
CREMASTER 2
MUZYKA: Jonathan Bepler ROK PRODUKCJI: 1999 WYTWÓRNIA: Aquarius Records CZAS TRWANIA: 58:40 min.
Cykl "Cremaster" nie jest zwykłym przedsięwzięciem filmowym. "Cremaster" to poezja dla oczu i uszu, obrazy i muzyka do delektowania się i przeżywania - niekoniecznie rozumienia, dlatego muzyki do tego epickiego eksperymentu Matthew Barrney'a nie mógł skomponować nikt szablonowy, oklepany, tworzący regularnie tło muzyczne dla hollywoodzkich filmów. Muzyka w "Cremasterze" nie mogła kojarzyć się z niczym co do tej pory powstało, musiała być inna, łamiąca zasady budowania dramaturgii za pomocą nut, musiała być ciężka, przytłaczająca, a jednocześnie nie mogła wykorzystywać "osłyszanych" np. heavymetalowych czy hardrockowych motywów. Wybór Matthew Barrney'a padł na Jonathana Beplera, który sam jest postacią równie enigmatyczną co sam Barney. Bepler w swojej karierze napisał muzykę jedynie do sześciu produkcji, z których 4 to właśnie "Cremastery" (nie brał udziału przy tworzeniu muzyki do "Cremastera 4" - który chronologicznie powstał jako pierwszy). Osobiście, muzykę którą Jonathan Bepler stworzył do "Cremastera 2" - której to ścieżce się za chwilkę wspólnie przyjrzymy - uważam za najlepszą ścieżkę jaka została stworzona do zilustrowania dzieł Barney'a. Najlepsza nie oznacza jednak w tym przypadku, że jest to muzyka lekka, łatwa, przyjemna i zdatna do słuchania w niedzielne popołudnie. Bowiem większość ścieżki "Cremastera 2" przytłacza muzycznym ciężarem, jak ma to miejsce w utworze "The man in black", w którym szybkie, donośne uderzenia w perkusję mieszają się z gardłowym, charczącym wręcz głosem Dave'a Lombardo (ex-lider i perkusista zespołu Slayer), który wykrzykuje niezrozumiałe słowa do mikrofonu (tak Matthew Barney wyobrażał sobie z piekła rodem rozmowę Lombardo z Garym Gilmorem, którego ostatnim życzeniem przed wykonaniem kary śmierci była właśnie telefoniczna rozmowa z ex-liderem zespołu "Slayer). Niejakim motywem przewodnim "The man in black" jest - dosłownie - rój pszczół, który słychać z różnym natężeniem przez cały czas trwania utworu. Niepokój, a także prawie namacalny lęk, wprowadza muzyka już na początku ścieżki utworem "Compression prelude", w którym słyszymy tylko nawarstwiające się dźwięki kościelnych organ (coraz głośniejsze i mocniejsze!), które nagle urywają się pozostawiając niezwykłe echo i przechodzą w delikatny motyw wygrywany na skrzypcach, z nieśmiałym towarzyszeniem bębnów. Ten utwór służy w filmie za muzyczny podkład dla czołówki - napisu "Cremaster 2", który powoli pojawia się na tle niezwykle pięknego krajobrazu. "Seance" - powolna, nieco nierówna i nieskładna w założeniu melodia, to ilustracja spokojnej sceny, w której w poetycki sposób przedstawia Barney poczęcie Gary'ego Gilmore'a, zestawiając to z wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, gdy Harry Houdini na "Światowej wystawie" zamykany jest w skrzyni, z której ma się uwolnić. Trzeci fragment muzyki na płycie to opisany już wyżej "The man in black", po którym do naszych uszu dociera naprawdę piękna ballada, która obchodzi się zupełnie bez tła muzycznego, opierając się jedynie na damskim, cudownym głosie, który w połowie utworu staje się nieco bardziej agresywny, prowadząc "śpiewaną" konwersacją z wbijającym się - jakby na siłę - głosem Dave'a Lombardo, który zdecydowanie kontrastuje z lirycznym wydźwiękiem pierwszej połowy tej sentymentalnej nieco ballady. W filmie utwór "Ballad of Gary Gilmore" początkowo ilustruje scenę, w której Gary Gilmore miota się we wnętrzu samochodów stojących na stacji benzynowej (kobieta wykonująca tę balladę sfilmowana jest na zbliżeniu, a jej twarz ukazana jest wyłącznie "do góry nogami"), w drugiej części zaś, gdy kobiecy głos zestawiony zostaje z bassem Dave'a Lombardo, obserwujemy zabójstwo mormońskiego pracownika stacji benzynowej. "Desert hymn" to ilustracja muzyczna symbolicznej sceny procesu Gary Gilmore'a. Do głosu dochodzą tu posępne, donośne męskie