DARK WATER

MUZYKA: Kenji Kawai
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Kitty Records
CZAS TRWANIA: 41:54 min.


01. FROM THE ABYSS
02. OMEN
03. SMALL HUMAN FIGURE
04. IDEAL
05. IN THE FLOWING WATERS
06. CROSSROAD
07. YELLOW DREAM
08. RUINS
09. YELLING
10. CALL FROM THE WATER
11. PRISONER
12. NARCOTIC
13. BLUE SKY



Mitsuko Kawai, urodzona 11 marca 1993 roku... Wzrost 4'5"... Długie, czarne włosy... Ostatni raz była widziana dnia 14 lipca 1999 roku, ubrana w żółty płaszcz przeciwdeszczowy z kapturem... Film "Dark Water" (w oryginale "Honogurai Mizu No Soko Kara") jest obrazem niezwykle specyficznym, zaliczanym do nowego nurtu azjatyckiego horroru, do którego Kenji Kawai stworzył stosunkowo prostą, ale jakże wymowną oprawę muzyczną. Gdy po raz pierwszy spojrzałem na nazewnictwo tematów scenicznych, wydawało mi się, że będę mieć pewne trudności z lokalizacją danego motywu w odpowiadającym mu obrazie. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie bezzasadne - każdy kto uważnie oglądał film, bez większego problemu odniesie części poszczególnych utworów do zapamiętanych sekwencji. Całość jest przede wszystkim wygenerowanym elektronicznie przedsięwzięciem. Nie brakuje jednak orkiestralnej linii melodycznej, która mimo, że pojawia się sporadycznie pełni w pewnych fragmentach bardzo ważną rolę. Jest to kompozycja, która nadaje pewnym wątkom olbrzymiej zdolności pobudzania emocji. Zdolności uwarunkowanej oczywiście przebiegiem fabuły oraz odpowiadającej jej dramaturgii. Muzyka powoduje niesamowite powiązanie wszystkich elementów, stopniowo przygotowując widza na przerażający finał i nieodłącznie towarzyszące mu wzrastające napięcie bądź jego gwałtowne wytworzenie... Nawet takie detale jak mimika bądź zachowanie głównych bohaterów mają swoje narracyjne odniesienie (oczywiście w zależności od interpretacji słuchającego). Muzyka jest więc przede wszystkim wyrazem wszelkich zjawisk emocjonalnych, które związane są bezpośrednio (a czasem tylko pośrednio) ze wspomnianym już napięciem - jego stopniowaniem, ale także nagłym opadaniem, powolnym wygasaniem lub nawet całkowitym zatrzymaniem, co miejscowo daje znakomity rezultat. Nie tylko konkretyzuje dane wątki, ale także powoduje budowanie jeszcze większej tajemniczości, koncentrując uwagę widza na ukazanej filmowej treści. Czasami dosłownie nie pozwala oderwać oczu od ekranu... Zresztą obok grozy to właśnie tajemniczość jest ogromnym atutem przedsięwzięcia Hideo Nakaty. Dzięki takiej konstrukcji filmu muzyka może stanowić i stanowi doskonały środek czy przekaźnik informacji o niewyjaśnionych zjawiskach bądź zdarzeniach, poddając widza w tych fragmentach, a niekiedy nawet w dłuższym przebiegu fabuły, bezustannemu działaniu czynników emocjonalnych. Poza tym kompozycja Kenji Kawai ma jeszcze jeden zasadniczy plus - znakomicie współpracuje na ekranie z takimi elementami jak cisza, która dość często bywa przejawem lub zapowiedzią nagłej kulminacji (co jest typowe dla azjatyckich produkcji grozy). Oczywiście nie tylko cisza jest środkiem wspomagającym właściwą warstwę muzyczną. Jej powiązanie z narracją występuje bowiem tylko na ekranie, natomiast elementami bezpośrednio związanymi z muzyką na ścieżce dźwiękowej są różnego rodzaju szmery oraz dziwne odgłosy powstałe przy wykorzystaniu niemożliwego do prawidłowego zidentyfikowania instrumentarium. Wszystko to zasadniczo pomaga w budowaniu (bądź miejscowym wytworzeniu) nieprawdopodobnego wprost napięcia, o którym była już mowa na początku tego tekstu. Szkoda tylko, że pan Kawai nie wykorzystał w swojej ilustracji odgłosu kapiącej wody, który dość często pojawiał się w filmie, a odpowiednio wpleciony w warstwę muzyczną powodowałby jeszcze większą autentyczność pewnych części kompozycji.

Nie sposób odnieść się do muzyki Kenji Kawai jak do zwyczajnej narracji filmu grozy. To jej zupełnie nowa jakość... Słuchając niektórych tematów scenicznych konsekwentnie pojawia nam się przed oczyma Yoshimi Matsubane, jej 6-letnia córka Ikuko oraz ubrana w żółty płaszcz Mitsuko... Powracamy pamięcią do niesamowitego przebiegu fabuły, jej dramatyzmu, jej tajemniczości, tego niespotykanego strachu i oczekiwania na coś co się niewątpliwie wydarzy. Jeśli nie teraz, to na pewno niebawem... Wszystko to ma swoje odniesienie w samodzielnej kompozycji pana Kawai. Alessandro Blasetti napisał kiedyś w jednej ze swoich książek dotyczących muzyki filmowej, że "(...) film jest muzyką, jego prawa bowiem są prawami harmonii. Zatem i muzyki...". Takie stwierdzenie wskazuje jednoznacznie, że pomiędzy obrazem, a towarzyszącą mu ilustracją występuje bardzo silny związek. "Dark Water" jest modelowym przykładem takiego stanu rzeczy. W zasadniczy sposób pomaga w odpowiednim odbiorze filmu, wywołując przy tym jakże realne emocje. Uzupełnia obraz, gwałtownie przyspiesza bądź spowalnia akcję przyprawiając widza o palpitację serca. Dzięki niej przedsięwzięcie Hideo Nakaty nabiera zupełnie nowego wymiaru, a sam aspekt strachu zupełnie nowej jakości... Zresztą całość doskonale podsumowuje zdanie, które niegdyś wypowiedział sam reżyser filmu - "(...) Przerażenie zmieniło się diametralnie w stosunku do tego, co mogliśmy zobaczyć jeszcze 20 lat temu. Dziś krew, potwory oraz inne tego typu rzeczy, wzbudzają jedynie uśmiech na twarzy widza. Horror przyszłości to specyfika, odpowiednie otoczenie, atmosfera i przede wszystkim właściwa muzyka...". Nic dodać, nic ująć...

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI