
CHRONICLES OF NARNIA, THE: THE LION, THE WITCH AND THE WARDROBE MUZYKA: Harry Gregson-Williams ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Walt Disney Records CZAS TRWANIA: 70:44 min.
"Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa" to film, na który najbardziej - obok "King Konga" - czekałem w ubiegłym roku. Jak wiadomo, dzięki naszym dystrybutorom, przyszło mi go obejrzeć dopiero na początku nowego roku, no ale lepiej późno niż wcale. Od razu mogę powiedzieć, że z kina na pewno rozczarowany nie wyszedłem. Dziecięca wersja "Władcy Pierścieni" - jak się pisze o "Opowieściach z Narnii" - tylko czekała na taką właśnie ekranizację znanej i cenionej na całym świecie powieści C.S. Lewisa - a przecież "Lew, Czarownica i Stara Szafa" to dopiero początek... Film skierowany głównie do młodszej widowni (choć niekoniecznie) jest wspaniałym kinem fantasy, zrealizowanym z rozmachem, czego brakowało ubogiej pod względem technicznym, 6-odcinkowej wersji z 1988 roku (z którą zapoznałem się przed obejrzeniem nowej), jednak treść na szczęście pozostała ta sama. No ale nie o filmie chciałem tu napisać ani o tym, jak bardzo mi się podobał. Przejdźmy zatem do meritum sprawy... Harry Gregson-Williams robi coraz lepszą muzykę - co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I choć "stażem" jeszcze mu trochę brakuje do najbardziej znanych i cenionych kompozytorów świata filmowego - już teraz można być pewnym, że wkrótce znajdzie się w czołówce, aczkolwiek już posiada na swoim koncie wspaniałą muzykę - z takich filmów jak "Shrek" i "Uciekające Kurczaki" (oba tytuły na spółkę z Johnem Powellem) czy "Twierdza" (trio wspólnie z Hansem Zimmerem i Nickiem Glennie-Smithem). Swoiste oderwanie się kompozytora od Media Ventures chyba wyszło mu znakomicie (chociaż do muzyki MV absolutnie nic nie mam), ponieważ w minionym roku pan Gregson-Williams skomponował dwie ścieżki dźwiękowe, które lekko mnie urzekły. Pierwszą z nich była piękna partytura z "Królestwa Niebieskiego". Drugą jest opisywana w tej recenzji muzyka z "Opowieści z Narnii"... Płyta zaczyna się mocnym, orkiestralnym, złowrogim brzmieniem, ze świetnymi partiami smyczków i trąb połączonych z potężną perkusją - tak prezentuje się ilustracja pierwszych minut filmu, a przedstawiających bombardowanie Londynu. "The Blitz, 1940" jest na pewno jednym z najlepszych utworów na krążku. "Evacuating London" to już całkowita zmiana klimatu, na spokojniejszy rzecz jasna, wygrywany delikatnie na skrzypcach, flecie i fortepianie, nieco melancholijnie, z lekką nutką smutku, bo oto czwórka głównych bohaterów opuszcza zagrożony Londyn. W drugiej połowie utworu melodia zmienia się i dochodzi śliczny, kobiecy śpiew, który ilustruje podróż dzieci pociągiem i napisy początkowe. Fragment ten słychać jeszcze w jednym momencie filmu - gdy Piotr, Edmund, Zuzanna i Łucja już razem przedostają się do Narnii. Melodia, która potrafi zauroczyć. Dwa kolejne utwory - "The Wardrobe" i "Lucy Meets Mr. Tumnus" - są również spokojne i opisują kolejno pierwsze odwiedziny Narnii przez Łucję i spotkanie fauna. Natomiast "A Narnia Lullaby" to - jak nazwa wskazuje - narnijska kołysanka, którą na flecie (lub czymś w rodzaju fletu) wygrywa Łucji Pan Tumnus. Przyznam bez ogródek, że to zdecydowanie najczęściej słuchany przeze mnie motyw na całym soundtracku. Melodia jest po prostu śliczna, można się w niej wręcz zakochać, i żałuje tylko, że zarówno w filmie, jak i na płycie, kawałek jest tak krótki... W dodatku świetnie się rozwija, flet pozwala na dołączanie się kolejnych instrumentów, które skutecznie podnoszą dynamikę utworu, a całości dopełnia piękny, zawodzący, żeński chórek oraz podśpiewywanie. "A Narnia Lullaby" kończy się głośnym akompaniamentem - w momencie, gdy faunowi w kominku poprzez ogień ukazuje się Aslan, zaś sam motyw podczas filmu jeszcze przewija się gdzieś w tle, ale już w nieco innej aranżacji. "The White Witch" jest już z oczywistych powodów bardziej złowrogi, tajemniczy, ponury, gdzieś w podkładzie słychać uderzenie dzwona kościelnego... Taki klimat jest niczym dziwnym, skoro to motyw dotyczący złej Białej Królowej, co całą Narnię śniegiem spowiła... W następnym utworze, "From Western Woods To Beaversdam", powraca delikatny śpiew, jednak melodyjnie różniący się od tego, który słychać w "Evacuating London". Również chórki są nieco inne, a cały fragment upiększają (w drugiej połowie) fujarka i cymbałki. "Father Christmas" to jedyna melodia na całej ścieżce dźwiękowej, która kojarzy się ze Świętami Bożego Narodzenia, z czasem prezentów, no i przede wszystkim z Mikołajem, który to właśnie pojawia się w filmie przy tej muzyce, by rozdać odpowiednie "rekwizyty" synowi Adama i dwóm córkom Ewy, przekazując jednocześnie, iż to właściwie nie są tak do końca prezenty. Te słowa darczyńcy okraszone zostały melodią bardziej refleksyjną, obecną w drugiej połowie utworu. I po tych wszystkich opisanych kawałkach, w zdecydowanej większości spokojnych i delikatnych, przychodzi czas na coś bardziej dynamicznego. "To Aslan's Camp" wita nas najbardziej wyrazistym tematem całej partytury - bardzo orkiestralnym, głośnym, charakterystycznym. Po szybkim rozwinięciu równie szybko zwalnia, jednak po to, by później (druga połowa) przerodzić się w majestatyczny, nieco dumny fragment muzyczny - tak zilustrowana została odpowiednio podróż do obozu Aslana (pęknięcie lodu przy wodospadzie i podróż bohaterów na krze), a następnie pierwsze spotkanie lwa i jego armii. Ten styl kontynuuje w pewien sposób "Knighting Peter", chociaż więcej tutaj partii cichszych niżeli w poprzednim utworze, a dochodzi jeszcze jeden głośniejszy fragment, całkowicie inny brzmieniowo, a będący ilustracją sceny, w której wilki atakują dzieci już w samym obozie (do pojedynku z ich przywódcą staje Piotr). Pozostała część utworu (bardzo spokojna, jak już wspomniałem) dotyczy pasowania głównego bohatera na rycerza. Osobny, dość długi opis, należy się zdecydowanie najbardziej mrocznemu utworowi w całości, a mowa o "The Stone Table". Ów fragment ilustruje kolejno oddalanie się Aslana od obozu w stronę Kamiennego Stołu, gdzie na lwa czeka już Biała Wiedźma razem ze swoimi poddanymi. W dalszej części następuje upokorzenie prawowitego władcy Narnii i jego ofiara za Edmunda, a ostatecznie smutek Zuzanny i Łucji nad ciałem martwego Aslana. Wymieniony szereg scen został zilustrowany najdłuższym, bo trwającym aż ponad 8 minut, utworem na płycie. "The Stone Table" od pierwszych sekund jest bardzo niepokojący i przez cały czas stopniowo się rozwija - najpierw dochodzi męski, śpiewający niskimi głosami chór (żeński również przewija się w tle), a następnie dołączają bębny i kotły, później natomiast reszta instrumentów. Po 3 minucie melodia zmienia się na jeszcze lepszą, chóry osiągają apogeum, a 15 sekund później następuje wyciszenie i zaczyna się kolejny, inny fragment - również stopniowo się rozwijający i coraz bardziej przyspieszający. Przy końcu utwór przybiera już wydźwięk naprawdę smutny, widzowie przecież doskonale wiedzą, co się za chwilę wydarzy... Zwieńczeniem są trąby, a po nich już tylko żal - od 6 minuty aż do końca utworu mamy do czynienia z najsmutniejszym fragmentem całej partytury (robi to odpowiednie wrażenie w połączeniu z obrazem rzecz jasna). Trzeba przyznać, że "The Stone Table" to technicznie mały majstersztyk, podobnie zresztą jak kolejny, drugi najdłuższy na płycie utwór (ponad 7 minut) - "The Battle", czyli ilustracja końcowej, niezwykle widowiskowej bitwy. Zaczyna się charakterystycznym motywem słyszalnym już w "To Aslan's Camp", zaś po minięciu półtorej minuty prym wiodą potężne uderzenia kotłów i bębnów, wspaniałe partie chóralne (męskie na zmianę z żeńskimi) oraz smyczki - oto na horyzoncie pojawiają się niezliczone zastępy Królowej Jadis. Po 3 minucie melodia zmienia się na całkiem inną, równie doskonałą, a będącą ilustracją m.in. momentu, gdy dwie armie pędzą naprzeciwko siebie. Rytm ten trwa aż do 5 minuty i 44 sekundy. Po tym czasie mamy kolejną zmianę i nadanie instrumentom większej dynamiki (bitwa pełną parą). W filmie oczywiście cały podkład muzyczny jest dłuższy, jednak to, co zawarto na płycie z muzyką, w zupełności wystarcza i generalnie jest najlepszą częścią całej sekwencji (pod względem muzycznym oczywiście). "Only The Beginning Of The Adventure" to już zakończenie partytury - ciepłe, pogodne, będące kumulacją tych spokojniejszych fragmentów całości, choć jeszcze przy końcu tego utworu dają o sobie znać rewelacyjne fragmenty motywów z końcowej bitwy, jak i z "To Aslan's Camp". Na koniec tego wszystkiego 4 piosenki - "Can't Take It In", "Wunderkind", "Winter Light" oraz "Where". Niestety, utwory śpiewane nie są tak rewelacyjne jak partytura Gregson-Williamsa, niemniej jednak przyjemnie się ich słucha i na pewno jako tako pasują do całości. Choć nieco dziwi mnie nominacja Alanis Morissette i jej "Wunderkind" do Złotego Globu (czyżby do Oscarów również...?) - niezły to kawałek, ale żeby aż tak dobry...? A moim faworytem spośród tych czterech piosenek jest ostatnia, najkrótsza (niecałe 2 minuty), śpiewana przez Lisbeth Scott - klimatem i stylem chyba najbardziej pasuje do partytury z "Opowieści z Narnii". Czas na małe podsumowanie. Muzyka z "The Chronicles Of Narnia: The Lion, The Witch And The Wardrobe" jest równie rewelacyjna co sam film. Poniekąd cieszę się, że kompozytor uniknął wciskania na siłę motywów religijnych bądź z takimi się kojarzących, gdyż chyba nie pasowałyby do tego, co widać na ekranie (mimo, iż w całym filmie, podobnie jak w książce, religijnych inspiracji nie brakuje). Można powiedzieć, że na ścieżce rządzą partie smyczkowe, sekcje dęte oraz kotły i bębny. Jednego, stałego motywu przewodniego nie ma, jednak jest kilka wyrazistych tematów i melodii, które przewijają się przez całość, dzięki czemu partytura zostaje urozmaicona i z pewnością nie można narzekać na monotonię podczas odsłuchiwania. W filmie zaś całość prezentuje się wybornie, a kilka utworów na płycie oczarowało mnie na tyle, że bardzo często do nich powracam i wielokrotnie odsłuchuję ("The Blitz, 1940", "Evacuating London", "A Narnia Lullaby", "To Aslan's Camp", "The Stone Table", "The Battle"). Dla mnie "Opowieści z Narnii" to jedna z najlepszych ścieżek minionego roku, stawiam ją także na równi z piękną muzyką do "Królestwa Niebieskiego" i cieszę się, że najnowsza partytura Harry'ego Gregson-Williamsa została nominowana do Złotego Globu (choć równie dobrze nominację mógł otrzymać "Kingdom Of Heaven") - kibicowałem jej całym sercem, a nagrodę ostatecznie zgarnęły "Wyznania Gejszy" Johna Williamsa. Ciekaw jestem, jak będą wyglądać nominowani do Oscarów - mam nadzieję, że któraś z tych dwóch partytur tam się pojawi... Choć pojedynek może być ciężki, jeśli rywalem Gregson-Williamsa stanie się Danny Elfman, który również w minionym roku skomponował dwie doskonałe ścieżki dźwiękowe ("Gnijąca Panna Młoda" oraz "Charlie i Fabryka Czekolady"). Wracając jednak do podsumowania - ocena końcowa to cztery i pół gwiazdki. Z zaznaczeniem, że do maksimum bardzo blisko! Trzeba jeszcze wspomnieć na koniec o innym wydaniu tej ścieżki dźwiękowej - jest to limitowana edycja z dołączonym krążkiem DVD, na którym zawarto materiał filmowy z nagrywania partytury (okładka poniżej). Wydana została także druga płyta z muzyką (wytwórnia EMI), a konkretnie z 11 piosenkami inspirowanymi filmem - osobna recenzja na stronie.
|
![]() |
|
![]() |