
FEARLESS VAMPIRE KILLERS, THE
MUZYKA: Krzysztof Komeda ROK PRODUKCJI: 1967 WYTWÓRNIA: Polonia Records CZAS TRWANIA: 29:40 min.
Roman Polański rozpoczął swoją wieloletnią współpracę z Krzysztofem Komedą przy okazji kręcenia "Dwóch ludzi z szafą". Szukał czegoś w stylu "cool", a w Polsce tuż po odwilży największym powodzeniem cieszył się "kapitalistyczny" i zepsuty jazz. Największe tryumfy święciła wówczas grupa Komedy, już wtedy czołowego pianisty i kompozytora jazzowego w Polsce. Muzyk był zachwycony perspektywą komponowania muzyki filmowej i przystał na propozycję pracy z Polańskim. Po etiudzie przyszedł czas na filmy. Owocem długoletniej współpracy były m.in. znakomite ścieżki dźwiękowe do "Noża w wodzie" i "Dziecka Rosemary" z niezapomnianą kołysanką. W 1967 roku Polański rozpoczął przygotowania do "Nieustraszonych Pogromców Wampirów". Miał to być pastisz kina wampirycznego, komedia inteligentna i parodystyczna. Do napisania muzyki ponownie zwerbował Komedę, a ten uraczył go ścieżką niezwykle klimatyczną, w której muzyczny dowcip i frywolność mieszają się z grozą i tajemniczością. Najbardziej znamienity jest utwór tytułowy. Dominują w nim melodyjne chóry, właściwe zresztą ogółowi kompozycji. Muzyka nie jest straszna, klasyczny kanon zdaje się być potraktowany z przymrużeniem oka. Dominuje natomiast melodyjność motywów, nie sposób także nie zwrócić uwagi na elementy jazzowe m.in. motywy perkusyjne. Przy następnym utworze - "Snowman" - odkrywamy cały urok i piękno ścieżki, w motywie sennym, wręcz onirycznym. Podobnie "Skiing" - utwór frywolny, podkreślający sielskość i magię przedstawionego świata, osadzonego pośród malowniczych śnieżnych stoków. Osobliwe są także dwa utwory a'capella, na jeden hipnotyzujący głos kobiecy. Klimatu charakterystycznego kinu grozy dopełniają znakomite "To The Cellar" i "Alfred In The Crypt". "Nieustraszeni Pogromcy Wampirów" nie jest ścieżką na miarę "Draculi" Kilara. Ujmując ją w aspekcie gatunkowym, zarówno potencjał jak i rozmach są dużo skromniejsze. Komeda czyni muzykę delikatną i oszczędną, podpartą charakterystycznymi chórami, na których buduje swoisty klimat tajemniczości. Co charakterystyczne, kompozytor podobnie jak Polański w swoim obrazie, bawi się konwencją muzyczną. Serwuje nam wiele elementów właściwych muzycznej oprawie kina grozy, ale nie zachowując przy tym stanu śmiertelnej powagi i klimatycznej konsekwencji. Wiele scen ilustruje także motywami wesołymi, lirycznym i radosnymi, oddając bardzo udanie parodiowość i charakterystyczną sielskość tego filmu. Dobra ścieżka muzyczna współgra z obrazem i wzbogaca go o nowe doznania estetyczne. Taka jest też muzyka Komedy, która świetnie wywiązuje się z dopełnienia pastiszowej formuły filmu. Do tego, podobnie jak większość dokonań tegoż kompozytora, jest muzyką wpadającą w ucho, melodyjną, nie dającą o sobie zapomnieć, będącą nieodzowną i chlubną częścią filmowego dzieła. Myślę, iż przymiotnik "piękna" w całości oddaje oblicze ścieżki Komedy, napisanej z jazzową fantazją, liryczną głębią i chłodnym powiewem muzycznego kanonu kina grozy. |
![]() |
|
![]() |