
DANNY THE DOG (UNLEASHED)
MUZYKA: Massive Attack ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Virgin Records CZAS TRWANIA: 58:30 min.
Serve no master... Można bez ogródek powiedzieć, że "Danny The Dog" (w Polsce przetłumaczony jako "Człowiek Pies", a na świecie figurujący również pod tytułem "Unleashed") nie jest bezmyślną kopaniną z udziałem jak zwykle sprawnego Jeta Li. To całkiem nieźle skrojony dramat, z niegłupią i niebanalną fabułą oraz dobrą rolą Jeta (i równie dobrą, drugoplanową rolą Morgana Freemana). Miło mnie zaskoczyło to filmidło, choć tak naprawdę ochoczo sięgnąłem po nie gdy dowiedziałem się, iż za muzykę odpowiedzialna jest grupa Massive Attack. Twórczość Massive uwielbiam - tego nie da się ukryć. Moje uszy wręcz pochłaniają ich muzykę - ciężkie, transowe, elektroniczne brzmienia połączone często z hipnotyzującym wręcz wokalem trafiają idealnie w mój gust. Trzeba przyznać, że trip-hop (za prekursora tego gatunku uważa się właśnie Massive Attack) to dość specyficzny rodzaj muzyki, który z pewnością nie trafia do każdego słuchacza. Za ich najlepszą, bezkonkurencyjną płytę uważam do tej pory "Mezzanine" - dla mnie twór doskonały, niesamowicie mroczny, nie nudzący się i taki, do którego wciąż powracam. Utwory Massive były wykorzystywane w bardzo dużej ilości filmów - zawsze z doskonałym skutkiem (polecam w tym miejscu artykuł w dziale muzycznym - "Muzyka Massive Attack w filmach" - autorstwa Pat). Przyszedł więc czas na to, by grupa ta skomponowała całą, pełną ścieżkę dźwiękową do filmu. Wyszło im to na pewno - a nawet więcej niż wyszło. Bo to nie tylko kolejny w świecie filmu soundtrack - można śmiało powiedzieć, że to również najnowsza płyta tej grupy. Przyjrzymy się bliżej temu, co stworzyli Ci Panowie by uatrakcyjnić "Człowieka Psa"... Pierwsze, co zauważą / usłyszą osoby zapoznane z twórczością Massive, to zmiana klimatu. Oczywiście ich styl wciąż pozostał, w wielu utworach wyraźnie da się odczuć brzmienia z ich płyt, jednak "Danny The Dog" jest tworem stricte instrumentalnym (a właściwie instrumentalno-elektronicznym) i nie uświadczymy tutaj wspomnianego już w pierwszym akapicie wokalu - ani Tricky'ego, ani 3D, ani żadnej zaproszonej do nagrań wokalistki (wyjątkiem jest tylko piosenka końcowa, właściwie dwie, ale o tym będzie później). Co do wspomnianej zmiany klimatu - niespodzianką będzie z pewnością wiele utworów spokojnych, nostalgicznych, smutnych - grane głównie na fortepianie (co ma odzwierciedlenie w pewnym wątku w filmie) oraz cymbałkach i delikatnych skrzypcach (często z obowiązkowo charakterystycznym, przeciągliwym podkładem), z jednym, wciąż przewijającym się przez całość motywem. Kto by przypuszczał, że Panowie z Massive Attack są zdolni do skomponowania takiej muzyki, której nie powstydziłby się żaden kompozytor-weteran... (oczywiście to informacja dla tych, którzy znają ich wcześniejszą twórczość). Jednak początek płyty to zupełnie inne granie - po krótkim, nieco ponad minutowym, ambientowym, złowrogim "Opening Title" dostajemy "Atta Boy", czyli to, co w Massive najlepsze - rytmiczna, drapieżna elektronika ze znakiem firmowym tej grupy, czyli potężnym, dogłębnym basem. Do tej kategorii kawałków należą jeszcze "Simple Rules", "One Thought a Time", "The Dog Obeys" i "I Am Home" - oczywiście wszystkie wymienione służą jako ilustracja bardziej dynamicznych scen akcji i w tej roli sprawdzają się idealnie. No i jak dla mnie stanowią najlepszy element całości. Teraz wróćmy do tego, od czego zacząłem, czyli kawałków najspokojniejszych i najsmutniejszych. Czyli fortepian, cymbałki, instrumenty smyczkowe oraz okraszająca je nierzadko elektronika, snująca się gdzieś w tle - "P Is For Piano", "Sam", "Confused Images", "You've Never Had a Dream", "Right Way To Hold a Spoon", "Everybody's Got a Family", "Two Rocks And a Cup Of Water", "Everything About You Is New" oraz "The Academy". Moimi osobistymi faworytami w tej kategorii są "Sam" oraz końcowy "The Academy" - kawałki zwyczajnie piękne. Jeszcze jeden, ostatni odłam stanowią utwory pośrednie - czyli takie, które ciężko zaliczyć albo do spokojnego, usypiającego grania, albo do dynamiki i akcji. Określiłbym je jako wypełniacz między dwoma wymienionymi kategoriami, utwory najbardziej hipnotyzujące, mniej charakterystyczne, ale absolutnie nie niepotrzebne. A wśród nich: "Polaroid Girl", "Red Light Means Go", "Collar Stays Out", "Sweet Is God", "Montage" i "Danny The Dog" (jedyny, w którym pod koniec słychać chórek). I na koniec tego całego zestawu dwie piosenki. Pierwsza to bardzo ładna "Baby Boy" wykonywana przez artystkę pod pseudonimem Thea - świetne, odpowiednio smutne podsumowanie dość smutnego filmu... Druga to "Unleash Me" spod ręki RZA, wykonywane przez duet Prodigal Son i Christbearer of Northstar. Ten utwór śpiewany pod każdym względem przegrywa z pierwszym - to standardowy hip-hop, który w ogóle tutaj nie pasuje - przede wszystkim w starciu z gatunkiem muzyki obecnym na krążku. Bo trip-hop to nie hip-hop, choć nazwy są podobne... Nawiasem mówiąc niektóre wersje soundtracku zostały pozbawione tych dwóch bonusowych utworów śpiewanych, co moim skromnym zdaniem jest niemałą stratą - szczególnie gdy weźmie się pod uwagę "Baby Boy". Jeszcze warto napisać, że sporo fragmentów przypomina muzykę z "Requiem Dla Snu" - i to bardzo. Podobne brzmienia, podobne instrumentarium, podobne motywy. Tyczy się to szczególnie tych kawałków trzeciej kategorii, między dynamiką a spokojem - tutaj da sie usłyszeć zdecydowanie najwięcej podobieństw. Bo całą reszta to albo całkiem nowe, nieznane, zaskakujące wręcz Massive Attack, albo to, co jest w nich najlepsze i najbardziej charakterystyczne, a znane z całej dyskografii grupy. Najważniejsze jest to, że muzyka w filmie sprawdza się bardzo dobrze, poszczególne fragmenty zostały świetnie dopasowane do ekranowych wydarzeń, a i osobno słucha się tego po prostu z zaciekawieniem. Choć należy trzeźwo stwierdzić, że nie jest to płyta dla wszystkich. Fani muzyki filmowej z pewnością docenią jej oryginalność, dobre wykorzystanie w filmie i... niestety nic poza tym. Niektórzy nawet przejdą koło niej obojętnie i odstawią na półkę po jednokrotnym przesłuchaniu. Inaczej ma się sprawa z fanami Massive Attack. Oni nie tylko będą zasłuchiwać się w tym albumie, nie tylko usłyszą znajome dźwięki i znajomy styl, ale również odkryją nowy potencjał tej grupy. Dla nich będzie to nie tylko kolejna płyta w dyskografii Massive, ale również ciekawostka w postaci stworzenia przez tę grupę pełnej ścieżki dźwiękowej do naprawdę niezłego filmu. Zatem w pierwszym przypadku ocenowo będą to obiektywne trzy gwiazdki. W drugim - subiektywne cztery. Zawsze w recenzji soundtracków staram się (choć nie zawsze to wychodzi, ale tak to już jest z recenzjami :) o choćby odrobinę obiektywizmu podczas przyznawania oceny końcowej. Tak więc w przypadku opisywanej płyty byłaby to oficjalna trójka i nieoficjalne 3,5. Jednak pozwolę sobie i tym razem na jeden z tych niewielu wyjątków, gdy subiektywizm zwycięża nad obiektywizmem, i stawiam mocne 4 punkty. Bo jak już wspomniałem - twórczość Massive Attack uwielbiam i zasłuchuję się w niej bez końca. A "Danny The Dog" to kolejne, nowe doznania. Inni mogą sobie odjąć od tej oceny jeden lub pół punkcika. Czekam na kolejny soundtrack spod ręki Massive! Poniżej dwie inne okładki tej ścieżki dźwiękowej.
|
![]() |
|
![]() |