chóry. "Desert hymn" jest ponury, pozbawiony uczuć, zimny i w zestawieniu z pustą salą sądową, na której środku stoją kościelne organy (które usłyszymy w połowie utworu) - nieco odrealniony. "Interlude saline part I" to muzyka nieco schizoidalna, drażniąca, nieprzewidywalna, i paradoksalnie dość spokojna. Ilustruje sceny przygotowania egzekucji Gary Gilmore'a, a w szczególności niezwykły taniec policjantów na koniach, którzy na stadionie uformowanym na wyschniętym słonym jeziorze prezentują różne układy i figury. Utwór kończy się werblami, które przyspieszają rytm. Podobnie jak w poprzednich, jak i w następnych utworach, nie można w "Interlude saline part I" wychwycić żadnego muzycznego motywu czy melodii, która byłaby "normalna" i miała szansę zapaść w pamięć. "Interlude saline part II" to już alegoryczna scena ujeżdżania byka przez Gary'ego Gilmore'a, gdzie podczas przygotowań do tej niecodziennej, symbolicznej "egzekucji" ponownie słyszymy kościelne organy (bardzo cicho), których dźwięk narasta i staje się donośniejszy i potężny, gdy Gilmore zaczyna już ujeżdżać byka. Punkt kulminacyjny osiąga "Interlude saline part I" w momencie, gdy byk i Gary Gilmore wycieńczeni upadają na ziemię, a kończy się, gdy Harry Houdini zostaje szczelnie zamknięty w skrzyni, w którym to momencie przez chwilę słychać odgłosy trąb. "The executioner's step" jest najdłuższym i najbardziej urozmaiconym utworem na płycie. W pierwszej części bardzo przypomina muzykę country (w filmie ilustruje taniec kowbojskiej pary), po czym w nierówny i nieprzewidywalny (a jakże!) rytm wchodzi damski głos, śpiewający piosenkę, która nie do końca pasuje do muzyki. Tworzy to niezwykły efekt świadomego rozminięcia się głosu z podkładem muzycznym, który po chwili znów usamodzielnia się, nabiera tempa, gubiąc gdzieś lekkość i słodycz emanującą z początku utworu; wchodzi gitarowy brzęk (jakby szarpanie strun rozstrojonej gitary), odgłosy skrzypiec, delikatnie zaznaczona zostaje obecność perkusji, a w końcu utwór zwalnia, ucisza się, wszystkie instrumenty zbiegają się w jedno zmierzające ku końcowi brzmienie, przerywane dobiegającymi spod ziemi, jakby podskórnymi pomrukami. "The drones' exposition" to powrót do klimatu ciężkiego i ponurego. Utwór wypełniony jest dudniącymi "pomrukami", które pojawiły się już w utworze poprzednim, wprowadza niepokój i atmosferę niepewności, którą z powodzeniem kontynuuje i rozbudowuje ścieżka "Postlude retreat" kończąca płytę, gdzie spotykają się skrzypce z kościelnymi organami, słyszalne w tle, pojedyncze odgłosy pszczół, delikatna obecność perkusji pomieszana z męskimi chórami i mocniejszym uderzeniem perkusji znanym z utworu "The man in black". Ostatnia ścieżka na soundtracku z "Cremastera 2" w spójny sposób łączy ze sobą wszystko, co mogliśmy usłyszeć w pozostałych utworach. Nie doszukamy się tu oczywiście żadnego rytmu, ładu czy składu. To w końcu "Cremaster" ;) Ścieżkę dźwiękową Jonathana Beplera można śmiało polecić tym, którzy "Cremastera 2" widzieli, i film ten wywarł na nich pozytywne wrażenie. Jeżeli kogoś dzieło Barney'a tylko wynudziło i zirytowało, słuchanie muzyki tylko pogorszy jego zdanie o "Cremasterze 2" i jego ścieżce dźwiękowej. Kto zaś nie oglądał "Cremastera 2" i nie wie nic o tym oryginalnym i niepowtarzalnym cyklu, na własną odpowiedzialność może po soundtrack sięgnąć. Nie gwarantuję jednak, że da radę przebrnąć przez muzyczny chaos, niezrozumiałego i pozbawionego jakiejkolwiek logiki tworu muzycznego Jonathana Beplera. Na mnie cały cykl "Cremaster" wywarł ogromne wrażenie, zatem i słuchania muzyki Beplera się nie boję, choć większej przyjemności obcowanie z soundtrackiem tak naprawdę mi nie sprawia - bo dołuje, przygnębia, zasmuca, wreszcie nudzi. Jednak nowatorstwa i piękna kompozycji Jonathanowi Beplerowi nie jestem w stanie odmówić. Jako ocenę dam mocną czwórkę, bo ta ścieżka zasługuje na to za odwagę, niepowtarzalność i niewątpliwy (trochę pokręcony) klimat. |
![]() |
|
![]() |