
ELECTRIC DREAMS
MUZYKA: Giorgio Moroder, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1984 WYTWÓRNIA: Virgin Records CZAS TRWANIA: 37:24 min.
Dzięki pewnym osobom z Klubu film ten urósł do miana swoistej legendy jeszcze na długo przed tym, nim go obejrzałem. Do zapoznania się z nim skłoniła mnie między innymi (ale nie przede wszystkim) dość bzdurna fabuła, aczkolwiek w pewien sposób zachęcająca :) Bo oto mamy głównego bohatera, kupującego sobie nowoczesny komputer, który potrafi kierować całym domem. Wprowadza się w tym czasie nowa sąsiadka, wiolonczelistka, coś iskrzy między bohaterami, a na dodatek okazuje się, iż wspomniany komputer posiada oznaki sztucznej inteligencji - przemawia, uczy się, wnioskuje i na dodatek "zakochuje" się w... wiolonczelistce! Choć sam nie do końca wie, co dokładnie oznacza słowo "miłość". Proszę się zatem nie śmiać z fabuły i archaiczności filmu - nakręcony w 1984 roku dziś może nieco śmieszyć i żenować (ach te sztywne dialogi, przestarzała muzyka czy wygląd samego komputera :), ale wbrew pozorom jest to naprawdę ciepła, nawet trochę wzruszająca opowieść, którą bardzo przyjemnie się ogląda (przymrużywszy co nieco oczy - w przenośni oczywiście :) Przyznam się, że inaczej odebrałbym ten film, gdybym wcześniej aż tyle się o nim nie nasłuchał, i gdyby "Electric Dreams" nie obrósł wcześniej tą swoistą legendą. Możliwe, że kiedyś będę miał spory sentyment do tego tytułu - a może w sumie już mam... :) Pozwoliłem sobie na ten nieco przydługi wstęp w celu przybliżenia Czytelnikom filmu, który w Polsce jest raczej mało znany, a do obejrzenia którego skłoniła mnie w głównej mierze właśnie ścieżka dźwiękowa. A ścieżka dźwiękowa z tego obrazu to głównie piosenki, rzecz jasna typowe utwory śpiewane pierwszej połowy lat 80-tych. Zatem można już mieć wyobrażenie, jak owe piosenki się prezentują - taneczne, dyskotekowe wręcz, dzisiaj brzmią nieco kiczowato, archaicznie i naiwnie, no ale mimo wszystko nadal słucha się ich naprawdę nieźle, przyjemnie nawet, a niektóre potrafią na bardzo długo zapaść w pamięci. Taka jest chociażby ta pierwsza, tytułowa (wyk. P.P. Arnold), pochodząca zarówno z czołówki filmu, jak i z napisów końcowych - jedna z lepszych na płycie, chociaż ciężko tutaj mówić o tych lepszych i gorszych, bo wszystkie stoją raczej na równym, dobrym poziomie - zatem od tego miejsca będę się starał żadnej nie faworyzować :) Dalsze ułożenie piosenek na płycie nie jest niestety zgodne z chronologią filmu, ale postanowiłem je opisywać jednak w takiej kolejności, jak występują podczas oglądania. Więc po "Electric Dreams" mamy w filmie "Now You're Mine" (Helen Terry), pochodzącą z momentu kupna i składania komputera przez głównego bohatera, a następnie podłączania go do domowych urządzeń. Nieco później mamy jedną z fajniejszych scen i zarazem najfajniejszy podkład muzyczny (miałem nie faworyzować, no ale w tym przypadku muszę, bo ten kawałek naprawdę podoba mi się najbardziej ze wszystkich) - mowa o "The Duel" autorstwa Giorgio Morodera (kompozytor muzyki do filmu), ale trzeba szybko sprostować, iż jest to znakomita przeróbka pewnego utworu muzyki poważnej - suita z "Anny Magdaleny" słynnego Jana Sebastiana Bacha. Nawiasem mówiąc oryginał występuje nawet w filmie, grany podczas koncertu, w którym udział bierze główna bohaterka. Wracając jednak do wersji Morodera - pochodzi ona ze sceny "pojedynku" wiolonczelistki z komputerem wydającym dźwięki podobne do jej gry. Nieco to kiczowate, ale jakże przyjemne w odsłuchiwaniu, no i ciekawe przemieszanie smyczków z elektroniką. "The Duel" zawarty na soundtracku różni się nieco od tego, który słychać w filmie - jest dłuższy, ale też w lepszej według mnie wersji (co się zresztą tyczy całości - ogólnie piosenki na płycie wypadają lepiej niż te w obrazie). Idąc dalej chronologicznym krokiem - mamy dwa utwory śpiewane, które skomponował komputer dla głównego bohatera (który z kolei chciał piosenkę dla Madeline) - pierwsza to "Video" (nr 2, Jeff Lynne; to ta, która nie spodobała się Milesowi), druga - "Love Is Love" (nr 6, Culture Club; ta z kolei, wolniejsza, trafiła idealnie w gust naszego zakochanego bohatera). Dalej mamy kolejny spokojny kawałek, tej samej grupy (Culture Club) - komputerowy sen, czyli "The Dream" (nr 3 na krążku). I dalej, zgodnie z filmową akcją, mamy zdenerwowanie się złośliwej maszyny i zrobienie sobie dyskoteki, na złość głównemu bohaterowi (gitarowe, głośne, szybkie "Let It Run" - ponownie Jeff Lynne). Gdy Milesowi udaje się wydostać z domu, a następnie jedzie na pomoc Madeline, słyszymy "Chase Runner" (Heaven 17) - wersja czysto instrumentalna, bez słów. W tym czasie główna bohaterka dostaje się jednak do mieszkania i ogląda zdemolowany komputer - w tle słychać smutny i zarazem bardzo ładny "Madeline's Theme" (przedostatni na soundtracku), drugi instrumentalny utwór Giorgio Morodera na całej ścieżce dźwiękowej. Potem już mamy zarówno zakończenie płyty, jak i filmu, czyli bardzo fajne i przyjemne "Together In Electric Dreams" (Giorgio Moroder & Philip Oakley) - to końcowa dedykacja od komputera dla tych, których kocha :) Już to wspominałem przy opisie "The Duel", ale powtórzę i tutaj - ponownie aranżacja jest znacznie lepsza na płycie niż w filmie. Zatem jak widać - wszystko, co jest na ścieżce dźwiękowej, jest również słyszalne w obrazie Steve'a Barrona - i dobrze, że nie pchano tutaj na siłę żadnych piosenek inspirowanych. Jednakże całość jest jak na mój gust trochę za krótka (około 37 minut), co za tym idzie - posiada wiele braków. Największym jest brak motywu z "Anny Magdaleny" J.S. Bacha, który na płycie świetnie by się skonfrontował z filmową, elektroniczną wersją. No i mimo wszystko przydało by się zamieścić na płycie pierwowzór... Nota bene w samym filmie jest więcej muzyki klasycznej, że pozwolę sobie wymienić utwory: "Waltz Of The Flowers" Czajkowskiego, "The Thieving Magpie" Rossiniego, "Toccata And Fugue In D Minor" Bacha oraz "Mad Minuet" będący aranżacją Bruce'a Woolley'a również utworu Bacha. Brakuje też fragmentów muzyki skomponowanej specjalnie do filmu przez Giorgio Morodera oraz jeszcze kilku piosenek - mniej lub bardziej słyszalnych między tymi, które zawarte są na soundtracku. Jeśli ktoś jest zainteresowany, te piosenki to kolejno: "Karma Chameleon" (John Gregory & Harry Rabinowitz), "Johnny Too Bad" (UB40), "You Can't Hurry Love" (Phil Collins) oraz "Do You Really Want To Hurt Me" (John Gregory & Harry Rabinowitz). Można sobie poznajdować na własną rękę :) Zatem jaka ocena końcowa? Gdyby ścieżka była bardziej kompletna, a powyższe braki zminimalizowane - nie bał bym się chyba postawić 4 gwiazdek. Jak pisałem - jest nieco archaicznie, jest nieco kiczowato, ale słucha się po prostu znakomicie - to na pewno jedna z tych sympatyczniejszych składanek filmowych. No ale braki są, poza tym ostatnio ostrzej oceniam składanki - więc niech będą mocne 3 gwiazdki. No może 3,5... z sentymentu :) |
![]() |
|
![]() |