FABULOUS BAKER BOYS, THE

MUZYKA: Dave Grusin
ROK PRODUKCJI: 1989
WYTWÓRNIA: GRP Records
CZAS TRWANIA: 43:44 min.


01. MAIN TITLE (JACK'S THEME)
02. WELCOME TO THE ROAD
03. MAKIN' WHOOPEE (Michelle Pfeiffer)
04. SUZIE AND JACK
05. SHOP TIL YOU BOP
06. SOFT ON ME
07. DO NOTHIN' TIL YOU HEAR FROM ME
      (The Duke Ellington Orchestra)
08. THE MOMENT OF TRUTH
09. MOONGLOW (Benny Goodman Quartet)
10. LULLABY OF BIRDLAND (The Earl Palmer Trio)
11. MY FUNNY VALENTINE (Michelle Pfeiffer)



Z pewnością wielbicielom talentu Jeffa Bridgesa oraz zjawiskowej urody Michelle Pfeiffer tego tytułu przedstawiać nie trzeba. Dla pozostałych krótko: film opowiada o tytułowych braciach-pianistach, którzy zarabiają na życie grając w różnych (głównie nocnych) lokalach. Pewnego dnia, dla odświeżenia imidżu postanawiają zatrudnić wokalistkę, co staje się przyczyną konfliktu i sporych zmian w ich życiu. Brzmi całkiem zwyczajnie, bo też takie to i kino - bez zbędnych fajerwerków i wielkich, rozbuchanych scen. Ot, solidny film obyczajowy podszyty komedią, z mocnym aktorstwem (nominacja do Oscara), interesującą fabułą i, a jakże, bardzo przyjemną muzyką.

Za partyturę odpowiada, dziś już zapomniany i na chwilę obecną właściwie emerytowany Dave Grusin, który raczej nigdy nie należał do grona najsłynniejszych kompozytorów, mimo iż zilustrował mnóstwo bardzo znanych, często klasycznych i cenionych filmów, jak choćby "Tootsie", "Firma", "Goonies", "Trzy dni Kondora" czy też "Absolwent". I tak jak wcześniej, tak i w tym wypadku Grusin poszedł po linii najmniejszego oporu, wybierając oczywistą oczywistość, a więc jazz.

Przez większość czasu mamy więc do czynienia z wijącym się saksofonem, delikatną perkusją i oczywiście fortepianem, którym wtórują co jakiś czas kontrabas, trąbka i inne pojedyńcze instrumenty. Wszystko skąpane w podobnej tonacji i odrobinę leniwych rytmach, które niesie jeden właściwie temat ("Jack's Theme"). Takie podejście okazało się jednak strzałem w dziesiątkę. Muzyka jest bardzo plastyczna, żywa - świetnie podkreśla atmosferę zadymionych papierosami klubów, przydrożnych moteli i wyludnionych po zmierzchu ulic. Sporo w niej także naturalnego romantyzmu i namiętności, przez co idealnie trafia w wątek miłosny; a gdy trzeba jest też odpowiednio radosna, dynamiczna i skoczna - w sam raz dla kolejnego występu na scenie. Ilustracja stanowi tu zdecydowanie coś więcej niż tylko tło dla kolejnych scen - to swego rodzaju duch filmu, bez którego odbiór tegoż na pewno nie byłby taki sam. Tą zależność zresztą doceniono i Grusin był nominowany za tą ilustrację m.in. do Złotego Globu, BAFTA i Oscara, a otrzymał zań równie pożądaną przez muzyków nagrodę Grammy.

Filmowej magii dopełniają także świetne piosenki i utwory źródłowe, głównie stare jazzowe przeboje - w samym obrazie pojawia się ich bardzo dużo, co jest oczywiście jak najbardziej uzasadnione. Warte wzmianki są dwie z nich - obie śpiewane przez boską Michelle. Mowa rzecz jasna o kolejnej, bardzo dobrej interpretacji "My Funny Valentine" oraz o brawurowo odegranym/odśpiewanym, niesamowicie erotycznym "Makin' Whoopee", które stało się prawdziwą wizytówką filmu. Cała ta muzyka również na płycie sprawdza się więcej niż dobrze. Idealnie przycięty do niespełna 45 minut krążek stanowi zjadliwy i zgrabny mariaż "grusinowej" partytury (sześć ścieżek o różnym zabarwieniu emocjonalnym) z wyżej wymienionymi piosenkami, które nie pozwalają na choćby chwilę nudy.

Podsumowanie jest więc proste - kto lubi klimaty jazzowe, tudzież atmosferę nocnych klubów i komu podobał się film, ten bez chwili wahania powinien sięgnąć po opisywaną tu płytkę. Pozostali mogą odrobinę zawieść się miejscami sennym klimatem i bliźniaczo brzmiącymi melodiami, ale i oni nie powinni żałować - to po prostu porządna porcja muzyki, nie tylko filmowej. Cztery z plusem to moja ostateczna ocena.

P.S. Na stronie IMDb można znaleźć spis wszystkich utworów, które w taki czy inny sposób przewinęły się przez film: kliknij tutaj

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI