EDGE, THE

MUZYKA: Jerry Goldsmith
ROK PRODUKCJI: 1997
WYTWÓRNIA: RCA Victor
CZAS TRWANIA: 38:05 min.


01. LOST IN THE WILD
02. THE RAVINE
03. BIRDS
04. MIGHTY HUNTER
05. BITTER COFFEE
06. STALKING
07. DEADFALL
08. THE RIVER
09. RESCUED
10. THE EDGE



W niedostępnych górach Alaski rozbija się samolot, na którego pokładzie znajduje się miliarder Charles Morse (Anthony Hopkins), fotograf pracujący w jego firmie Robert Green (Alec Baldwin) oraz jego asystent Stephen (Harold Perrineau). Zdani tylko na siebie rozpoczynają rozpaczliwą walkę o przetrwanie. Charles oraz Robert związani są z tą samą kobietą - Mickey Morse (Elle Macpherson), dla której jeden z nich jest mężem a drugi... kochankiem. Pomimo rosnącej w nich wzajemnej nienawiści obaj rywale muszą w końcu współdziałać, inaczej bowiem czeka ich niechybna śmierć...

Film charakteryzują piękne krajobrazy oraz dzika przyroda, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, która na szczęście nie dotarła jeszcze w te dziewicze rejony Alaski. Niektóre tematy sceniczne jak na przykład "Lost in the Wild", "Mighty Hunter", a także "Rescued" utrzymane są w takiej właśnie konwencji, mającej ukazać wszystkie te przymioty i spowodować u widza wyobrażenie nieprzebytych dziczy i faktu, że człowiek jest tylko nic nie znaczącą, jakże bezradną cząstką przyrody. Wielkim plusem tych trzech utworów jest bardzo ładny temat przewodni oraz związane z nim znakomite sekwencje smyczkowe, co prawda bez specjalnie skomplikowanych zmian tonacji, ale za to z klasyczna subtelnością i nienaganną elegancją. To one właśnie są przeciwwagą dla często bezustannego ciężkiego instrumentarium użytego podczas komponowania pozostałych motywów... Prawie cała pozostała część ilustracji ma bowiem bardzo niespokojną, ponurą wymowę, w których dominuje element oczekiwania. Dotyczy to zwłaszcza wszystkich tematów, które w jakiś sposób odnoszą się do spotkania z niedźwiedziem... Jerry Goldsmith w typowy dla siebie sposób, stopniowo buduje napięcie, a emocjonalna konstrukcja kompozycji jest podobna jak w przypadku "The Mummy", czy wcześniejszych podobnych przedsięwzięć.

Ilustracja muzyczna do filmu "The Edge" po raz kolejny potwierdza tezę, że pan Goldsmith, jak mało który kompozytor potrafi znakomicie manipulować nastrojem słuchacza. Jednak pomimo bardzo dobrej strony emocjonalnej, w przekroju całości ta ilustracja prezentuje się tylko dobrze. Niektóre rozwinięcia tematów scenicznych nie oferują nam nic poza przeciętnością. Poza tym mieszane odczucia wywołał u mnie tytułowy temat... Nie będę tutaj oceniać strony muzycznej. Wydaje mi się jednak, że ten utwór zupełnie nie pasuje do charakteru pozostałej części tej ścieżki dźwiękowej. Nie wiem z jakiego powodu została wykorzystana tego typu kompozycja, ponieważ zupełnie burzy nastrój zbudowany po przesłuchaniu wcześniejszych motywów scenicznych. Okazuje się, że bardzo dobra wymowa emocjonalna ilustracji nie jest wystarczającym kryterium przy jej ocenie... Przynajmniej w przypadku tej ilustracji...

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI