FLY, THE

MUZYKA: Howard Shore
ROK PRODUKCJI: 1986
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 37:45 min.


01. MAIN TITLE
02. PLASMA POOL
03. THE LAST VISIT
04. STATHIS ENTERS
05. THE PHONE CALL
06. SETH GOES THROUGH
07. RONNIE COMES BACK
08. THE JUMP
09. SETH AND THE FLY
10. PARTICLE MAGAZINE
11. THE ARMWRESTLE
12. BRUNDLEFLY
13. RONNIE'S VISIT
14. THE STREET
15. THE STAIRS
16. THE FINGERTIPS
17. BABOON TRANSPORTATION
18. THE CREATURE
19. STEAK MONTAGE
20. THE MAGGOT
21. FLY GRAPHIC
22. THE ULTIMATE FAMILY
23. FINALE



Howard Shore ostatnimi czasy stał się bardzo znanym i rozchwytywanym kompozytorem, a to za sprawą stworzenia genialnej muzyki do trylogii "Władcy Pierścieni" (2 statuetki Oscara). Shore bardzo lubi współpracować z reżyserem Davidem Cronenbergiem - napisał muzykę do 10 jego filmów, a liczba ta zapewne będzie wzrastać... "Mucha" (znakomity remake klasycznego horroru z 1958 roku) to zdecydowanie jedno z najbardziej owocnych dokonań obojga. Jak wygląda soundtrack? Mamy 23 ścieżki, większość jest dość krótka (rzadko utwór przekracza długość 2 minut), a całość trwa około 38 minut i wykonuje ją The London Philharmonic Orchestra. W drugim utworze ("Plasma Pool") można usłyszeć coś na wzór motywu przewodni (całkiem niezłego motywu), który później występuje w różnych utworach. Zaś jeśli chodzi o całość - nie potrafię jednoznacznie jej opisać. Jeśli chodzi o brzmienie - jest mało charakterystyczne i trudne do skojarzenia z samym filmem. W tym wszystkim pomaga wspomniany wyżej motyw przewodni, który można usłyszeć stosunkowo często. Niemniej jednak wszystkie utwory stanowią zwartą kompozycję, bardzo niepokojącą i klimatyczną. Słuchałem także muzyki z drugiej części filmu, i - podobnie jak sequel - podobała mi się trochę bardziej. Czyli w skrócie ujmując - można powiedzieć, że muzyka z części pierwszej jest dobra, zaś z "dwójki" - bardzo dobra. Ogólnie jest to bardzo smutny i pesymistyczny soundtrack, wywołujący pewnego rodzaju refleksje, a nawet pewnego rodzaju wzruszenie i współczucie (podobnie jak sam film, a szczególnie ostatnia scena, gdy Brundle wypada z kapsuły). Cała muzyka, wszystkie kompozycje stworzone przez pana Shore, są doskonałym uzupełnieniem filmu oraz świetnie budują niespokojną atmosferę tego makabrycznego, ale jakże genialnego i kultowego dzieła Cronenberga. Nie wątpię, że komu spodobał się film, temu do gustu przypadnie także muzyka.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI