FANTOMAS - DIRECTOR'S CUT

MUZYKA: Fantomas
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Ipecac Records
CZAS TRWANIA: 38:52 min.


01. NINO ROTA - The Godfather Waltz - Godfather
02. KARL-ERNST SASSE - Kampf Golem und Floriano... - Der Golem
03. HENRY MANCINI - Experiment in Terror
04. HARRY LUBIN - One Step Beyond Fear
05. WALTER SCHUMANN - Alcoa Presents: One Step Beyond
06. BERNARD HERRMANN - Cape Fear
07. KRZYSZTOF KOMEDA - Rosemary's Baby
08. JAMES BERNARD - The Devil Rides Out
09. RONALD STEIN - Spider Baby, or The Maddest Story Ever Told
10. JERRY GOLDSMITH - Ave Satani - The Omen
11. ROBERT McNAUGHTON - Henry: Portrait of a Serial Killer
12. JOHN BARRY - Vendetta
13. (UNTITLED)
14. ENNIO MORRICONE - Investigation of a Citzen Above Suspicion
15. ANGELO BADALAMENTI - Twin Peaks: Fire Walk with Me
16. HENRY MANCINI - Charade



Najpierw kilka słów tytułem wstępu, dlaczego opis niniejszej płyty znalazł się właśnie w dziale z recenzjami ścieżek dźwiękowych (jego pierwotnym miejscem był dział "Artykuły o Muzyce"), skoro nie jest to soundtrack z żadnego filmu, a "jedynie" wariacja na temat różnych utworów muzyki filmowej. No ale skoro w dziale z recenzjami znajdują się wydania zbiorcze, zawierające fragmenty muzyki z róznych obrazów (np. "Weird And Scary" z kawałkami z wielu horrorów bądź muzyka z różnych filmów Zemeckisa) - dlaczego by nie umieścić tutaj recenzji płyty zawierającej wspomniane wariacje, tym razem w wykonaniu grupy Fantomas...

Pierwszą płytę Fantomas wydało w 1999 roku. Nazwy piosenek na tych albumie odnosiły się do stron komiksu o Fantomasie (kolejno page 1 - page 30), a same były swoistym hołdem złożonym komiksowemu antybohaterowi i mistrzowi zła. W roku 2001 wychodzi "Director"s Cut", płyta genialna, a co nas najbardziej interesuje, odnosząca się do klasyki muzyki filmowej, trzeba przyznać w sposób niezwykły. Sam Fantomas to luźne przedsięwzięcie muzyczne Mike"a Pattona, wokalisty Faith No More. Projekt death-metalowy, posiadający w swoim arsenale także mocne naleciałości jazzowe, jak i polot industrialno-ambientowy. Warto podkreślić, iż w skład tej dziwacznej i porażającej grupy wchodzą m.in. Mr. Bungie (wpływy jazzowe) i perkusista Slayera Dave Lombardo, który gromiąc na garach, nadaje tej muzyce wymiar iście diabelski. Groza? Profanacja? Szaleństwo? Geniusz? Na pewno wszystkiego po trochu. Na "Director"s Cut" składa się kilkanaście coverów z muzyki filmowej. Głównym źródłem materiału były ścieżki dźwiękowe do klasyki horroru lat '60, jest też trochę niemieckiego ekspresjonizmu, w tym całym szaleństwie nie mogło zabraknąć również Lyncha i Badalmentiego. Trzeba przyznać, iż z oryginalnych piosenek pozostaje niewiele. To wielki akt twórczy i interpretacyjny Pattona i spółki, pełen szaleństwa i muzycznych tortur nad pierwowzorami, którego efektem są potworne kreatury, wyzbyte swojego pierwotnego piękna i mistrzostwa. Patton nadaje im nowej jakości, do której dochodzi na drodze eksperymentu i genialnej improwizacji. Podkreślam, że to zespół z gruntu death-metalowy, z tego też względu wielkim atutem albumu jest jego porażająca energia. Rozpędzona, mechaniczna perkusja, która mknie przez utwory w swoim śmiertelnym tańcu z wtórującym, dzikim wokalem Pattona, rozpoczyna swój przemarsz od walca z "Godfathera". Spokojny, delikatny, wręcz hipnotyczny utwór, na stole operacyjnym Fantomasa przybiera postać wściekłego death-metalowego grańska, najszybszego i najbardziej elektryzującego utworu na płycie. Dalej jest jeszcze lepiej. "Kampf Golem und Floriano" z "Golema", rok 1915. Utwór ciężki niczym dwunastotonowy młot, gotycki i mroczny. Gdy Patton śpiewa "follow, follow, follow, follow your enemy" włos się jeży na karku, a ręka zaciska na rękojeści rzeźnickiego noża. Fantomas nie jest jednak jednorodny gatunkowo, co jest ich niewątpliwym atutem. Po supermocnym wejściu muzyka wchodzi w strukturę jazzu, wszystko to jednak przez cały czas jest podrasowane wszechobecnym mrokiem i ciężkimi metalowymi zejściami. Numer 6 to przeróbka motywu przewodniego z klasycznego "Cape Fear" z Mitchumem i Peckiem. Konające chórki w tle i znakomita gitarowa aranżacja pamiętnego motywu - wychodzi imponująco. Ale najlepsze przed nami! Kołysanka z "Dziecka Rosemary" Krzysztofa Komedy. Patton swoim mistrzowsko psychopatycznym głosem nuci znamienite "lalalala" Mii Farrow, by w finale wybuchnąć fantastycznym zejściem muzyczno-wokalnym, borującym utwór aż do końca. To co idzie w imię zasług Fantomasa - większość utworów ma śpiewane teksty, napisane z myślą o oddaniu klimatu i treści podjętych filmowych klasyków. Patton wyśpiewuje i wtóruje słowa "What have they done to its eyes ?!", za każdym razem wzmagając swój histeryczny potencjał. Efekt jest porażający! Następna wielka klasyka to "Ave Satani" Jerry'ego Goldsmitha z kolejnego satanistycznego perfectum - "Omenu". Ta improwizacja oddaje chyba najlepiej oblicze całego chorego albumu - wokal Pattona - piekielny krzyk, i ujadanie, wzniosła, demoniczna inkantacja albo psychopatyczny chóralny śpiew. Inteligenta muzyka death-metalowa, czerpiąca jak najwięcej z nastroju pierwowzoru, w której znalazło się i gotyckie zimno i jazzowa fantazja. Podejście industrialne-eksperymentalne, przywołujące na myśl dokonania Nine inch Nails i Trenta Reznora. Przedostatni jest "Fire Walk With Me", odmieniony diametralnie, również warty najwyższych słów uznania. Zespół Fantomas zdaje się być muzycznym doktorem Frankensteinem, tworzącym swoje monstra na materiale istniejących już ciał muzyczno-filmowych. Te zaś, pozostając genialne, stają się również przerażające, szokujące i niebezpieczne. Ktoś może posądzić Fantomas o jawną profanację chlubnych dokonań muzyki filmowej, jest to bowiem całkowite ich zniekształcenie i odmienienie. Można to przyjąć, trzeba jednak podkreślić, że Fantomas to przy tym projekt niezwykle świeży, nowatorski, odważny, który ze swoją interpretacją, nadinterpretacją i metainterpretacją wędruje do najdalszych zakątków muzycznych możliwości, tworząc twór chory, genialny i dający niezłego kopa. A przy tym filmowy.

Ocena:
Autor recenzji: Rafał Grynasz - VINCENT VEGA
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI