DOLLS

MUZYKA: Joe Hisaishi
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Milan / Universal
CZAS TRWANIA: 21:35 min.


1. SAKURA
2. PURE WHITE
3. MAD
4. FEEL
5. DOLLS



Nie często zdarza się na polskim, a nawet i europejskim rynku dostać ścieżkę dźwiękową do azjatyckiego filmu. W zasadzie jedynie głośne filmy pozostawiają po sobie ślad w postaci soundtracku. I tak jest też w przypadku omawianej płyty. Film Takeshi Kitano odbił się szerokim echem w Europie, bo przedstawiał prostą, ale magiczną historię w sposób estetyczny i plastycznie wyrafinowany. Zdjęcia tego filmu zostały stworzone przez cudowną paletę barw poszczególnych pór roku. I wydawać by się mogło, iż muzyka również stworzy podobną aurę. Niestety, pozbawiona obrazu jest nijaka i gdzieś zatraca urok, jaki kreuje w połączeniu z obrazem.

Krótka ścieżka dźwiękowa składa się z pięciu kompozycji, nie odbiegających od siebie pod względem brzmieniowym. Niemal każdy poszczególny utwór w jakiś sposób nawiązuje do poprzedniego. Może z wyjątkiem ostatniego, przybierającego nieco bardziej dynamiczne brzmienie. Wszystkie natomiast są wykonywane na syntezatorze - co słychać. Zwłaszcza nieudolne chórki w pierwszej kompozycji ("Sakura") świadczą o wykorzystanej elektronice. Szkoda, bo jak na taki film muzyka mogła zostać skomponowana w oparciu o orkiestrę bądź mały skład kameralny z wykorzystaniem tradycyjnych, japońskich instrumentów. Tymczasem otrzymujemy aranżacje niezbyt chyba udane, zalatujące stylem newage'owskim. Na tle pięciu utworów w miarę przyzwoite wydają się być wspomniany już pierwszy, nie pozbawiony jednak wad, czwarty i piąty. I postaram się skoncentrować właśnie na tych trzech kompozycjach. W "Sakura" muzykę tworzą elektroniczne smyczki, chóry, fortepian i flet. O ile początek utworu jest znośny i wprowadza banalny motyw przewodni, o tyle z czasem zaczyna cała ta kompozycja biec w złym kierunku. Rozwija się w jakieś kiczowate i irytujące zlepki muzycznych popisów kompozytora, przypominające, ale w negatywnym świetle kompozycje Andreasa Vollenweidera. Utwór czwarty z kolei ("Feel") to chyba najlepsza kompozycja na płycie, minimalistyczna, dostojna, a zarazem w pewnym stopniu spokojna i ciepła. Hisaishi wykorzystał tu jedynie brzmienie fortepianu, oczywiście odtworzonego za pomocą keyboardu. Piąty, tytułowy utwór, znów nawiązuje do wcześniejszych kompozycji i zmagań kompozytora z więcej niż jedną linią melodyczną. Tutaj wychodzi to jakoś lepiej. Pojawiają się instrumenty perkusyjne, towarzyszące tematowi głównemu poprowadzonemu przez fortepian. W tle słychać zawodzącą elektronikę, a po drugiej minucie wchodzą zsamplowane odgłosy ludzkie, śpiewające bliżej nieokreśloną pieśń. Wszystko to byłoby utrzymane w spokojnej, jednolitej formie, gdyby nie dynamiczna perkusja. Mimo to utwór tylko nieznacznie wyróżnia się na tle pozostałych, miernych kawałków.

"Dolls" to doskonały przykład ścieżki dźwiękowej, która nie potrafi żyć w odłączeniu od obrazu. Istnieje przecież masa filmów, do których nigdy nie wydano ścieżki muzycznej na osobnym krążku. Po co mnożyć płyty nad potrzebę, że tak sparafrazuję myśl Ockhama. Dobry kompozytor zadbałby o to, by jego słabe kompozycje nigdy nie ujrzały światła dziennego. Jeżeli muzyka jest pozbawiona polotu, a jej twórcy wyraźnie zabrakło ciekawych pomysłów, może po prostu lepiej nie wydawać krążka z na siłę wyłuskanymi z całego filmu fragmentami, o łącznym czasie trwania 20 minut. Jedynym plusem, który powstrzymuje mnie od wystawienia najgorszej oceny jest to, że istnieją jeszcze gorsze soundtracki od "Dolls". Zdecydowanie nie polecam.

Ocena:
Autor recenzji: Tomasz Jamry - DZIADEK
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI