
DAREDEVIL
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Wind-Up CZAS TRWANIA: 73:55 min.
Kolejna ekranizacja komiksu, tym razem siewcą sprawiedliwości jest... ślepy bohater. Brzmi banalnie i chyba tak jest w rzeczywistości, gdyż film ten jest obrazem zupełnie średnim. Ba, na tle innych ekranizacji komiksów (szczególnie ostatnio "X2") wypada stosunkowo słabo... Oficjalny soundtrack z "Daredevil" to trochę bezpłciowa składanka (jest jeszcze score Graeme Revella), gdzie większość zajmują zupełnie przeciętne, czasami tylko niezłe piosenki, które na długo w pamięć nie zapadają... Wyjątki znajdą się i tutaj, i teraz o nich wspomnę. Mianowicie tylko dwie, może trzy piosenki z tej płyty udało mi się zapamiętać. Koło reszty przeszedłem zupełnie obojętnie. Pierwszym z dwóch naprawdę dobrych utworów na tej płycie jest ostry, drapieżny, szybki i świetny jak zawsze Rob Zombie (tym razem wspólnie z Drowning Pool) w piosence "The Man Without Fear". Rob Zombie coraz śmielej i coraz częściej atakuje składanki filmowe, a efekt jest jak najbardziej udany (ostatnio np. "Matrix Reloaded"). Drugim dobrym utworem jest bardzo ładna ballada "My Immortal" (Evanescence - na płycie jest jeszcze jedna jej piosenka, też całkiem niezła). Niby kolejny banalny kawałek, tzw. wyciskacz łez, a jednak słuchało mi się go bardzo przyjemnie. Na tyle przyjemnie, że przesłuchałem go 3 lub 4 razy z rzędu. Podobnie zresztą było z kawałkiem Roba Zombie. Ponadto całkiem niezły jest jeszcze "Daredevil Theme" (remix Graeme Revella i Mike'a Einzigera) - zapowiedź elektronicznej muzyki, która zapewne rozbrzmiewa na scorze. Jednak i ten kawałek - podobnie jak cała reszta - plasuje się w granicach zupełnej przeciętności. Niby wykonawcy znani, ale cóż - nic szczególnego tutaj w sumie nie ma. Trochę więcej spodziewałem się po grupie "Saliva", trochę więcej spodziewałem się po Moby'm... Cóż - chyba zaczynam podchodzić z dystansem do składanek filmowych. Wychodzi ich po prostu zbyt dużo i są do siebie zbyt podobne. A album "Daredevil" niestety swą przeciętnością nie wybija się zbytnio poza natłok innych, bliźniaczych mu soundtracków. A dwie czy trzy naprawdę dobre piosenki na płycie to stanowczo za mało. Moja faktyczna ocena tej płyty to 2,5 gwiazdki, jednak w tym przypadku nie skuszę się podnieść końcowej noty do trzech. Bo po pierwsze - bez wątpienia płyta-przeciętniak, po drugie - od teraz będę oceniał troszkę "ostrzej" ;) Poniżej dwie dodatkowe okładki. Po lewej - nieco inny cover z drobną zmianą. Po prawej - okładka do singla promującego film - "Bring Me To Life" (Evanescence).
|
![]() |
|
![]() |