
DAY AFTER TOMORROW, THE
MUZYKA: Harald Kloser ROK PRODUKCJI: 2004 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 38:19 min.
Roland Emmerich miał powrócić filmem "Pojutrze" na scenę wysokobudżetowego kina katastroficznego. Cel zakończony częściowo sukcesem - częściowo dlatego, iż reżyserowi nie udało się stworzyć niczego rewelacyjnego. Generalnie jest to filmidło, gdzie największą uwagę zwracają efekty specjalne i w ogóle całe wykonanie techniczne, gorzej natomiast jest z całą resztą - z fabułą na pierwszym planie i znów nieco rażącym, nachalnym, amerykańskim patosem. Oprawą muzyczną zajął się Harald Kloser (czasem podpisywany jako Harold). Przyznam, że nie znam w ogóle twórczości tego kompozytora, to bodajże dopiero drugi jego soundtrack którego miałem okazję przesłuchać (wcześniej "Trzynaste Piętro"). Jednak zacznę baczniej przyglądać się twórczości pana Klosera, bowiem jest on w trakcie tworzenia muzyki do najbardziej wyczekiwanego przeze mnie filmu - a mowa tu o "Alien vs. Predator". Zatem tym dokładniej zacząłem przesłuchiwać ścieżkę z "The Day After Tomorrow"... Zaczyna się tytułowym kawałkiem, w którym zaraz na początku mamy okazję usłyszeć niepokojący, kobiecy głos, zapowiadający tragiczne wydarzenia filmowe. Ów głos występował już w zwiastunie filmowym, a na płycie z muzyką można go usłyszeć tylko i wyłącznie raz - właśnie na początku. Niestety... Dalej natomiast mamy ładny motyw przewodni, który na szczęście nie kończy się wraz z pierwszym utworem. Ogólnie jednak ta ścieżka dźwiękowa nie jest tym, czego się spodziewałem. Jak dla mnie przez większość czasu trwania jest zdecydowanie za... spokojnie - muzycznie rzecz jasna. Większość utworów to kawałki wolne, smutne, dramatyczne i przejmujące. Oczywiście pasuje to jak ulał do filmowego tematu, ale akcji i widowiskowych scen nie brakowało - i tutaj na pierwszy plan powinna wysunąć się potężna orkiestra. Lecz szybszych, żywszych utworów mamy wcale nie tak dużo - "Tidal Wave", fragmenty "Rio Grande", "Blizzard", "Superfreeze" i.. to właściwie tyle. Głównym problemem płyty jest fakt, że - mimo stosunkowo krótkiego czasu nagrania (38 minut) - od około połowy zaczyna być zwyczajnie nudno, schematycznie i zupełnie bez polotu. Początek był dobry, zapowiadał nawet standardowo solidny soundtrack, jednak kompozytorowi nie udało się utrzymać tego do końca, gdzie jedynym naprawdę jasnym punktem jest po raz kolejny ładny motyw przewodni ("President's Speech"), optymistyczno-pompatyczny, ale na szczęście nie drażniący, nie irytujący. Całej płycie zdecydowanie brakuje charakteru. Czegoś, co spowodowałoby wybicie się tej partytury ponad dużą ilość przeciętniaków, jakie zalegają rynek muzyki filmowej. Pod względem technicznym oczywiście bez zarzutu, gorzej natomiast z tzw. "miodnością" krążka. Muzyka z "Pojutrze" balansuje zatem na granicy średniej i dobrej partytury filmowej. Dlatego 2,5 gwiazdki. Część osób zastanawia się też, czemu Emmerich przy tym swoistym "powrocie" nie zaangażował Davida Arnolda, który jest autorem muzyki (co najważniejsze - dobrej muzyki) do najpopularniejszych filmów reżysera ("Stargate", "Independence Day", "Godzilla"). Jednak od jakiegoś czasu Arnold zaprzestał współpracy z Emmerichem, chcąc tworzyć muzykę do bardziej ambitnego kina - jak na razie bez rezultatów. No i nie zapominajmy, że stał się nadwornym kompozytorem kolejnych przygód Jamesa Bonda... Zdecydowanie za szybko i zbyt pochopnie uznałem ścieżkę dźwiękową z "The Day After Tomorrow" za pozycję dobrą, za kompozycję ładną, początkowo wystawiając jej gwiazdek 3. Po kilkukrotnym przesłuchaniu płyta zaczęła mnie zwyczajnie lekko męczyć - więc i ocena lekko zmalała. Nie jest to ścieżka zła, nie jest też dobra. "Skierowana" dla wytrwałych wielbicieli muzyki filmowej, początkujący bowiem mogą się zrazić - choć niekoniecznie. A na koniec przyznam szczerze, że mimo wszystko lekko się niepokoję o ilustrację muzyczną "Alien vs. Predator" - mam nadzieje, że muzyka zawarta w filmie Paula Andersona nie będzie zbyt podobna do tej z "Pojutrze" (wszak światowa premiera "AvP" już tylko za nieco ponad miesiąc odkąd piszę te słowa) - i że nie będzie zbyt spokojnie i zbyt "leniwie", jak to w przypadku "The Day After Tomorrow"... Bo wtedy panu Kloserowi nie wybaczę. A prestiżowa i słynąca niegdyś z najlepszych soundtracków wytwórnia Varese Sarabande coś ostatnio nie ma szczęścia do wydawania filmowych partytur... |
![]() |
|
![]() |