
EXISTENZ
MUZYKA: Howard Shore ROK PRODUKCJI: 1999 WYTWÓRNIA: RCA Victor CZAS TRWANIA: 46:27 min.
Film - niezły, score - zły. I na tym możnaby praktycznie skończyć recenzję tej jakże rozczarowującej płyty. Howard Shore, okrzyczany dopiero co mistrzem po partyturach do "The Lord Of The Rings" (którego jestem średnim fanem, poza świetnym "Fellowship Of The Ring"), stworzył bowiem score niesamowicie nudny i monotonny, opierający się na jednym, miejscami dwóch przewodnich motywach, które poza filmem marnie się prezentują. Ogółem jest ich tu 20, większość to krótkie, góra 3-minutowe utwory, które jednak ciągną się miejscami w nieskończoność. Praktycznie nie znalazłem tu utworu, który by mnie zaintrygował lub chcociaż zapadł w pamięć. Faktem jest, że kilka z nich, jak chociażby nr 14 czy 15, wybija się ponad resztę, jest to jednak na zasadzie, że jednym uchem wlatuje, a drugim wylatuje, i po przesłuchaniu całości nic już nie pamiętałem i nie potrafiłem zanucić. Trudno tę muzykę zidentyfikować nawet z filmem, co przecież powinno być jednym z głównych zadań tworzenia muzyki do obrazu. Shore niestety nie sprawdził się w tym przy "eXistenZ". Zamiast tego stworzył muzykę, która mnie osobiście wymęczyła i znużyła. Gdyby na płycie znalazła się chociaż standartowo jedna lub dwie piosenki jakiegoś zespołu, wtedy może nabrałbym do całości jakiegoś dystansu, a tak niestety ocena pozostaje ta sama. Zastanawiałem się czy nie dać przypadkiem dwóch gwiazdek, bo przecież mogłem się pomylić lub nie słuchać wystarczająco uważnie. Cóż jednak zrobić, kiedy płyta ta po prostu bardzo mi się nie podoba? Ze swojej strony odradzam - i to stanowczo. |
![]() |
|
![]() |