
CONAN THE DESTROYER
MUZYKA: Basil Poledouris ROK PRODUKCJI: 1984 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 33:04 min.
Różnica pomiędzy pojawieniem się "Conana Barbarzyńcy" a kolejnej części - "Conana Niszczyciela" wynosi niecałe dwa lata. Niedużo, jednak pierwowzór jest moim zdaniem filmem dużo lepszym i ten fakt tyczy się również podkładu muzycznego, którego stworzenie ponownie powierzono Basilowi Poledouris'owi. Ścieżka dźwiękowa do filmu "Conan the Barbarian" jest znakomitą, dojrzałą kompozycją. Ta niestety, jest narracją zdecydowanie słabszą pod każdym możliwym względem. Ale po kolei. Całość to 13 tematów scenicznych o różnym charakterze przesłaniowym, od dramatycznych w wymowie z rozbudowaną zazwyczaj grupą instrumentów dętych cięższych, które odpowiedzialne są za wytworzenie tego rodzaju klimatu, poprzez kompozycje mieszane, a przez to zdecydowanie bardziej urozmaicone, aż do motywów spokojniejszych, bardziej wyważonych, gdzie podstawą są smyczki. Ale to wszystko przeważnie jest tylko tłem muzycznym, ponieważ nad całością (prawdopodobnie dla zbudowania odpowiedniego nieco "mistycznego" charakteru) dominują w bardzo wyraźny sposób aerofony, a więc różnego rodzaju flety, oboje, należące do grupy instrumentów dętych drewnianych o stosunkowo łagodnym brzmieniu. Warto zwrócić uwagę na takie utwory jak "Elite Guard Attacks", "The Scrolls of Skelos", "Dueling Wizards", "Conan & Bombaata Battle" oraz "Crystal Palace" (szczególnie około 3:18 min.). Zresztą odniosłem wrażenie, że druga część płyty jest nieco lepsza i przez to ciekawsza. Pomimo tego, że wyróżniłem te 5 tamatów, nie są to jednak utwory z najwyższej półki. W ogóle cała ścieżka dźwiękowa ma za mało "mistyczny" charakter i miejscami jest po prostu zbyt "nowoczesna". Po drugie motyw przewodni. Jest go zdecydowanie za mało. Występuje tylko w początkowej i końcowej fazie "Main Title / Riders of Taramis", na początku "Elite Guard Attacks" oraz w utworze "Dueling Wizards". Przy czym w dwóch ostatnich z wymienionych jest aranżowany w bardzo dziwny sposób, rozwijając się w początkowej fazie w naturalny sposób, jednak gdy odnosi się wrażenie iż za chwilę "eksploduje" tym wspaniały końcowym brzmieniem, zostaje nagle jakby ucięty, stłumiony, zgaszony. Tego rodzaju zabieg zupełnie nie przypadł mi do gustu, ponieważ wyraźnie psuje ten znakomity motyw sceniczny. Ponadto bardzo dziwi mnie fakt, że Basil Poledouris nie skomponował całości wokół tak emocjonalnego i charakterystycznego brzmienia jaki gwarantuje nam utwór przewodni. Przypuszczalnie wyglądałoby to znacznie lepiej niż teraz. A tak dostajemy tylko przeciętną ścieżkę dźwiękową, która jest kompozycją zbyt statyczną, pozostającą o cały krok do tyłu w stosunku do swojej poprzedniczki. |
![]() |
|
![]() |