
DIE HARD: WITH A VENGEANCE - EXPANDED SCORE
MUZYKA: Michael Kamen ROK PRODUKCJI: 1995 WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg) CZAS TRWANIA: 75:23 min.
Patrząc na zawartość rozszerzonego wydania partytury z trzeciej części "Die Hard", chciałoby się krzyknąć "No! Tak powinno wyglądać wydanie oficjalne!". Oczywiście okrzyk ten odnosi się tylko do muzyki instrumentalnej, nie ma tu bowiem piosenek z oficjalnego albumu. Jest za to wszystko pozostałe oraz kilka nowości, w tym braki, na które tak narzekał Alieen w osobnej recenzji. Przyjrzyjmy się więc bliżej expanded score. Całość w zasadzie jest dłuższa tylko o 10 minut w stosunku do oryginału. Dzieje się tak dlatego, iż poza wspomnianym brakiem piosenek, mamy tu wszystkie utwory obecne na oficjalnym wydaniu. I to nie tylko te stworzone przez Kamena. Także gościnne "występy" Beethovena, Brahmsa i Mosolova ("The Iron Foundry") zostały tu umieszczone. Na czysto zyskujemy więc tylko i aż 5 i pół utworu. Połówka bierze się stąd, iż "Go For It / Surfing In The Aquaduct" to to samo, co "Surfing In The Aquaduct" na poprzednim wydaniu - tyle tylko, że jest to jego rozszerzona wersja (właśnie o to "Go For It"), trwająca niecałą minutę dłużej. A oto, co zyskaliśmy... Po pierwsze: słynny marsz "When Johnny comes marching home", tutaj pod nazwą "March". Jest to najlepszy dodatek wydania expanded, którego braku trudno byłoby wytłumaczyć logicznie. Sam marsz robi piorunujące wrażenie, zapodany w doskonałej aranżacji, o łącznym czasie trwania ponad 5 minut. Absolutny numero uno tej płyty. Po drugie: motywy 100% kamenowskie już, a więc: "Find Out", "Bobytrapp", "Victory" i "The Vengeance" (obecne też czasem pod nazwą ""Let'm Cook" / End Titles"). Wszystkie są dość krótkie i jedynie ostatni fragment to trwająca ponad 7 minut specyficzna suita filmowa. Pozostałe to w zasadzie skromne w porównaniu do całości wypełniacze. "Find Out" nie trwa nawet minutę i szybko, i łatwo o nim zapomnieć. "Bobytrapp" minutę już przekracza (aczkolwiek nieznacznie) i jest to też lepszy kawałek od poprzednika, charakteryzujący się rosnącym napięciem, co jest stwierdzeniem nieco kuriozalnym zważywszy na to, że muzyka przechodzi tu dokładnie na odwrót, a więc od dynamicznej do wyciszonej i spokojnej. "Victory" natomiast jest już znacznie, znacznie lepszym fragmentem. Wykorzystuje on co prawda fragmencik naszego ulubionego marszu, ale w stopniu minimalnym. Poza tym utwór zdominowany jest rytmicznym biciem wojskowych werbli i powrotem starego, dobrego tematu głównego trylogii. Całość trwa trochę ponad 3 minuty, więc spokojnie można dać się ponieść zmieniającej się co chwila naprawdę niezłej melodii. Wśród tych wszystkich dodatków wygrywa oczywiście najdłuższy "The Vengeance". On także otwiera się raz jeszcze melodią słynnego marszu (choć w innej aranżacji i zapodanym aż trzykrotnie), lecz później Kamen podsumowuje całą partyturę dynamiczną nutą z interesującymi rozwiązaniami. No i jest jeszcze "Go For It", choć, jak mówiłem, nie jest to duży dodatek. Ot, niewielkie i nie zwracające większej uwagi rozszerzenie tematu znanego z poprzedniej płyty. Expanded score jest czymś na kształt ciekawostki. Gdyby osobliwą melodię marszu umieszczono jednak na oficjalnej płytce, to z pewnością straciłby on na znaczeniu. Osobiście sądzę, że można sobie było spokojnie darować to, co zrobiono z wydaniem zwykłym. Producenci powinni wydać partyturę Kamena w takim kształcie, w jakim słychać ją tutaj, dołączając jedynie piosenkę "Summer in the city", która, podobnie jak marsz, nieodzownie kojarzy się z filmem (i spokojnie weszłaby na krążek). Ale cóż, stało się i jedyne co można zrobić, to cieszyć się w pełni wydaniem expanded, które, poza brakiem piosenek, jest takim wydaniem, jakiego od początku oczekiwałem. To wydanie stawiam więc wyżej od oficjalnego i polecam je bardziej. Cztery gwiazdki. I króciutkie podsumowanie, które odniosę do całego cyklu. Michael Kamen raz jeszcze stworzył muzykę jedyną w swoim rodzaju. Muzykę, którą trudno jednoznacznie sklasyfikować i ocenić. I choć stworzył w swoim życiu wiele partytur, to tylko dwa razy udało mu się osiągnąć taki efekt. W trylogii "Die Hard" i w serii "Lethal Weapon". Dlatego też uważam, iż warto zainteresować się tymi pozycjami, które zupełnie niezależnie od siebie stały się już dawno klasyką kina akcji - filmowo i muzycznie. Warto też pamiętać, że są to jedne z tych ścieżek, które dojrzewają zupełnie jak dobre wino. Zaczyna się je doceniać dopiero z czasem i kolejnymi odsłuchaniami... |
![]() |
|
![]() |