
DARKNESS FALLS
MUZYKA: Brian Tyler ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 48:21 min.
Legenda głosi, że ponad 150 lat temu w miasteczku Darkness Falls, Matylda Dickson była adorowana przez wszystkie miejscowe dzieci. Kiedy któremuś z nich wypadł ząb, przynosił go do niej w zamian za złotą monetę. Aż któregoś dnia zostałą określona mianem "Zębowej Wróżki". Ale los nie był łaskawy dla Matyldy... Pewnej nocy ogień wdarł się do jej domu w Lighthouse Point i pozostawił na jej twarzy przerażające blizny. Jej poparzone ciało było tak wrażliwe na światło, że mogła poruszać się tylko w nocy, zawsze nosząc porcelanową maskę... Tak więc nikt nigdy nie mógł spojrzeć jej w twarz. Pewnego dnia dwoje dzieci nie wróciło do domu... Ludzie w miasteczku obwinili za to Matyldę... I powiesili ją, zrywając maskę i wystawiając jej odrażającą twarz na światło dzienne. Wraz z ostatnim oddechem, Matylda rzuciła klątwę na Darkness Falls... Jednak następnego ranka dzieci odnalazły się - całe i zdrowe, a miasteczko pochowało mroczną tajemnicę wraz z Matyldą. Od tego czasu są tacy, którzy wierzą, że odwiedza ona dzieci w Darkness Falls w noc, kiedy tracą ostatniego mlecznego zęba. Szuka w ten sposób zemsty na każdym, kto zobaczy jej twarz... W ten sposób wypełnia swoją klątwę... Dla kompozytora Briana Tyler'a to nie pierwszy tego typu projekt. Wcześniej pracował m.in. z Lancem W. Dreesen'em przy "Terror Track" (2000), który zawierał elementy horroru, z Billem Paxton'em przy "Frailty" (2001) czy Tommym Lee Wallece'm przy "Vampires: Les Muertos" (2002). Były to jednak filmy zupełnie innego pokroju niż "Darkness Falls", który z założenia powinien obejmować znacznie szerszy i głębszy aspekt ilustracyjności. To nie może być tylko muzyczne odniesienie do najbardziej emocjonalnych fragmentów filmu - to musi być także muzyczna historia uwzględniająca bezpośrednio oraz poprzez szereg nawiązań centralną postać Matyldy Dickson... Brian Tyler jest nie tylko kompozytorem warstwy muzycznej, ale również orkiestratorem, dyrygentem i producentem tej ścieżki dźwiękowej. Dwa pierwsze utwory - "Evil Rises" oraz tytułowy "Darkness Falls" ilustrują niezwykle intrygujący prolog, który pozwoliłem sobie zacytować w początkowej fazie recenzji. Oczywiście do przebiegu fabuły odnoszą się jedynie fragmenty tych rozwinięć. Trzeci temat sceniczny "Eye Contact", to pierwsze spotkanie Kyle'a Walsha i "Zębowej Wróżki" oraz cały ciąg zdarzeń - rozmowa Kyle'a z matką, jej śmierć i pierwsze całościowe ukazanie Wróżki. Później przebieg fabuły uwzględnia przeskok o 12 lat w przód, a ja zupełnie straciłem orientację w kompozycji pana Tyler'a... Jej środkowa część to tematy, których nazwy stosunkowo niewiele mówią i trudno je czasami jednoznacznie powiązać z zapamiętanym obrazem. Tym bardziej, że w czasie filmu muzyka nie jest jakoś specjalnie akcentowana, przynajmniej w odniesieniu do tych utworów. Trzeba jednak przyznać, że konstrukcja tej części ścieżki dźwiękowej jest stosunkowo ciekawa i obejmuje głównie krótkie motywy, co w przekroju całości daje bardzo dobry rezultat. Dla odmiany końcowa sekwencja ilustracji jest już bardzo jasna i czytelna. Jeśli chodzi natomiast o samą jakość muzyki, to tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości - przedsięwzięcie Briana Tyler'a to bardzo dobra narracja filmu grozy, którą cechuje spora rozmaitość. Kompozytor sięga po dwa, trzy tematy sceniczne, które są bardzo wyraziste, i które aspirują do miana motywu przewodniego. Pan Tyler nie tylko poradził sobie z miejscowym stworzeniem wymaganego napięcia, ale również z muzycznym portretem Matyldy Dickson... Takie utwory jak "Eye Contact", "Meet the Tooth Fairy", posępny temat Kyle'a Walsha i Michaela Greene'a (19) czy ciąg krótkich, ale niezwykle emocjonalnych tematów ze środkowej części ścieżki dźwiękowej, to modelowe przykłady muzyki napisanej na potrzeby horroru. Niestety wszystko to, o czym napisałem odnosi się głównie do muzyki rozpatrywanej z autonomicznego punktu widzenia, ponieważ w funkcji "czynnika pamięciowego" muzyka Briana Tyler'a prezentuje się bardzo przeciętnie... Jednak po zapoznaniu się z filmem stwarza bardzo dobre możliwości do własnej, niezależnej interpretacji... Wystarczy do tego sama, niezwykła historia Matyldy Dickson... Muzyka jest dla filmu grozy elementem niemożliwym do zastąpienia. Bez niego wymowa emocjonalna samego obrazu zmniejszyłaby się diametralnie. Horror to swego rodzaju doświadczenie, w którym efekty dźwiękowe i odpowiednio dobrany podkład muzyczny pozwalają na jego prawidłowy i z góry zamierzony odbiór. Tak znacząca rola kompozycji (moim zdaniem znacznie większa niż w jakimkolwiek innym gatunku filmowym) stwarza szerokie pole manewru dla kompozytora oraz jego większy wpływ na całokształt przedsięwzięcia. Czasami zdarza się jednak sytuacja, która zupełnie nie powinna mieć miejsca - muzyka jest zbył mało efektywnie eksponowana podczas najważniejszych części przebiegu fabuły, zepchnięta w głęboki cień jako nic nieznaczący dodatek... Niestety "Darkness Falls" jest tego najlepszym przykładem... A ja nie potrafię zrozumieć dlaczego... Przecież kompozycja Briana Tyler'a to ogromny pokład emocjonalny, ogromny patos, miejscami znakomicie aranżowana ilustracja do filmu grozy. Muzyka z autonomicznego punktu widzenia ma zdecydowanie bardziej przerażające oblicze. Oblicze, które zostało naznaczone pewną dozą dramatu oraz napięcia wyraźnie podkreślonego przez pojawiające się w najważniejszych ustępach orkiestralne uderzenia, cały szereg współbrzmień bądź wykorzystywaną w pewnych tematach scenicznych (np. "Evil Rises", wspomniany już "Eye Contact" czy końcowe utwory) niezwykle dynamiczną sekwencję brzmieniową. Dopiero począwszy od pierwszego ataku "Zębowej Wróżki" na Kyle'a w lesie i następującego po nim cytatu - "Światło przyniesie jej zgubę i śmierć... Najjaśniejszy płomień obejmie ją całą, uwalniając jej duszę zbłąkaną...", który notabene bardzo utkwił mi w pamięci, muzyka jest trochę lepiej akcentowana. Jednak po zapoznaniu się ze ścieżką dźwiękową dochodzę do wniosku, że to wciąż za mało... Warto także wspominieć, że ilustracja Briana Tyler'a zahacza o syntezowane dźwięki, których wspomagająca rola jest bardzo znacząca. Całość ustrzegła się przy tym jakiś zdecydowanie słabszych fragmentów, które rzutowałyby na końcową ocenę. Szkoda tylko, że jej bardzo dobre emocjonalne oblicze nie znajduje żadnego przełożenie na niezwykle przeciętny film Jonathana Liebesman'a... |
![]() |
|
![]() |