
ERASER
MUZYKA: Alan Silvestri ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Atlantic CZAS TRWANIA: 43:23 min.
Alan Silvestri to bez wątpienia jedno z głośniejszych nazwisk w świecie muzyki filmowej, a na pewno jedno z lepszych. Gdybym miał wybrać jakiegoś kandydata na kompozytora muzyki do mojego filmu, obojętnie jakiego gatunku i treści, to pomimo problemów z wybraniem "tego jedynego" Alan Silvestri z pewnością znalazłby się w pierwszej piątce. Ten score jest jednym z powodów. Silvestri stworzył bowiem bardzo dobrą, dynamiczną muzykę do przeciętnego filmu sensacyjnego z nieustająco starzejącym się Arnoldem. Już od pierwszego utworu czuć siłę tej płyty, mimo iż główny motyw otwierający zaczyna się bardzo cicho i niepozornie, aczkolwiek bardzo tajemniczo. Przypomina to trochę początek ścieżki z "True Lies" Brada Fiedela, aczkolwiek nie ma tutaj tej figlarności i lekkości, jaka towarzyszyła całemu filmowi Camerona. Nie ma, bo nie tu jest jej miejsce. Sam utwór natomiast stanowi dla mnie wprowadzenie w klimat zdecydowanie najlepszego kawałka z płyty, ponad sześciominutowej suity "She's in", która wraz z rozwojem akcji na ekranie nabiera tempa i dynamiki. Nie chcę być jednak źle zrozumiany i od razu powiem, że muzyki słucha się co najmniej tak dobrze, jak w filmie, a nawet lepiej. W zasadzie całość składa się na 1-2 motywy przewodnie, które przeplatają się wzajemnie, a ich tempo i sposób w jaki są serwowane nie daje czasu na żadne przestoje czy też tematy np. miłosne. Wszystko nastawione jest w zasadzie na samą akcję i to dostajemy, także na tym scorze. Wszystko poza trzema może utworami składa się na tę akcję nie dając odetchnąć nawet na moment. I mimo, że - jak powiedziałem wcześniej - nie ma tu czasu na zabawę, to jednak Silvestri pozwala sobie na nią bezustannie zaskakując nas użyciem coraz to różniejszych instrumentów. 12 utworów, z których każdy jest dynamiczny i posiada swoisty klimat, wydaje się niezbyt dużą porcją muzyki. A jednak ponad 40 minut naprawdę dobrej i żwawej ilustracji to wystarczająca ilość, tym bardziej, że oprócz wspomnianych tytułów, trudno podzielić całość na gorsze i lepsze kawałki. Nie jest to najlepsze dokonanie Alana Silvestri, ale też nie ma się on czego wstydzić, gdyż wciąż jest to pozycja o niebo lepsza od wielu innych na rynku. Na pewno trudno się tą płytą zrazić do twórczości kompozytora. Natomiast fani mają gwarantowane 100% zadowolenia. Polecam! P.S. Warto jeszcze wspomnieć, że ścieżka z "Egzekutora" jest taką "pozostałością" po odrzuconej partyturze Silvestri'ego do "Mission: Impossible". |
![]() |
|
![]() |