
ERIN BROCKOVICH
MUZYKA: Thomas Newman ROK PRODUKCJI: 2000 WYTWÓRNIA: Sony Classical CZAS TRWANIA: 34:58 min.
Erin Brockovich - najlepsza chyba rola Julii Roberts. Erin Brockovich - kolejny dobry film Stevena Soderbergha. Erin Brockovich - oparta na faktach, świetnie zagrana produkcja z istotnym przesłaniem. Erin Brockovich - jeszcze jedna dobra praca spod ręki Thomasa Newmana... Dobra - to odpowiednie słowo, gdyż jest to partytura nieco powyżej przeciętnej, ale też i nie zbliżająca się nawet do prac bardzo dobrych i wybitnych (oczywiście mowa o twórczości Newmana). Z jednej strony szkoda, gdyż zarówno motyw przewodni, jak i jeszcze parę innych ścieżek ma zadatki na ocenę bdb+. Ale z drugiej strony wiele innych - dodajmy niewymownie krótkich - utworów i wrażenie końcowe taką ocenę obniża znacznie. Zacznijmy jednak od początku... ...czyli od wspomnianego motywu przewodniego. Tenże motyw to ciekawe połączenie elektroniki i fortepianu, a więc właściwie sztandarowych instrumentów Newmana (do pełni szczęścia brakuje tylko szkrzypiec, których tu nie uświadczymy). Większość materiału to zresztą elektronika w takim czy innym stopniu, a i fortepian przewija się tu nad wyraz często. Tak czy siak 'main theme' słyszymy już na początku, w "Useless". Tytułem proszę się jednak nie sugerować, gdyż materiał ten był dla kompozytora bardzo użyteczny, o czym świadczą jego liczne wariacje - kolejno w "On the Plume", "Lymphocytes", "Two Wrong Feet", "Holding Ponds", "Occasional Tombstones" (ta chyba najlepsza) i "Water Board". To sympatyczny kawałek, bardzo melodyjny (choć nie jest to szczyt możliwości Newmana), wobec czego jego kolejne powtórki nie przeszkadzają, choć przyznam, że jest ich jednak dużo i jeszcze jeden byłby przysłowiową kroplą przelewającą kielich. Na szczęście temat ten poprzecinany jest kilkoma innymi motywami, więc nie męczy. Aczkolwiek już tu zaczyna wkradać się pewna monotonność i zmęczenie materiału. Elementy te obecne są także w dwóch innych, znaczących tematach, które również nie uniknęły zmultiplikowania. Pierwszy jest w pełni elektroniczny - to motyw "zagrożenia" i trochę taki action score tego filmu, niestety także najgorszy w odsłuchu. Możemy znaleźć go już w "Xerox", a potem powraca jeszcze w "Classifieds", "Chromium 6" i "Xerox Copy" oraz pośrednio w "Water Board". Temat drugi (czyli trzeci ;) to jego zupełne przeciwieństwo - jest spokojny, oddalony i odrobinę senny, a przeważają w nim cymbałki i syntezatory. Przywodzi on trochę na myśl "White Oleander", choć nie posiada aż takiej magii jak późniejszy o dwa lata album. Zalążek tego tematu pojawia się w "Pro Bono" i następnie możemy go jeszcze znaleźć w "No Colon". Jego bardzo zmodyfikowana wersja to natomiast ścieżki "What About You", "Malign", "Technically a Woman" i "333 Million" - jednak ich melodia wywodzi się bardziej z fenomenalnego "Miss Wichita". Czasem tematy te łączą się w jedno (jak to ma miejsce np. w "Chicken Fat Lady"), tworząc zupełnie nową jakość. Wszystkie te motywy przewodnie ustępują jednak znacznie jednej ścieżce - ww "Miss Wichita", która posiada w sobie zdecydowanie największą dawkę emocji i magii, mimo iż jest bardzo wyciszona, smutna i niemalże duchowa. To jednak właśnie ona porwała mnie najbardziej, pozostawiając w tyle nawet temat przewodni. Oczywiście ta jedna perła nie może przesłonić faktu, iż nie jest to w pełni udana płyta - równie dużo tu bowiem melodyjności i klimatu, co monotonii i zwyczajnej nudy, wywołanej pokaźnym underscore'em. "Erin Brockovich" porównuje się często do "Pay It Forward". Nic w tym dziwnego, gdyż obie te kompozycje posiadają podobny klimat i aranżacje, w obu prym wiedzie elektronika, obie powstały w tym samym roku i obie stanowią tło dla tzw. obyczajowych filmów społecznych. Oczywiście obie spisują się w nich znakomicie. Na płycie podoba mi się jednak znacznie bardziej "Erin Brockovich". Według mnie lepiej wpada w ucho, posiada mimo wszystko większą różnorodność, a i krótszy czas trwania sprawia, że łatwiej ją przyswoić. W dodatku dwie piosenki Sheryl Crow fantastycznie wpisują się całość (dobrze rozmieszczone w środku i na końcu płyty), stanowiąc dodatkową radość dla słuchacza. I choć obie partytury są do siebie zbliżone poziomem i techniką, to jednak Erin sprawia po prostu lepsze wrażenie. Może też nie jest to pełna czwórka, ale... bardzo blisko tejże. Spokojnie można posłuchać. P.S. Na płycie DVD z filmem możemy znaleźć pełny, wyizolowany score. |
![]() |
|
![]() |