
ELFEN LIED
MUZYKA: Kayo Konishi, Yukio Kondou ROK PRODUKCJI: 2004 WYTWÓRNIA: AMRS CZAS TRWANIA: 41:01 min.
W recenzji anime "Elfen Lied" jeden z akapitów poświęciłem ścieżce dźwiękowej autorstwa Kayo Konishiego i Yukio Kondou. W tym miejscu postaram się szerzej i dogłębnie opisać efekt współpracy tandemu japońskich kompozytorów. Tematyka, jaką podejmuje anime, będące hybrydą romansu, haremu i horroru, wymagała bardzo zróżnicowanej muzyki. Takiej, która sprawi, że wszystkie elementy składowe historii zazębią się także w sferze audio. Obaj twórcy swoje zadanie wykonali znacznie lepiej niż poprawnie, oddając nam doskonały kawałek muzyki ilustracyjnej. W kolejnym akapicie, opisując poszczególne utwory, będę odnosił się do scen, jakim towarzyszą w anime. Zatem, jeśli ktoś serialu nie obejrzał, część dalszą czyta na własną odpowiedzialność. Krążek otwiera utwór "Lilium" w wersji z Openingu, czyli z żeńskim wokalem. Stylowa piosenka śpiewana po łacinie już na zawsze kojarzona będzie tylko z tą produkcją. Jej jednostajne, acz wysokie i podniosłe tempo, wraz z treścią jaką ze sobą niesie (polecam znaleźć polskie tłumaczenie), stanowi idealną introdukcję do opowiadanej historii. "Lilium" na płycie pojawia się w pełnej krasie jeszcze w dwóch aranżacjach: "Lilium" to znana melodia okraszona pięknym żeńskim chórem - w anime ilustruje choćby przepiękną scenę pomiędzy Lucy a Koutą na schodach w ostatnim odcinku. "Lilium" w formie "Saint" to rozbudowana względem oryginału wersja z monumentalnym męskim chórem na pierwszym planie. Kawałek zaiste potężny, obrazujący dramatyczne spotkanie dyrektora Kuramy z córką. Słynny już motyw pojawia się na płycie jeszcze kilka razy. Nie jest to jednak próba pójścia na łatwiznę i budowanie muzycznej ilustracji na jednym motywie, ale różnorakie aranżacje, które z osobna odpowiadają konkretnym stanom emocjonalnym bohaterów czy nastrojowi danej sceny, a są to: "Rin'ne", "Yakusoku" oraz optymistycznie brzmiące "Ametsuyu". Nie samym jednak "Lilium" partytura stoi i na płycie znajdziemy także zupełnie różne od siebie kawałki. "Katsubou" i "Shinkai" to różniące się od siebie technicznym wykonaniem, ale podobne nastrojowo utwory. Są to kawałki melancholijne, smutne, w których pojawiające się skrzypce tworzą w dodatku uczucie swoistej nostalgii. "Hanayou" to krótki, spokojny utwór odgrywany na pianinie, który w animacji ilustruje miejsce sacrum bohaterów, czyli zajazd, w którym mieszka Kouta wraz z dziewczynami. "Senkou" to elektroniczny, chaotyczny kawałek, będący tłem dla scen pojedynków między Dicloniusami oraz pomiędzy Lucy a Bando. Bardzo przypadł mi do gustu utwór "Yureai", który odgrywany na tradycyjnych japońskich instrumentach tworzy wrażenie pustki. Idealnie obrazuje smutny los małej Lucy, odtrąconej i skrzywdzonej z powodu swojej odmienności. "Jouzai" i "Hakuri" są pełne ciężkich brzmień, które idealnie wpisują się w tematykę horroru. W "Elfen Lied" usłyszymy je podczas momentów grozy oraz w chwilach "powrotu" z Nyuu do Lucy. "Uso Sora" i "Neji" to spokojne fragmenty, zabarwione jednak nutką niepewności i tajemnicy. Pierwszy z nich pojawia się z chwilą, kiedy po raz pierwszy widzimy zabójczą Mariko. Ostatnim kawałkiem na krążku jest radosny i skoczny "Youkou", bodaj jedyny tak "niezobowiązujący" i lekki utwór tej partytury. Dodam, że bardzo przyjemny. Zbliżając się do wystawienia oceny końcowej muszę wspomnieć o pewnym braku oraz dziwnej tendencji do skracania niektórych utworów. W oficjalnym wydaniu nie usłyszymy bowiem piosenki z Endingu pt. "Be Your Girl", ale biorąc pod uwagę fakt, że raczej średnio pasuje do całości i klimatu serialu, nie jest to duża strata. Denerwuje za to sytuacja, w której utwór, często dłuższy w anime, tutaj występuje w wersji znacznie skróconej. Mówię przede wszystkim o drugim kawałku na płycie, "Lilium", które to powinno trwać co najmniej dwa razy dłużej. Podobnie rzecz ma się z "Hanayou". Nie są to jednak na tyle poważne wady, aby przysłonić ogólne wrażenie. A to jest bardzo dobre, gdyż otrzymujemy różnorodny, kipiący od emocji soundtrack. I mimo drobnych braków, zachęcam do przesłuchnia, bo naprawdę warto. |
![]() |
|
![]() |