DA VINCI CODE, THE

MUZYKA: Hans Zimmer
ROK PRODUKCJI: 2006
WYTWÓRNIA: Decca
CZAS TRWANIA: 68:03 min.


01. DIES MERCURII I MARTIUS
02. L'ESPRIT DES GABRIEL
03. THE PASCHAL SPIRAL
04. FRUCTUS GRAVIS
05. QUODIS ARCANA
06. MALLEUS MALEFICARUM
07. SALVETE VIRGINES
08. DANIEL'S 9TH CIPHER
09. POISONED CHALICE
10. THE CITRINE CROSS
11. ROSE OF ARIMATHEA
12. BENEATH ALTISCHA
13. CHEVALIERS DE SANGREAL
14. KYRIE FOR THE MADGALENE



"Kod Da Vinci"... Powstanie tego filmu było tylko i wyłącznie kwestią czasu. To jeden z najbardziej oczekiwanych filmów ostatnich lat. Adaptacja bestsellerowej powieści amerykańskiego pisarza Dana Browna, sprzedanej na całym świecie w ilości, bagatela, 40 milionów egzemplarzy. 125 mln $ budżetu, jaki wyskrobali producenci na tę produkcję, powoduje, że jest to jedna z najdroższych produkcji w historii kina. Za kamerą stanął Ron Howard, jeden z najbardziej zasłużonych reżyserów Hollywoood ostatnich lat. Twórca takich filmów jak "Kokon", "Willow", "Ognisty Podmuch" czy osławiony "Piękny Umysł". Można było się spodziewać, że jeśli film stworzy Ron Howard, to standardowo muzykę do niego napisze nie kto inny, jak wieloletni wsółpracownik reżysera, James Horner. Jednak w obliczu niezbyt wysokiej formy twórczej Hornera, jaką prezentuje ostatnimi czasy, Ron Howard postanowił zaprosić do współpracy innego zaznajomionego kompozytora, Hansa Zimmera. Wcześniejsza współpraca tych dwóch panów zaoowocowała wspaniałym przedsięwzięciem filmowym, a mowa oczywiście o filmie "Ognisty Podmuch", do którego niemiecki kompozytor stworzył bardzo ciekawą partyturę. Teraz jednak Hansa Zimmera czekało o wiele większe wyzwanie. Musiał napisać muzykę, która oddałaby ducha opowieści jaką jest "Kod Da Vinci"...

Wymagało to oczywiście odpowiedniego doboru instrumetarium i koncepcji formy muzycznej. Jak można było się spodziewać, Zimmer postawił na mroczne brzmienia, które udało mu się uzyskać głównie dzięki zastosowaniu solowych instrumentów smyczkowych i udziałowi w nagraniu wybitnych solistów takich jak: Anthony Pleeth - wiolonczela, Martin Tillman - elektryczna wilonczela, Richard Harvey - antyczne skrzypce. Frazy rozpisane na te solowe instrumenty przywodzą na myśl inną kompozycję Zimmera, a mianowicie "Hannibala", który został urzymany w podobnych mrocznych klimatach. Do tego Zimmer zaprzęgnął różnorodne chóry, począwszy od podniosłych barytonów, na sugestywnych sopranach kończąc, które nadały całej partyturze klimat mistycyzmu. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o niesamowitym sopranie Hily Plitmann, który dodał kompozycji majestatu. Całość została ubrana w typową dla Niemca, subtelną i wyważoną elektronikę. Na płytę składa się 14 utworów o całkowitym czasie trwania ponad 68 minut. Wielki plus dla wytwórnii Decca, która nie poskąpiła materiału muzycznego dla tego wydania. Na pochwałę zasługuje doskonałe wywarzenie proporcji między orkiestrą, chórami, a elektroniką, co nie zawsze było mocną stroną Niemca. Tak więc nie jesteśmy tu nadmiernie bombardowani przez natłok dźwięków, a całość jest nam dozowana z doskonała precyzją. Jeśli można użyć tego stwierdzenia w stosunku do muzyki, to jest to napewno muzyka "inteligentna", do której musimy podejść z uwagą i odpowiednim nastawieniem. Dlatego, chcąc obcować z tą partyturą, musimy się kompletnie wyciszyć, żeby w pełni dostrzeć/dosłyszeć to, co może nam zaoferować. Na pewno jest to płyta na wiele przesłuchań, gdyż za pierwszym razem nie jesteśmy w stanie uchwycić wszystkich detali.

To, co rzuca się od razu w... uszy, to brak typowych tematów. Cała muzyka to praktycznie jeden wielki underscore. Coprawda mamy do czynienia z frazami, które można byłoby zakwalifikować jako tematy, ale są to zazwyczaj bardzo krótkie fragmenty i kończą się równie szybko jak sie zaczęły. Taka konstrukcja kompozycji przywodzi mi na myśl wcześniejszą kompozycję Zimmera - "Cienką Czerwoną Linię" - gdzie kompozytor stworzył jedną ze swoich najlepszych (jak nie najlępszą) partytur fimowych, nie tworząc praktycznie żadnego tematu i opierając się wylącznie na underscorowym brzmieniu. Co trzeba Niemcowi przyznać? Że potrafi tworzyć underscore jak mało kto. Udowadnia to już w utworze otwierającym płytę, "Dies Mercurii I Martius", w którym skrzętnie łączy ze sobą sekcję smyczkową, która w pewnym momencie "wybucha" przy akompaniamencie wtórujących chórów. Całość uzupełniona jest o mistyczne brzmienie wiolonczeli Tillmana i pulsujące syntezatory. W tym Zimmer zaprezentował jeden z tych quazi-tematów o których wcześniej wspominałem. Konstukcja bardzo prosta. Sekcja smyczkowa gra melodie ostinato, a całości wtóruje syntazator, niby żywcem zapożyczony właśnie z "Cienkiej Czerwonej Linii", a mianowicie z utworu "Journey to the Line". Duża część następnych utworów utrzymana jest w takim właśnie klimacie. Całości słucha się od początku do końca z niesłabnącym zainteresowaniem. Na koniec wspomnę o dwóch utworach zamykających krążek. Są to moje ulubione kawałki. Pierwszy - "Chevaliers De Sangreal" - to moim zdaniem najlepszy utwór na płycie. Utwór ten stanowi jedno wielkie Crescendo, narastające od początku utworu, aż do genialnej kulminacji, która wieńczy kompozycje Zimmera do filmu. Jest to niewątpliwie jeden z najlepszych utworów, jakie kompozytor kiedykolwiek stworzył. Drugim kawałkiem jest "Kyrie For The Magdalene" autorstwa Richarda Harveya, który nota bene jest dyrygentem całości materiału. Jest to piękny utwór rozpisany na mieszany chór z lekkim akompaniamentem sekcji smyczkowej. Genialne uwieńczenie całości.

Podsumowując muszę stwierdzić, że muzyka do "Kodu Da Vinci" to jedna z najlepszych i najbardziej dojrzałych kompozycji Hansa Zimmera w całej jego dotychczasowej karierze kompozytorskiej. Polecam ją dosłownie wszystkim, choć wiem, że nie wszystkim ta kompozycja przypadnie do gustu. Taką muzykę trzeba poprostu lubić. Ale jeśli ktoś jest otwarty na piękno muzyki i szuka nietypowych i niekonwencjonalnych rozwiązań we współczesnej muzyce filmowej, to jestem przekonany, że partytura ta dostarczy mu niezapomnianych przeżyć - tak jak mnie. Jest to kompozycja porażąjąca słuchacza swoim pięknem i nacechowaniem emocjonalnym. Dosłownie każdy utwór ma do zaoferowania coś ciekawego. Praktycznie bez większych wad, stąd i ocena maksymalna.

Na koniec jeszcze garść technicznych informacji związanych z opisywaną ścieżką. Sopran: Hila Plitmann, elektryczna wiolonczela (solo): Martin Tillman, skrzypce: Hugh Marsh, pierwsza wiolonczela: Anthony Pleeth. "Kyrie for the Magdalene" - słowa i muzyka Richard Harvey, "Salvette Virgines" - muzyka: Hans Zimmer, słowa: Abhay Manusmare - utwór nie użyty w filmie. Poniżej inna okładka soundtracku.




Ocena:
Autor recenzji: KARCHAROTH
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI