DONNIE DARKO

MUZYKA: Michael Andrews
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Enjoy Records
CZAS TRWANIA: 37:20 min.


01. CARPATHIAN RIDGE
02. THE TANGENT UNIVERSE
03. THE ARTIFACT AND LIVING
04. MIDDLESEX TIMES
05. MANIPULATED LIVING
06. PHILOSOPHY OF TIME TRAVEL
07. LIQUID SPEAR WALTZ
08. GRETCHEN ROSS
09. BURN IT TO THE GROUP
10. SLIPPING AWAY
11. ROSIE DARKO
12. CELLAR DOOR
13. ENSURANCE TRAP
14. WALTZ IN THE 4TH DIMENSION
15. TIME TRAVEL
16. DID YOU KNOW HIM?
17. MAD WORLD (Roland Orzabal)
18. MAD WORLD (ALTERNATE VERSION) (Roland Orzabal)



W jednym czasie przesłuchałem dwie podobne do siebie ścieżki - z filmów "Donnie Darko" oraz "Solaris". A jako, że recenzje do nich umieściłem także równocześnie - będą one do siebie bardzo podobne, m.in. mają taki sam wstęp i zakończenie. To, że obydwa te soundtracki są do siebie podobne - nie chodzi tu bynajmniej o podobieństwo jakichś konkretnych fragmentów, podobnej melodii czy instrumentarium. Mianowicie chodzi tu o podobieństwo stylowe i wrażenia, jakie wywołują i pozostawiają po sobie kompozycje panów Michaela Andrewsa i Cliffa Martineza. A jest to wrażenie dość specyficzne, które postaram się poniżej w skrócie opisać. Warto także od razu na początku wspomnieć, że oprawa muzyczna do wspomnianych filmów jest bardzo oryginalna i ciekawa. Ścieżka z "Donnie Darko" to - podobnie jak kompozycja z "Solaris" - jakby hipno-transowe brzmienie, które mogłoby uśpić niejednego słuchacza, ale wcale tak nie jest. Przez całość przewija się w sumie jedna i ta sama melodia, jedno i to samo brzmienie, a w pamięci szczególnie zostaje lamentujący, żeński głos, bardzo ładnie zrównoważony i wkomponowany w poszczególne utwory. Niekiedy ilustracja wydaje się dość mroczna, tajemnicza, zadumana - i taka w rzeczywistości jest. A część dźwięków w tle została przepuszczona jakby przez syntezator, została jakby zmixowana, a efektem jest dziwny czasem podkład - to naprawdę ciekawy i przede wszystkim dobry efekt. Momentami partytura ta wydaje się być uboga, usłyszymy czasami tylko dwa, a nawet jeden instrument, jednakże buduje to taki sam klimat, taką samą osnowę, co cała orkiestra. Jak już wspominałem w recenzji soundtracku do "Solaris" - taką oprawę wcale nie jest łatwo stworzyć. W sporej liczbie przypadków taki zabieg kończy się niezbyt ciekawie i wywołuje u słuchacza zupełnie odwrotny efekt niż zamierzony - zamiast zaciekawiać i pobudzać do słuchania - nuży i sprawia, że po połowie danej płyty przestajemy jej słuchać... Na szczęście w przypadku dzieła pana Andrewsa tak się nie dzieje. Całość kończy bardzo ładna piosenka Rolanda Orzabala - gdzie prócz śpiewu usłyszeć można jedynie grę na pianinie i bliżej niesprecyzowany podkład (ale tylko w niektórych jej fragmentach), a w jeszcze dalszej części w podkładzie pojawiają się delikatne smyczki. Naprawdę przyjemny utwór śpiewany, poza tym na płycie znajduje się jeszcze jego alternatywna wersja, nieco dłuższa, z dodaną perkusją. I jak już wspomniałem na początku - końcówka recenzji jest identyczna jak w przypadku "Solaris" - czyli na takie właśnie ścieżki, jak "Donnie Darko" warto, a nawet trzeba zwrócić uwagę. Jej klasa polega na tym, że jest to kompozycja zupełnie inna od klasycznych (instrumentalnych) czy elektronicznych ilustracji muzycznych. Pod recenzją widnieją 3 gwiazdki (które oznaczają dobrą, solidną ścieżkę) - to tylko dlatego, żeby było oficjalnie, bo moja faktyczna ocena kompozycji do "Donnie Darko" to 3,5 - mimo, iż połówek nie przyznajemy - w tym przypadku (i w przypadku "Solaris") mogę zrobić wyjątek.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI