ERIN BROCKOVICH

MUZYKA: Thomas Newman
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Sony Classical
CZAS TRWANIA: 34:58 min.


01. USELESS
02. XEROX
03. PRO BONO
04. CLASSIFIEDS
05. ANNABELLE
06. ON THE PLUME
07. CHICKEN FAT LADY
08. LYMPHOCYTES
09. MISS WICHITA
10. TWO WRONG FEET
11. WHAT ABOUT YOU
12. "REDEMPTION DAY" (Sheryl Crow)
13. CHROMIUM 6
14. MALIGN
15. HOLDING PONDS
16. NO COLON
17. OCCASIONAL TOMBSTONES
18. XEROX COPY
19. TECHNICALLY A WOMAN
20. WATER BOARD
21. 333 MILLION
22. HINKLEY REVERSE MIX
23. "EVERYDAY IS A WINDING ROAD" (Sheryl Crow)



Erin Brockovich - najlepsza chyba rola Julii Roberts. Erin Brockovich - kolejny dobry film Stevena Soderbergha. Erin Brockovich - oparta na faktach, świetnie zagrana produkcja z istotnym przesłaniem. Erin Brockovich - jeszcze jedna dobra praca spod ręki Thomasa Newmana...

Dobra - to odpowiednie słowo, gdyż jest to partytura nieco powyżej przeciętnej, ale też i nie zbliżająca się nawet do prac bardzo dobrych i wybitnych (oczywiście mowa o twórczości Newmana). Z jednej strony szkoda, gdyż zarówno motyw przewodni, jak i jeszcze parę innych ścieżek ma zadatki na ocenę bdb+. Ale z drugiej strony wiele innych - dodajmy niewymownie krótkich - utworów i wrażenie końcowe taką ocenę obniża znacznie. Zacznijmy jednak od początku...

...czyli od wspomnianego motywu przewodniego. Tenże motyw to ciekawe połączenie elektroniki i fortepianu, a więc właściwie sztandarowych instrumentów Newmana (do pełni szczęścia brakuje tylko szkrzypiec, których tu nie uświadczymy). Większość materiału to zresztą elektronika w takim czy innym stopniu, a i fortepian przewija się tu nad wyraz często. Tak czy siak 'main theme' słyszymy już na początku, w "Useless". Tytułem proszę się jednak nie sugerować, gdyż materiał ten był dla kompozytora bardzo użyteczny, o czym świadczą jego liczne wariacje - kolejno w "On the Plume", "Lymphocytes", "Two Wrong Feet", "Holding Ponds", "Occasional Tombstones" (ta chyba najlepsza) i "Water Board". To sympatyczny kawałek, bardzo melodyjny (choć nie jest to szczyt możliwości Newmana), wobec czego jego kolejne powtórki nie przeszkadzają, choć przyznam, że jest ich jednak dużo i jeszcze jeden byłby przysłowiową kroplą przelewającą kielich. Na szczęście temat ten poprzecinany jest kilkoma innymi motywami, więc nie męczy. Aczkolwiek już tu zaczyna wkradać się pewna monotonność i zmęczenie materiału.

Elementy te obecne są także w dwóch innych, znaczących tematach, które również nie uniknęły zmultiplikowania. Pierwszy jest w pełni elektroniczny - to motyw "zagrożenia" i trochę taki action score tego filmu, niestety także najgorszy w odsłuchu. Możemy znaleźć go już w "Xerox", a potem powraca jeszcze w "Classifieds", "Chromium 6" i "Xerox Copy" oraz pośrednio w "Water Board". Temat drugi (czyli trzeci ;) to jego zupełne przeciwieństwo - jest spokojny, oddalony i odrobinę senny, a przeważają w nim cymbałki i syntezatory. Przywodzi on trochę na myśl "White Oleander", choć nie posiada aż takiej magii jak późniejszy o dwa lata album. Zalążek tego tematu pojawia się w "Pro Bono" i następnie możemy go jeszcze znaleźć w "No Colon". Jego bardzo zmodyfikowana wersja to natomiast ścieżki "What About You", "Malign", "Technically a Woman" i "333 Million" - jednak ich melodia wywodzi się bardziej z fenomenalnego "Miss Wichita".

Czasem tematy te łączą się w jedno (jak to ma miejsce np. w "Chicken Fat Lady"), tworząc zupełnie nową jakość. Wszystkie te motywy przewodnie ustępują jednak znacznie jednej ścieżce - ww "Miss Wichita", która posiada w sobie zdecydowanie największą dawkę emocji i magii, mimo iż jest bardzo wyciszona, smutna i niemalże duchowa. To jednak właśnie ona porwała mnie najbardziej, pozostawiając w tyle nawet temat przewodni. Oczywiście ta jedna perła nie może przesłonić faktu, iż nie jest to w pełni udana płyta - równie dużo tu bowiem melodyjności i klimatu, co monotonii i zwyczajnej nudy, wywołanej pokaźnym underscore'em.

"Erin Brockovich" porównuje się często do "Pay It Forward". Nic w tym dziwnego, gdyż obie te kompozycje posiadają podobny klimat i aranżacje, w obu prym wiedzie elektronika, obie powstały w tym samym roku i obie stanowią tło dla tzw. obyczajowych filmów społecznych. Oczywiście obie spisują się w nich znakomicie. Na płycie podoba mi się jednak znacznie bardziej "Erin Brockovich". Według mnie lepiej wpada w ucho, posiada mimo wszystko większą różnorodność, a i krótszy czas trwania sprawia, że łatwiej ją przyswoić. W dodatku dwie piosenki Sheryl Crow fantastycznie wpisują się całość (dobrze rozmieszczone w środku i na końcu płyty), stanowiąc dodatkową radość dla słuchacza. I choć obie partytury są do siebie zbliżone poziomem i techniką, to jednak Erin sprawia po prostu lepsze wrażenie. Może też nie jest to pełna czwórka, ale... bardzo blisko tejże. Spokojnie można posłuchać.

P.S. Na płycie DVD z filmem możemy znaleźć pełny, wyizolowany score.

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI