
FABULOUS BAKER BOYS, THE
MUZYKA: Dave Grusin ROK PRODUKCJI: 1989 WYTWÓRNIA: GRP Records CZAS TRWANIA: 43:44 min.
Z pewnością wielbicielom talentu Jeffa Bridgesa oraz zjawiskowej urody Michelle Pfeiffer tego tytułu przedstawiać nie trzeba. Dla pozostałych krótko: film opowiada o tytułowych braciach-pianistach, którzy zarabiają na życie grając w różnych (głównie nocnych) lokalach. Pewnego dnia, dla odświeżenia imidżu postanawiają zatrudnić wokalistkę, co staje się przyczyną konfliktu i sporych zmian w ich życiu. Brzmi całkiem zwyczajnie, bo też takie to i kino - bez zbędnych fajerwerków i wielkich, rozbuchanych scen. Ot, solidny film obyczajowy podszyty komedią, z mocnym aktorstwem (nominacja do Oscara), interesującą fabułą i, a jakże, bardzo przyjemną muzyką. Za partyturę odpowiada, dziś już zapomniany i na chwilę obecną właściwie emerytowany Dave Grusin, który raczej nigdy nie należał do grona najsłynniejszych kompozytorów, mimo iż zilustrował mnóstwo bardzo znanych, często klasycznych i cenionych filmów, jak choćby "Tootsie", "Firma", "Goonies", "Trzy dni Kondora" czy też "Absolwent". I tak jak wcześniej, tak i w tym wypadku Grusin poszedł po linii najmniejszego oporu, wybierając oczywistą oczywistość, a więc jazz. Przez większość czasu mamy więc do czynienia z wijącym się saksofonem, delikatną perkusją i oczywiście fortepianem, którym wtórują co jakiś czas kontrabas, trąbka i inne pojedyńcze instrumenty. Wszystko skąpane w podobnej tonacji i odrobinę leniwych rytmach, które niesie jeden właściwie temat ("Jack's Theme"). Takie podejście okazało się jednak strzałem w dziesiątkę. Muzyka jest bardzo plastyczna, żywa - świetnie podkreśla atmosferę zadymionych papierosami klubów, przydrożnych moteli i wyludnionych po zmierzchu ulic. Sporo w niej także naturalnego romantyzmu i namiętności, przez co idealnie trafia w wątek miłosny; a gdy trzeba jest też odpowiednio radosna, dynamiczna i skoczna - w sam raz dla kolejnego występu na scenie. Ilustracja stanowi tu zdecydowanie coś więcej niż tylko tło dla kolejnych scen - to swego rodzaju duch filmu, bez którego odbiór tegoż na pewno nie byłby taki sam. Tą zależność zresztą doceniono i Grusin był nominowany za tą ilustrację m.in. do Złotego Globu, BAFTA i Oscara, a otrzymał zań równie pożądaną przez muzyków nagrodę Grammy. Filmowej magii dopełniają także świetne piosenki i utwory źródłowe, głównie stare jazzowe przeboje - w samym obrazie pojawia się ich bardzo dużo, co jest oczywiście jak najbardziej uzasadnione. Warte wzmianki są dwie z nich - obie śpiewane przez boską Michelle. Mowa rzecz jasna o kolejnej, bardzo dobrej interpretacji "My Funny Valentine" oraz o brawurowo odegranym/odśpiewanym, niesamowicie erotycznym "Makin' Whoopee", które stało się prawdziwą wizytówką filmu. Cała ta muzyka również na płycie sprawdza się więcej niż dobrze. Idealnie przycięty do niespełna 45 minut krążek stanowi zjadliwy i zgrabny mariaż "grusinowej" partytury (sześć ścieżek o różnym zabarwieniu emocjonalnym) z wyżej wymienionymi piosenkami, które nie pozwalają na choćby chwilę nudy. Podsumowanie jest więc proste - kto lubi klimaty jazzowe, tudzież atmosferę nocnych klubów i komu podobał się film, ten bez chwili wahania powinien sięgnąć po opisywaną tu płytkę. Pozostali mogą odrobinę zawieść się miejscami sennym klimatem i bliźniaczo brzmiącymi melodiami, ale i oni nie powinni żałować - to po prostu porządna porcja muzyki, nie tylko filmowej. Cztery z plusem to moja ostateczna ocena. P.S. Na stronie IMDb można znaleźć spis wszystkich utworów, które w taki czy inny sposób przewinęły się przez film: kliknij tutaj |
![]() |
|
![]() |