
DONNIE DARKO
MUZYKA: Michael Andrews ROK PRODUKCJI: 2001 WYTWÓRNIA: Enjoy Records CZAS TRWANIA: 37:20 min.
W jednym czasie przesłuchałem dwie podobne do siebie ścieżki - z filmów "Donnie Darko" oraz "Solaris". A jako, że recenzje do nich umieściłem także równocześnie - będą one do siebie bardzo podobne, m.in. mają taki sam wstęp i zakończenie. To, że obydwa te soundtracki są do siebie podobne - nie chodzi tu bynajmniej o podobieństwo jakichś konkretnych fragmentów, podobnej melodii czy instrumentarium. Mianowicie chodzi tu o podobieństwo stylowe i wrażenia, jakie wywołują i pozostawiają po sobie kompozycje panów Michaela Andrewsa i Cliffa Martineza. A jest to wrażenie dość specyficzne, które postaram się poniżej w skrócie opisać. Warto także od razu na początku wspomnieć, że oprawa muzyczna do wspomnianych filmów jest bardzo oryginalna i ciekawa. Ścieżka z "Donnie Darko" to - podobnie jak kompozycja z "Solaris" - jakby hipno-transowe brzmienie, które mogłoby uśpić niejednego słuchacza, ale wcale tak nie jest. Przez całość przewija się w sumie jedna i ta sama melodia, jedno i to samo brzmienie, a w pamięci szczególnie zostaje lamentujący, żeński głos, bardzo ładnie zrównoważony i wkomponowany w poszczególne utwory. Niekiedy ilustracja wydaje się dość mroczna, tajemnicza, zadumana - i taka w rzeczywistości jest. A część dźwięków w tle została przepuszczona jakby przez syntezator, została jakby zmixowana, a efektem jest dziwny czasem podkład - to naprawdę ciekawy i przede wszystkim dobry efekt. Momentami partytura ta wydaje się być uboga, usłyszymy czasami tylko dwa, a nawet jeden instrument, jednakże buduje to taki sam klimat, taką samą osnowę, co cała orkiestra. Jak już wspominałem w recenzji soundtracku do "Solaris" - taką oprawę wcale nie jest łatwo stworzyć. W sporej liczbie przypadków taki zabieg kończy się niezbyt ciekawie i wywołuje u słuchacza zupełnie odwrotny efekt niż zamierzony - zamiast zaciekawiać i pobudzać do słuchania - nuży i sprawia, że po połowie danej płyty przestajemy jej słuchać... Na szczęście w przypadku dzieła pana Andrewsa tak się nie dzieje. Całość kończy bardzo ładna piosenka Rolanda Orzabala - gdzie prócz śpiewu usłyszeć można jedynie grę na pianinie i bliżej niesprecyzowany podkład (ale tylko w niektórych jej fragmentach), a w jeszcze dalszej części w podkładzie pojawiają się delikatne smyczki. Naprawdę przyjemny utwór śpiewany, poza tym na płycie znajduje się jeszcze jego alternatywna wersja, nieco dłuższa, z dodaną perkusją. I jak już wspomniałem na początku - końcówka recenzji jest identyczna jak w przypadku "Solaris" - czyli na takie właśnie ścieżki, jak "Donnie Darko" warto, a nawet trzeba zwrócić uwagę. Jej klasa polega na tym, że jest to kompozycja zupełnie inna od klasycznych (instrumentalnych) czy elektronicznych ilustracji muzycznych. Pod recenzją widnieją 3 gwiazdki (które oznaczają dobrą, solidną ścieżkę) - to tylko dlatego, żeby było oficjalnie, bo moja faktyczna ocena kompozycji do "Donnie Darko" to 3,5 - mimo, iż połówek nie przyznajemy - w tym przypadku (i w przypadku "Solaris") mogę zrobić wyjątek. |
![]() |
|
![]() |