
DAY OF THE DEAD
MUZYKA: John Harrison ROK PRODUKCJI: 1985 WYTWÓRNIA: Saturn Records CZAS TRWANIA: 39:22 min.
Zachowanie cywilizacyjne - to odróżnia nas od istot niższych (jak sami je nazywamy) i pozwala nam na wzajemne komunikowanie się. Co innego tzw. zombie, chociaż podobnie jak my nauczyli się dążyć do celu, którym jest jednak tylko ludzkie mięso... Pracują według notorycznego instynktu, mając możliwość poruszania się tak jak my. Jedynie mózg nie pracuje tak jak za życia, a funkcje mięśni, którymi dysponują zostały ograniczone do niezbędnego minimum... "Day of the Dead" to trzeci z kolei (po "Night of the Living Dead", 1968 i "Dawn of the Dead", 1978) film nawiązujący do tematu "żywych" trupów. Dwa pierwsze obrazy charakteryzowała odpowiednio znakomita muzyka grupy kompozytorów i bardzo wymowna narracja włoskiej formacji Goblin. W przypadku "Day of the Dead" osobą odpowiedzialną za całokształt warstwy muzycznej był John Harrison - niezwykle barwna postać w obszarze filmu grozy. To nie tylko kompozytor, ale również producent (m.in. "Effects" - horror z 1978 roku, do którego skomponował również muzykę i zagrał jedną z pierwszoplanowych ról), aktor, pisarz (m.in. "Tales from the Crypt", do którego napisał 3 epizody: "Horror in the Night", "The Kidnapper" i "The Pit") oraz reżyser majšcy na swoim koncie przede wszystkim seriale telewizyjne: "Tales from the Darkside" (4 epizody), wspomniany już "Tales from the Crypt" (2 epizody) czy "Nightmare Cafe" (całość) i jeden film pełnometrażowy - "Tales from the Darkside: The Movie" (1990). Jako kompozytor również posiadał już pewne doświadczenie mając na koncie muzykę do "Effects", "Creepshow" (1982, wspólnie z Michelle Dibucci) oraz 6 epizodów do "Tales from the Darkside". Należało więc oczekiwać, że muzyka do "Day of the Dead" będzie zawierać wszystkie te elementy, które są niezbędne do stworzenia odpowiedniej skrótowej narracji do horroru. Czy aby na pewno ? Cała kompozycja została podzielona na 6 tematów scenicznych, z których ostatni to prawie 20-minutowy utwór. Pierwszy motyw "The Dead Walk" to typowa konstrukcja dla tego okresu (połowa lat 80-tych), nawiązująca do innych tego typu ilustracji opartych wyłącznie na elektronicznym brzmieniu. Całkiem niezła melodyka, jednak zbyt mała wymowa jak na taki temat sceniczny. Kolejny utwór - "Escape Invasion" to już znacznie większa dramaturgia i nieco inny sposób budowania napięcia, który wykorzystuje miejscowo brzmienie basowej gitary. To moim zdaniem znacznie lepszy temat sceniczny niż otwierający całość "The Dead Walk", którego jednak mniej dramatyczna wymowa wyznaczona jest rozwojem fabuły. Następny utwór "If Tomorrow Comes" to bardzo dobra piosenka (Sputzy Sparacino oraz Delilah), która co najważniejsze utrzymana jest w charakterze kompozycji instrumentalnej, dzięki czemu nie powoduje istotnego zaburzenia całości. Po niej następuje chyba najbardziej wymowny temat sceniczny "Break Down", którego forma zbliżona jest do drugiego motywu - podobna tonacja i fragmentowo wykorzystywana gitara basowa, choć jej rola nie jest dla mnie do końca jasna. Ten utwór prezentuje zresztą dwa jakże odmienne oblicza. W początkowej fazie to jedynie wzrost napięcia w typowym dla tego rodzaju muzyki, oszczędnym stylu. Druga część tego tematu to bardzo ładna, stonowana kompozycja, której słucha się z wielką przyjemnością. Następny w kolejności utwór "The World Inside Your Eyes" to ponownie piosenka, ponownie całkiem dobra i ponownie w wykonaniu Sputzy Sparacino oraz Delilah... Jednak w odróżnieniu od "If Tomorrow Comes" wspomniana piosenka zupełnie nie idzie w parze z kompozycją instrumentalną jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie autonomiczne spojrzenia na całość. Co innego patrząc na nią przez pryzmat rozwoju fabuły - wtedy jej zadanie staje się jasne. Ścieżkę dźwiękową zamyka 20-minutowy temat sceniczny "The Dead Suite", który stanowi podsumowanie wcześniejszej części kompozycji. "Day of the Dead" to stosunkowo porządna ilustracja, która ma jednak jedną zasadniczą wadę. Jest zbyt mało wymowna jak na film tej klasy, a sam aspekt przerażenia jest słabo niewidoczny. Pod tym względem na tle innych tego typu kompozycji, muzyka pana Harrison'a wypada zupełnie przeciętnie. Mizernie wyjaskrawione są momenty kulminacyjne, które z założenia powinny budować napięcie i stanowić pewne emocjonalne wyznaczniki. W czasie trwania filmu muzyka w połączeniu z obrazem zgubiła gdzieś tą niedoskonałość, zepchnięta na odległy plan przez ekranowe wydarzenia. Poza nim ten fakt jest aż za nadto widoczny. To jednak jedyna uwaga jaką mogę wysunąć w kierunku kompozycji Johna Harrison'a. Warstwa muzyczna konsekwentnie wykorzystuje pewien schemat brzmieniowy, który stosunkowo dobrze przylega do treści obrazu. Szkoda tylko, że brakuje mu zdecydowanie większej dozy dramaturgii oraz związanych z nią innych stanów emocjonalnych. |
![]() |
|
![]() |