CHRONICLES OF NARNIA, THE:
THE LION, THE WITCH AND THE WARDROBE


MUZYKA: Harry Gregson-Williams
ROK PRODUKCJI: 2005
WYTWÓRNIA: Walt Disney Records
CZAS TRWANIA: 70:44 min.


01. THE BLITZ, 1940
02. EVACUATING LONDON
03. THE WARDROBE
04. LUCY MEETS MR. TUMNUS
05. A NARNIA LULLABY
06. THE WHITE WITCH
07. FROM WESTERN WOODS TO BEAVERSDAM
08. FATHER CHRISTMAS
09. TO ASLAN'S CAMP
10. KNIGHTING PETER
11. THE STONE TABLE
12. THE BATTLE
13. ONLY THE BEGINNING OF THE ADVENTURE
14. IMOGEN HEAP - Can't take it in
15. ALANIS MORISSETTE - Wunderkind
16. TIM FINN - Winter light
17. LISBETH SCOTT - Where



"Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa" to film, na który najbardziej - obok "King Konga" - czekałem w ubiegłym roku. Jak wiadomo, dzięki naszym dystrybutorom, przyszło mi go obejrzeć dopiero na początku nowego roku, no ale lepiej późno niż wcale. Od razu mogę powiedzieć, że z kina na pewno rozczarowany nie wyszedłem. Dziecięca wersja "Władcy Pierścieni" - jak się pisze o "Opowieściach z Narnii" - tylko czekała na taką właśnie ekranizację znanej i cenionej na całym świecie powieści C.S. Lewisa - a przecież "Lew, Czarownica i Stara Szafa" to dopiero początek... Film skierowany głównie do młodszej widowni (choć niekoniecznie) jest wspaniałym kinem fantasy, zrealizowanym z rozmachem, czego brakowało ubogiej pod względem technicznym, 6-odcinkowej wersji z 1988 roku (z którą zapoznałem się przed obejrzeniem nowej), jednak treść na szczęście pozostała ta sama. No ale nie o filmie chciałem tu napisać ani o tym, jak bardzo mi się podobał. Przejdźmy zatem do meritum sprawy...

Harry Gregson-Williams robi coraz lepszą muzykę - co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I choć "stażem" jeszcze mu trochę brakuje do najbardziej znanych i cenionych kompozytorów świata filmowego - już teraz można być pewnym, że wkrótce znajdzie się w czołówce, aczkolwiek już posiada na swoim koncie wspaniałą muzykę - z takich filmów jak "Shrek" i "Uciekające Kurczaki" (oba tytuły na spółkę z Johnem Powellem) czy "Twierdza" (trio wspólnie z Hansem Zimmerem i Nickiem Glennie-Smithem). Swoiste oderwanie się kompozytora od Media Ventures chyba wyszło mu znakomicie (chociaż do muzyki MV absolutnie nic nie mam), ponieważ w minionym roku pan Gregson-Williams skomponował dwie ścieżki dźwiękowe, które lekko mnie urzekły. Pierwszą z nich była piękna partytura z "Królestwa Niebieskiego". Drugą jest opisywana w tej recenzji muzyka z "Opowieści z Narnii"...

Płyta zaczyna się mocnym, orkiestralnym, złowrogim brzmieniem, ze świetnymi partiami smyczków i trąb połączonych z potężną perkusją - tak prezentuje się ilustracja pierwszych minut filmu, a przedstawiających bombardowanie Londynu. "The Blitz, 1940" jest na pewno jednym z najlepszych utworów na krążku. "Evacuating London" to już całkowita zmiana klimatu, na spokojniejszy rzecz jasna, wygrywany delikatnie na skrzypcach, flecie i fortepianie, nieco melancholijnie, z lekką nutką smutku, bo oto czwórka głównych bohaterów opuszcza zagrożony Londyn. W drugiej połowie utworu melodia zmienia się i dochodzi śliczny, kobiecy śpiew, który ilustruje podróż dzieci pociągiem i napisy początkowe. Fragment ten słychać jeszcze w jednym momencie filmu - gdy Piotr, Edmund, Zuzanna i Łucja już razem przedostają się do Narnii. Melodia, która potrafi zauroczyć. Dwa kolejne utwory - "The Wardrobe" i "Lucy Meets Mr. Tumnus" - są również spokojne i opisują kolejno pierwsze odwiedziny Narnii przez Łucję i spotkanie fauna. Natomiast "A Narnia Lullaby" to - jak nazwa wskazuje - narnijska kołysanka, którą na flecie (lub czymś w rodzaju fletu) wygrywa Łucji Pan Tumnus. Przyznam bez ogródek, że to zdecydowanie najczęściej słuchany przeze mnie motyw na całym soundtracku. Melodia jest po prostu śliczna, można się w niej wręcz zakochać, i żałuje tylko, że zarówno w filmie, jak i na płycie, kawałek jest tak krótki... W dodatku świetnie się rozwija, flet pozwala na dołączanie się kolejnych instrumentów, które skutecznie podnoszą dynamikę utworu, a całości dopełnia piękny, zawodzący, żeński chórek oraz podśpiewywanie. "A Narnia Lullaby" kończy się głośnym akompaniamentem - w momencie, gdy faunowi w kominku poprzez ogień ukazuje się Aslan, zaś sam motyw podczas filmu jeszcze przewija się gdzieś w tle, ale już w nieco innej aranżacji. "The White Witch" jest już z oczywistych powodów bardziej złowrogi, tajemniczy, ponury, gdzieś w podkładzie słychać uderzenie dzwona kościelnego... Taki klimat jest niczym dziwnym, skoro to motyw dotyczący złej Białej Królowej, co całą Narnię śniegiem spowiła... W następnym utworze, "From Western Woods To Beaversdam", powraca delikatny śpiew, jednak melodyjnie różniący się od tego, który słychać w "Evacuating London". Również chórki są nieco inne, a cały fragment upiększają (w drugiej połowie) fujarka i cymbałki. "Father Christmas" to jedyna melodia na całej ścieżce dźwiękowej, która kojarzy się ze Świętami Bożego Narodzenia, z czasem prezentów, no i przede wszystkim z Mikołajem, który to właśnie pojawia się w filmie przy tej muzyce, by rozdać odpowiednie "rekwizyty" synowi Adama i dwóm córkom Ewy, przekazując jednocześnie, iż to właściwie nie są tak do końca prezenty. Te słowa darczyńcy okraszone zostały melodią bardziej refleksyjną, obecną w drugiej połowie utworu. I po tych wszystkich opisanych kawałkach, w zdecydowanej większości spokojnych i delikatnych, przychodzi czas na coś bardziej dynamicznego. "To Aslan's Camp" wita nas najbardziej wyrazistym tematem całej partytury - bardzo orkiestralnym, głośnym, charakterystycznym. Po szybkim rozwinięciu równie szybko zwalnia, jednak po to, by później (druga połowa) przerodzić się w majestatyczny, nieco dumny fragment muzyczny - tak zilustrowana została odpowiednio podróż do obozu Aslana (pęknięcie lodu przy wodospadzie i podróż bohaterów na krze), a następnie pierwsze spotkanie lwa i jego armii. Ten styl kontynuuje w pewien sposób "Knighting Peter", chociaż więcej tutaj partii cichszych niżeli w poprzednim utworze, a dochodzi jeszcze jeden głośniejszy fragment, całkowicie inny brzmieniowo, a będący ilustracją sceny, w której wilki atakują dzieci już w samym obozie (do pojedynku z ich przywódcą staje Piotr). Pozostała część utworu (bardzo spokojna, jak już wspomniałem) dotyczy pasowania głównego bohatera na rycerza.

Osobny, dość długi opis, należy się zdecydowanie najbardziej mrocznemu utworowi w całości, a mowa o "The Stone Table". Ów fragment ilustruje kolejno oddalanie się Aslana od obozu w stronę Kamiennego Stołu, gdzie na lwa czeka już Biała Wiedźma razem ze swoimi poddanymi. W dalszej części następuje upokorzenie prawowitego władcy Narnii i jego ofiara za Edmunda, a ostatecznie smutek Zuzanny i Łucji nad ciałem martwego Aslana. Wymieniony szereg scen został zilustrowany najdłuższym, bo trwającym aż ponad 8 minut, utworem na płycie. "The Stone Table" od pierwszych sekund jest bardzo niepokojący i przez cały czas stopniowo się rozwija - najpierw dochodzi męski, śpiewający niskimi głosami chór (żeński również przewija się w tle), a następnie dołączają bębny i kotły, później natomiast reszta instrumentów. Po 3 minucie melodia zmienia się na jeszcze lepszą, chóry osiągają apogeum, a 15 sekund później następuje wyciszenie i zaczyna się kolejny, inny fragment - również stopniowo się rozwijający i coraz bardziej przyspieszający. Przy końcu utwór przybiera już wydźwięk naprawdę smutny, widzowie przecież doskonale wiedzą, co się za chwilę wydarzy... Zwieńczeniem są trąby, a po nich już tylko żal - od 6 minuty aż do końca utworu mamy do czynienia z najsmutniejszym fragmentem całej partytury (robi to odpowiednie wrażenie w połączeniu z obrazem rzecz jasna). Trzeba przyznać, że "The Stone Table" to technicznie mały majstersztyk, podobnie zresztą jak kolejny, drugi najdłuższy na płycie utwór (ponad 7 minut) - "The Battle", czyli ilustracja końcowej, niezwykle widowiskowej bitwy. Zaczyna się charakterystycznym motywem słyszalnym już w "To Aslan's Camp", zaś po minięciu półtorej minuty prym wiodą potężne uderzenia kotłów i bębnów, wspaniałe partie chóralne (męskie na zmianę z żeńskimi) oraz smyczki - oto na horyzoncie pojawiają się niezliczone zastępy Królowej Jadis. Po 3 minucie melodia zmienia się na całkiem inną, równie doskonałą, a będącą ilustracją m.in. momentu, gdy dwie armie pędzą naprzeciwko siebie. Rytm ten trwa aż do 5 minuty i 44 sekundy. Po tym czasie mamy kolejną zmianę i nadanie instrumentom większej dynamiki (bitwa pełną parą). W filmie oczywiście cały podkład muzyczny jest dłuższy, jednak to, co zawarto na płycie z muzyką, w zupełności wystarcza i generalnie jest najlepszą częścią całej sekwencji (pod względem muzycznym oczywiście). "Only The Beginning Of The Adventure" to już zakończenie partytury - ciepłe, pogodne, będące kumulacją tych spokojniejszych fragmentów całości, choć jeszcze przy końcu tego utworu dają o sobie znać rewelacyjne fragmenty motywów z końcowej bitwy, jak i z "To Aslan's Camp". Na koniec tego wszystkiego 4 piosenki - "Can't Take It In", "Wunderkind", "Winter Light" oraz "Where". Niestety, utwory śpiewane nie są tak rewelacyjne jak partytura Gregson-Williamsa, niemniej jednak przyjemnie się ich słucha i na pewno jako tako pasują do całości. Choć nieco dziwi mnie nominacja Alanis Morissette i jej "Wunderkind" do Złotego Globu (czyżby do Oscarów również...?) - niezły to kawałek, ale żeby aż tak dobry...? A moim faworytem spośród tych czterech piosenek jest ostatnia, najkrótsza (niecałe 2 minuty), śpiewana przez Lisbeth Scott - klimatem i stylem chyba najbardziej pasuje do partytury z "Opowieści z Narnii".

Czas na małe podsumowanie. Muzyka z "The Chronicles Of Narnia: The Lion, The Witch And The Wardrobe" jest równie rewelacyjna co sam film. Poniekąd cieszę się, że kompozytor uniknął wciskania na siłę motywów religijnych bądź z takimi się kojarzących, gdyż chyba nie pasowałyby do tego, co widać na ekranie (mimo, iż w całym filmie, podobnie jak w książce, religijnych inspiracji nie brakuje). Można powiedzieć, że na ścieżce rządzą partie smyczkowe, sekcje dęte oraz kotły i bębny. Jednego, stałego motywu przewodniego nie ma, jednak jest kilka wyrazistych tematów i melodii, które przewijają się przez całość, dzięki czemu partytura zostaje urozmaicona i z pewnością nie można narzekać na monotonię podczas odsłuchiwania. W filmie zaś całość prezentuje się wybornie, a kilka utworów na płycie oczarowało mnie na tyle, że bardzo często do nich powracam i wielokrotnie odsłuchuję ("The Blitz, 1940", "Evacuating London", "A Narnia Lullaby", "To Aslan's Camp", "The Stone Table", "The Battle"). Dla mnie "Opowieści z Narnii" to jedna z najlepszych ścieżek minionego roku, stawiam ją także na równi z piękną muzyką do "Królestwa Niebieskiego" i cieszę się, że najnowsza partytura Harry'ego Gregson-Williamsa została nominowana do Złotego Globu (choć równie dobrze nominację mógł otrzymać "Kingdom Of Heaven") - kibicowałem jej całym sercem, a nagrodę ostatecznie zgarnęły "Wyznania Gejszy" Johna Williamsa. Ciekaw jestem, jak będą wyglądać nominowani do Oscarów - mam nadzieję, że któraś z tych dwóch partytur tam się pojawi... Choć pojedynek może być ciężki, jeśli rywalem Gregson-Williamsa stanie się Danny Elfman, który również w minionym roku skomponował dwie doskonałe ścieżki dźwiękowe ("Gnijąca Panna Młoda" oraz "Charlie i Fabryka Czekolady"). Wracając jednak do podsumowania - ocena końcowa to cztery i pół gwiazdki. Z zaznaczeniem, że do maksimum bardzo blisko!

Trzeba jeszcze wspomnieć na koniec o innym wydaniu tej ścieżki dźwiękowej - jest to limitowana edycja z dołączonym krążkiem DVD, na którym zawarto materiał filmowy z nagrywania partytury (okładka poniżej). Wydana została także druga płyta z muzyką (wytwórnia EMI), a konkretnie z 11 piosenkami inspirowanymi filmem - osobna recenzja na stronie.




Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI