EVIL DEAD

MUZYKA: Joseph LoDuca
ROK PRODUKCJI: 1981
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 33:50 min.


01. INTRODUCTION
02. EYE GAMES / CHARM
03. BRIDGE OUT
04. RAPE OF THE VINES
05. ASCENT / INFLECTION
06. AUTOMATIC WRITING
07. SKIN
08. GIVE HER THE AX
09. LOVE NEVER DIES
10. KANDANIAN DAGGER / BOOK BURNING
11. DAWN OF THE EVIL DEAD
12. NOT THE SHOWER CURTAIN
13. CHECK ON YOU
14. PENCIL IT IN
15. GET THE LANTERN / BOOK OF THE DEAD
16. DAWN / INCANTATION
17. SHOTGUN
18. GAMES
19. THE CABIN / WOUNDED MELODY



Istnieje legenda mówiąca o starożytnej sumaryjskiej księdze, która niegdyś wyłoniła się z ciemności. Ta księga to "Necronomicon ex Mortis", co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Księga Umarłych"... Zawiera zaklęcia i opis obrzędów pogrzebowych, a oprawiona w ludzką skórę i spisana ludzką krwią ma stanowić tunel łączący nasz świat ze światem ciemności oraz śmierci. Opowiada o demonach, ich wskrzeszaniu, ciemnych mocach czających się w lasach oraz o mrocznych zakamarkach znanego nam świata. Jednak jej pierwsze strony zawierają ostrzeżenie. Ostrzeżenie o tym, że wszystkie demony pozostają co prawda w uśpieniu, lecz nigdy nie umierają... Można przywołać je do życia za pomocą zaklęć zawartych w księdze. Recytując je dajemy siłom ciemności przyzwolenie na przybycie do świata żywych... Tak naprawdę nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała "Księga Umarłych". Mędrcy powiadają, że napisano ją bardzo dawno temu, gdy morza były pełne krwi... Pilnie strzeżona, zaginęła jednak roku 1300 naszej ery...

Trylogia Sama Raimi'ego to nadzwyczaj ciekawie stylizowana seria. Wynika to z tego, ze jej konwencja wybiega nieco poza ramy klasycznego horroru. Oprócz krwi, nadprzyrodzonych mocy i zombie, daje nam także specyficzne poczucie humoru, które jest następstwem swego rodzaju fałszu polegającym na przedrzeźnianiu przerażenia w każdej formie. Kompozycja Joseph'a LoDuca utrzymana jest w identycznym klimacie. Ciemna, w "złej", prawie intrygujšcej tonacji, miejscami iście szatańska linia melodyczna. Trzeba przyznać, że pan LoDuca bardzo trafnie dobiera muzykę do poszczególnych fragmentów grozy, skutecznie manipulując dźwiękiem. Ścieżkę dźwiękową otwierają dwa utwory, w których fortepian i gitara akustyczna są podstawą spokojnej linii melodycznej. "Introduction" oraz "Eye Games / Charm" - bo o nich mowa - są rozwinięciami tych części kompozycji, które odnoszą się do samego początku filmu, jeszcze przed właściwymi wydarzeniami. Począwszy od "Bridge Out" następuje diametralna zmiana warstwy muzycznej z "ułożonej" na typową ilustrację do horroru. Joseph LoDuca bardzo sprawnie krzyżuje instrumentarium zarówno między sobą, jak i z analogowym brzmieniem syntezatora. Czasami decyduje się na prawdziwy nieład i ogólny zamęt, w którym brak jest wyraźnych granic pomiędzy następującymi po sobie, lub współbrzmiącymi dźwiękami. Bardzo często sięga też po sekcję smyczkową, uzupełnioną elektronicznym podkładem, na którym rozwija zresztą wszystkie bez wyjątku tematy sceniczne.

Ilustracja do "Evil Dead" poza ekranem spisuje się zdecydowanie gorzej, co jest cechą charakterystyczną tego rodzaju kompozycji filmowej. Chociaż daleka jest od umieszczenia jej w jednym rzędzie z najbardziej trywialnymi ścieżkami dźwiękowymi do horroru. Sposób działania, wykorzystania, a co za tym idzie właściwego oceniania takiej muzyki, konsekwentnie uzależniony jest od jej praktycznego zastosowania. A na tym polu nie sposób się do czegokolwiek przyczepić. Dzięki muzyce obraz nabrał konkretnej formy, stał się bardziej wyrazisty, bardziej emocjonalny. A jako autonomiczna kompozycja, przedsięwzięcia Joseph'a LoDuca plasuje się gdzieś pomiędzy najlepszymi narracjami, a tymi już zupełnie tandetnymi.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI