FACE/OFF

MUZYKA: John Powell
ROK PRODUKCJI: 1997
WYTWÓRNIA: Hollywood Records
CZAS TRWANIA: 41:42 min.


1. FACE ON
2. 80 PROOF ROCK
3. FURNITURE
4. THE GOLDEN SECTION DERMA LIFT
5. THIS RIDICULOUS CHIN
6. NO MORE DRUGS FOR THAT MAN
7. HANS' LOFT
8. READY FOR THE BIG RIDE, BUBBA



"Face/Off" jest kolejnym filmem w dorobku mistrza kina akcji John'a Woo. Filmem, który połączył na ekranie sylwetki dwóch wielkich aktorów w niecodziennym pojedynku - zdobywcę Oscara Nicholasa Cage'a i John'a Travolte. Agent FBI Sean Archer (Travolta) od kilku lat bezskutecznie ściga groźnego terrorystę Castora Troy'a (Cage), który jest odpowiedzialny za śmierć jego kilkuletniego syna. W końcu terrorysta wpada w pułapkę zastawioną przez FBI. Śmiertelnie - wydawałoby się - ranny Troy umieścił jednak bombę gdzieś w centrum Los Angeles. Jedyną szansą znalezienia ładunku wydają się być przebywający w więzieniu brat terrorysty. Aby wykorzystać szansę Sean Archer decyduje się na szalony eksperyment - za pomocą skomplikowanej operacji chirurgicznej otrzymuje twarz Castor'a...

Ścieżkę dźwiękową do filmu "Face/Off" otwiera temat sceniczny o dokładnie odwrotnym tytule - "Face On". Dotyczy on poczštkowej sekwencji (scena na karuzeli), podczas której ginie syn Seana Archer'a... I właściwe jest to jedyny fragment kompozycji, o którym można się w całości pozytywnie wypowiedzieć. Pozostała część muzyki posiada dwa oblicza. Pierwsze z nich przedstawia się bardzo słabo. Za dużo jest muzyki elektronicznej, która swoją przeciętnością spycha zupełnie na drugi plan inne elementy. Pojawia się zupełny brak spójności, zupełny brak konsekwencji w zaznaczaniu kulminacyjnych fragmentów oraz uparte i bezsensowne nadużywanie bębnów, gitary i basowego uderzenia, które z założenia ma ilustrować wszystkie bardziej dynamiczne momenty filmu, jak pościgi czy strzelaniny. Do tego dochodzą katastrofalne chórki, zupełny brak wyrazu, a zabieg Johna Powell'a, który ma na celu fragmentalne połączenie muzyki klasycznej z elektroniczną to prawdziwa kakofonia. Gdyby pominąć tytuły utworów, które zresztą i tak niewiele mówią, trudno nawet zorientować się, który moment filmu ilustruje dany fragment kompozycji. Poza tym agogika, czyli całokształt problemów dotyczących tempa w utworze, które w przypadku tej narracji zmienia się jak chorągiewka na wietrze. Chaotyzm, bezład, nieuporządkowanie... Jednak drugie oblicze podkładu Johna Powell'a to już naprawdę bardzo dobra kompozycja. Niestety tych pozytywnych aspektów w przekroju całości jest mniej, a większość z nich dotyczy fragmentów narracji w wykonaniu klasycznej orkiestry. Na całe szczęście mają one swoje rozwinięcia we wszystkich utworach scenicznych. Ładnie zsynchronizowane instrumenty smyczkowe, które tworzą jakby zupełnie inną kompozycję, w żaden sposób nie związaną tematycznie z pozostałą, bardzo słabą częścią. Nawet chórki w tych fragmentach wypadają znacznie lepiej. Oczywiście podział ten nie jest w żaden sposób uwidoczniony i trzeba niestety cierpliwie wysłuchać całości, aby natrafić na wszystkie miejsca w klasycznej interpretacji. Warto jeszcze wspomnieć, że dwa tematy sceniczne - "No More Drugs For That Man" oraz "Hans' Loft" to utwory dodatkowe autorstwa Gavina Greenaway'a.

Muzyka pana Powell'a znacznie lepiej prezentuje się w odniesieniu do obrazu. Poza nim brakuje jej choćby cienia indywidualności, oryginalności a czasami nawet zwyczajnej melodyjności. Brzmi nijako, jest nudna. Dotyczy to tylko i wyłącznie tej części kompozycji, która wykorzystuje muzykę elektroniczną lub wszelkiego rodzaju kompilacje tego rodzaju muzyki z klasycznym wykonaniem. Gdybym miał wystawić ocenę tylko orkiestralnej stronie partytury Johna Powell'a, to oscylowałby ona w granicach nawet czterech gwiazdek. W przypadku całości wyciągnięcie oceny średniej niestety byłoby zabiegiem trochę na wyrost. Przyjmując więc, że maksymalna ocena wyniosłaby 4 w stosunku do klasycznej części, a minimalna 1 w stosunku do pozostałej części ścieżki dźwiękowej, zdecydowałem się przyznać dwie gwiazdki. Skomplikowane, ale mam nadzieję, że w miarę sprawiedliwe.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI