
CONSTANTINE
MUZYKA: Brian Tyler, Klaus Badelt ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 51:03 min.
Piekło go pragnie, Niebo go nie chce, a Ziemia potrzebuje... Tytułowy Constantine posiada niesamowity dar - widzi to, czego inni nie dostrzegają... i dostrzec by nie chcieli. Demony, piekielne stwory, tzw. mieszańcy kuszący nieświadomych ludzi. Constantine z nimi walczy, odpędza je tam, gdzie ich miejsce. Idąc do kina na debiut reżyserki Francisa Lawrence spodziewałem się filmu mrocznego, klimatycznego, trzymającego w napięciu. Niestety rozczarowałem się - "Constantine" nie przypadł mi go gustu zupełnie. To obraz bardzo chaotyczny, bez ładu i składu, zupełnie nie wciągający czy intrygujący. Wprawdzie znajduje się tu kilka niezłych scen i epizodów, ale dla mnie to zdecydowanie za mało, by uznać ów obraz za przynajmniej średni. Przykład filmu, który nie wprowadza do gatunku absolutnie nic nowego czy ciekawego. A szkoda, bo temat i potencjał w nim drzemiący były naprawdę spore... Muzyką do najnowszego obrazu z Keanu Reevesem w roli głównej zajęło się dwóch "wychowanków" znanego wszystkim miłośnikom muzyki filmowej Media Ventures. Brian Tyler i Klaus Badelt - ten pierwszy znany z takich ścieżek dźwiękowych jak chociażby serial "Children Of Dune", "Darkness Falls", "Hunted", natomiast pan Badelt ma na koncie partytury do takich filmów jak "Equilibrium", "K-19: The Widowmaker", nowa wersja "The Time Machine" czy rewelacyjny "Pirates of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl". Kompozytorzy łączą zatem swoje siły i tworzą muzykę mroczną, złowieszczą, odpowiadającą filmowym realiom "Constantine". 24 krótkie, przeważnie 1- czy 2-minutowe utwory o łącznym czasie trwania ponad 51 minut. Nie ma tutaj żadnego motywu przewodniego czy zapadającej w pamięć melodii. Mamy za to typowe, klasyczne dla horroru zabiegi instrumentalne - przeciągane, klimatyczne dźwięki, tajemniczo ciche melodie czy głośne wstawki mające na celu wyostrzenie uwagi widza i zwiększenie napięcia. Za ciekawe można uznać stylowe przemieszanie konstrukcji kolejnych utworów - zatem mamy jeden kawałek skomponowany metodą klasyczną, gdzie prym np. wiedzie instrument smyczkowy bądź subtelne, delikatne pianino, by za chwilę usłyszeć utwór nafaszerowany niepokojącą elektroniką - wypada to naprawdę nieźle. Jeśli chodzi o elektronikę - jak na styl Media Ventures przystało - występuje ona szczególnie w podkładzie, wybija jakby rytm niektórych utworów. Miejscami doświadczymy również klasycznego, dość potężnego orkiestrowego grania. Nie mogło zabraknąć chórków, przeważnie utrzymanych w tonacji kościelnej, co idealnie pasuje do tematyki filmu ("Deo Et Patri", "The Balance", "Absentee Landlords"), choć i na te bardziej złowrogie znalazło się miejsce ("Into The Light", "Lucifier"). Do zdecydowanie najlepszych fragmentów tego krążka należy zaliczyć utwory: "Meet John Constantine" (szczególnie po 2 minucie), "Resurrection", nadłuższy na płycie "Circle Of Hell" (5:36 min.; na uwagę zasługuje tutaj świetna końcówka), "Flight To Ravenscar", końcówka "Balance" oraz "Constantine End Titles". Jaka jest ogólnie partytura do "Constantine"? Na pewno jest to ścieżka udana, chociaż nie ustrzegła się wad. Po pierwsze - całość zdecydowanie lepiej brzmi poza filmem, słuchana w domowym zaciszu. Podczas oglądania ścieżka dźwiękowa jakby gdzieś zanika, nie jest odpowiednio wyeksponowana, nie kojarzymy żadnych motywów związanych z konkretnymi scenami - wielka szkoda, tak być nie powinno. Podczas oglądania partytura duetu Tyler & Badelt wydaje się być jedynie zapełniaczem muzycznym filmowego tła. Ale już osobno, na płycie, wszystkiego słucha się znacznie lepiej. Zdecydowanie ciekawsze wydają się wszelkie aranżacje i zabiegi orkiestralno-elektroniczne. Szkoda też, że - mimo przyjemnego słuchania i wczuwania się w odpowiedni klimat - po skończeniu płyty tak naprawdę niewiele zostaje w głowie słuchacza. Ciężko wynucić jakąkolwiek melodię, motyw, cokolwiek. Jeśli miałby wystawiać oceną końcową - ścieżka z "Constantine" w połączeniu z obrazem prezentowałaby się średnio, w niektórych momentach co najwyżej nieźle. Poza obrazem natomiast jest to mimo wszystko kompozycja solidnie dobra, zasługująca na ciut więcej niż 3 gwiazdki. Ale biorąc pod uwagę całokształt - stawiam mocne 3 punkty. Na pewno warto przesłuchać. Poniżej inna okładka soundtracku. Soundtrack dostarczony przez Agencję Artystyczną MTJ (www.mtj.pl)
|
![]() |
|
![]() |