COTTON CLUB, THE

MUZYKA: John Barry
ROK PRODUKCJI: 1984 / 1997
WYTWÓRNIA: Geffen
CZAS TRWANIA: 42:58 min.


01. THE MOOCHE
02. COTTON CLUB STOMP #2
03. DROP ME OFF IN HARLEM
04. CREOLE LOVE CALL
05. RING DEM BELLS
06. EAST ST. LOUIS TOODLE-O
07. TRUCKIN'
08. ILL WIND
09. COTTON CLUB STOMP #1
10. MOOD INDIGO
11. MINNIE THE MOOCHER
12. COPPER COLORED GAL
13. DIXIE KIDNAPS VERA
14. THE DEPRESSION HITS / BEST BEATS SANDMAN
15. DAYBREAK EXPRESS MEDLEY



Co się stanie w przypadku, gdy połączymy nazwisko słynnego kompozytora Johna Barry'ego z gatunkiem muzycznym jazzu? Odpowiedzią jest ta jakże wspaniała płyta z muzyką pochodzącą z obrazu "The Cotton Club". Barry stworzył naprawdę rewelacyjną oprawę muzyczną do równie udanego filmu Coppoli, a także poszedł krok dalej - i tak powstał klasyk. Klasyk, którego dziś wstyd nie znać. Zresztą dam sobie głowę uciąć, że większość osób zetknęła się choć raz w życiu z takimi utworami jak np. "The Mooche", "Truckin'", "Cotton Club Stomp" (#1 i #2), "Daybreak Express Medley" czy z absolutnie kapitalnym "Dixie Kidnaps Vera". Te kawałki tak bardzo przesiąkły od tamtego czasu do kultury, że nie trzeba być żadnym znawcą twórczości Barry'ego czy też dokonań samego jazzu, aby być z tymi fragmentami zaznajomionym. Wymienione utwory to wręcz podwaliny całej partytury i najlepsze utwory na płycie. Oczywiście nie samymi utworami instrumentalnymi film żyje, zatem znajduje się tutaj też kilka piosenek, a są to: "Minnie The Moocher", "Copper Colored Gal", "Ill Wind" czy bardzo swoiste "Ring Dem Bells" i "Creole Love Call" (bardziej pieśń niż piosenka). Nie trzeba się specjalnie rozpisywać nad poszczególnymi kompozycjami, ponieważ całość trzyma niesamowicie wysoki poziom - od początku do końca. W dzisiejszych czasach to legenda i klasyka, bez której sam jazz może i byłby wciąż tym samym gatunkiem (aczkolwiek uboższym), natomiast sama muzyka filmowa poniosłaby już nieco większą stratę (bo to przecież soundtrack mimo wszystko...). Niestety - mimo powyższych peanów na cześć ścieżki dźwiękowej do "The Cotton Club" - trudno polecić ją komuś innemu poza fanami filmu i takiego gatunku muzyki. Wszyscy inni ryzykują, tym bardziej, że nie jest to płyta pokroju np. "Chicago", choć w sumie nie tak wiele dzieli obie pozycje - w moim mniemaniu wygrywa jednak dzieło Barry'ego, co ma pewnie związek z większą ilością muzyki instrumentalnej niż piosenek, jak to ma miejsce w przypadku "Chicago". Jednak warto sięgnąć samemu po tę pozycję, aby przekonać do tej kompozycji własne uszy. Z pewnością zachęci do tego dostępność i dzisiejsza cena tego krążka. Co się zatem stanie, jeśli wydamy połączenie Johna Barry'ego z jazzem i damy to do zrecenzowania Mefisto? Odpowiedź na to pytanie znajduje się powyżej i... poniżej.

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI