na soundtracku. Umieszczono ją co prawda zgodnie z filmową chronologią, lecz rozbija ona w strzępy cały orkiestrowy klimat, zbudowany pod koniec płyty przez najlepsze utwory Johna Powella i Harry'ego Gregsona-Williamsa. Miejsce tej piosenki powinno być gdzie indziej, najlepiej na samym końcu płyty.

Pierwszą z trzech kompozycji, tworzących jedną, spójną kulminację, jest "The Chickens are revolting". Początek utworu automatycznie kojarzy się z muzyką Davida Arnolda z "Dnia Niepodległości", lecz jego druga połowa to wspaniale, marszowo i dostojnie przearanżowany trzeci główny temat, ilustrujący postawienie na środku fermy samolotu. Harmonia obrazu i muzyki w tej scenie jest tak perfekcyjnie skonstruowana, że nawet najbardziej sceptyczny widz mocno trzyma wszystkie kciuki, za powodzenie kurzej mission impossible. "Lift off" to wzorcowy przykład muzyki pod szarpiącą nerwy i rozegraną w obliczu walki z czasem kulminację. Jest tu wszystko o czym można tylko zamarzyć w tego typu ilustracji - precyzyjnie i co do klatki odmierzone kontrapunkty, kompozytorskie sztuczki potęgujące ekranowe napięcie i adekwatne do każdego zwrotu akcji fragmenty muzyczne, bezbłędnie zapięte w jednej, fenomenalnej kompozycji. Te zachwyty można także przypisać ostatniemu na płycie utworowi "Escape to Paradise", stanowiącemu kontynuację "Lift off". To już prawdziwy fajerwerk muzyki filmowej, popisowy konglomerat fragmentów wszystkich tematów przewodnich, zatopiony w iście elfmanowskiej stylistyce. Smyczki biją tutaj rekordy prędkości, basowe dęciaki ilustrują śmiertelne zagrożenie dla Ginger ze strony uczepionej samolotu pani Tweedy. Ta orkiestrowa kanonada trwa aż do 1'45", gdy po obowiązkowym, kilkusekundowym zawieszeniu akcji, żeńskie chóry w pełnej glorii rozbrzmiewają melodią triumfu. Jeszcze tylko jeden raz usłyszymy motyw pani Tweedy, siedzącej na zgliszczach swojej fermy, by po raz ostatni rozległ się wspaniały temat przewodni, otwierający (i zamykający) film.

"Uciekające kurczaki" Johna Powella i Harry'ego Gregsona-Williamsa to jeden z najwspanialszych soundtracków, jakie kiedykolwiek słyszałem. Kompozytorzy zatroszczyli się o doskonałe melodie, mistrzowskie aranżacje, idealnie zsynchronizowane z filmem struktury utworów, absolutną perfekcję wykonania i przede wszystkim najczystszą radość dla ucha. Pomimo, że całość ostentacyjnie czerpie z rozwiązań już sprawdzonych, bezceremonialnie wzorując się na klasyce gatunku, muzyka z "Chicken Run" to autentycznie zachwycający przykład kompozytorskiej erudycji i wyczucia stylu. Co prawda zwolennicy kameralnych klimatów Thomasa Newmana czy Michaela Nymana mogą czuć się przytłoczeni mnogością stylizacji i konsekwencją monumentalnych aranżacji, lecz w swojej kategorii soundtrack do "Uciekających kurczaków" to arcydzieło. Komplet pięciu jaj... tzn. gwiazdek.

Poniżej okładka z wydania wytwórni RCA Records (2001 rok):




Ocena:
Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI