
EXORCIST, THE
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1973 WYTWÓRNIA: Warner Bros. CZAS TRWANIA: 44:23 min.
'Egzorcyzmy' to w katolicyzmie pewna forma liturgiczna, pewien rodzaj modlitwy lub zaklęcia, które ma w założeniu przezwyciężyć wpływ groźnych sił nadprzyrodzonych - złych duchów, demonów itp. Obraz Williama Friedkin'a "The Exorcist" to adaptacja książki William'a Peter'a Blatty. Jest to także uznawany przez wielu wielbicieli gatunku najlepszy film grozy jaki do tej pory powstał. Doskonale zrealizowany i w przeciwieństwie do "The Omen" czy "Rosemary's Baby", wprost ukazujący źródło przerażenia. Konstrukcja tej ścieżki dźwiękowej jest bardzo specyficzna, ponieważ stanowi połączenie tematów scenicznych, które prezentują stosunkowo różne style muzyczne (choć całość utrzymana jest w odpowiedniej konwencji). Motyw przewodni "Tubular Bells" napisał Mike Oldfield, "Polymorphia", "String Quartet (1960)", "Iraq", a także "Kanon For Orchestra And Tape" to nieoryginalna muzyka Krzysztofa Pendereckiego (ostatni z wymienionych utworów to aranżacja Jack'a Nitsche), "Five Pieces For Orchestra, Op. 10" to kompozycja A. Webern'a, "Windharp" autorstwa H. Bee, "Fantasia For Strings" H. W. Henze oraz trzy odrzucone utwory Lalo Schifrin'a - 8, 9 oraz 10 - które mimo wszystko znalazły miejsce na ścieżce dźwiękowej, i które paradoksalnie prezentują się moim zdaniem znacznie lepiej niż pozostała część przedsięwzięcia. Całość to porządna partytura pierwszej połowy lat 70-tych, która w pewnych istotnych fragmentach robi naprawdę niesamowite wrażenie. Dopiero słuchając warstwy melodycznej jako samodzielnej kompozycji, możemy zwrócić uwagę na jej wyjątkowy sposób konstrukcji w pewnych tematach. Jednak w przekroju całości to muzyka do horroru tylko dobrym wydaniu. Najważniejszy mankament tej ilustracji wynika z jej dziwnego połączenia z obrazem, a właściwie jego braku. Nie wiem dlaczego w czasie filmu jest ona tak rzadko wykorzystywana. Przecież wszystkie momenty, które bazują na tej niesamowitej atmosferze stworzonej przez W. Friedkin'a, a co za tym idzie na niezwykle absorbującym obrazie, powinny być lepiej podparte ilustracją muzyczną. Po drugie naprawdę dziwna jest dla mnie decyzja o całkowitym odrzuceniu podkładu muzycznego Lalo Schifrin'a. Wydaje mi się, że zostało to spowodowane celowym zamiarem utrzymania całości w możliwie jak najprostszym przebiegu. Jeśli mamy w pamięci film, łatwo można zauważyć, że ta muzyka jako samodzielna kompozycja bardzo dobrze "chwyta" wszystkie ważniejsze wątki. Demon Friedkin'a - ten widzialny - ma swój doskonały muzyczny odpowiednik. Jednak z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że to bardzo toporna, trudna i ciężka w odbiorze ilustracja. Podchodząc do niej w jednoznaczny sposób, bez zrozumienia jej roli, bez głębszego zastanowienia się nad jej przesłaniem, traktując ją jedynie w kategoriach autonomicznej muzyki, bardzo łatwo się do niej zniechęcić. W pewnych fragmentach jest ona jedynie zlepkiem pojedynczych dźwięków. Szarpana, bez żadnego ładu, z linią melodyczną, która zmierza w nieokreślonym kierunku, i która nie trzyma się żadnych zasad konstrukcyjnych, interwałowych, rytmicznych czy tonalnych - takie jest pierwsze oblicze muzyki do "The Exorcist". Drugie to przemyślany, bardzo dobrze zrealizowany zamysł naprawdę bardzo dobrej warstwy muzycznej, którą cechuje nieprawdopodobna wprost wymowa emocjonalna. Do podkładu muzycznego z filmu "The Exorcist" trzeba podejść z pewnym dystansem. Bez wątpienia jest to dobra ilustracja do filmu grozy, którą cechują jednak spore, ale zamierzone kontrasty. Od trywialnych dźwięków, odwołujących się do najbardziej tandetnych kompozycji w tym obszarze gatunkowym, po doskonale zinterpretowane sceny dramatyczne, które znajdują swoje odniesienie przede wszystkim w części kompozycji autorstwa Lalo Schifrin'a. Wszystko to układa się systematycznie w jedną, dobrą całość. Oczywiście pod warunkiem, że podejdziemy do tej ścieżki dźwiękowej w odpowiedni sposób. |
![]() |
|
![]() |