FLYBOYS

MUZYKA: Trevor Rabin
ROK PRODUKCJI: 2006
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 48:05 min.


01. MAIN TITLE
02. TRAINING MONTAGE
03. CASSIDY FUNERAL
04. WE'RE OUT OF GAS
05. THE LAST BATTLE
06. DOGFIGHT
07. RAWLINGS AND LUCIANE FLY
08. RAWLINGS AND LUCIANE
09. THE PLANES ARRIVE
10. ID THE PLANES
11. THE CUFFS ARE OFF
12. HAVE TO GET LUCIANE
13. HEROES
14. BATTLE HYMN
15. BLACK FALCON
16. BRIEFING ROOM



Trevor Rabin zawsze był jednym z moich ulubionych kompozytorów filmowych. Jego kompozycje przeważnie łączą w sobie potężne orkiestralne brzmienie z dynamizmem i dużą dawką tzw. muzycznego "powera". Przynajmniej te najbardziej znane, że tylko wymienię "Bad Boys II", "Bad Company", "Remember the Titans", "Armageddon", "Con Air" (współpraca z Markiem Manciną) czy "Enemy of the State" (współpraca z Harrym Gregsonem-Williamsem). Filmu "Flyboys" jeszcze nie widziałem, ale sam temat - przygody eskadry lotników podczas I Wojny Światowej - wydawał się mieć niesamowity potencjał na rozpisanie go na potężną, dynamiczną partyturę, pełną emocji i wrażeń. Niestety, tak się nie stało, a opisywaną poniżej ścieżkę należy uznać za wpadkę Rabina. Kompozytor postawił na zupełnie inne nuty oraz, co raczej jest ważniejsze, rozpisał całość byle jak - ma się wrażenie, że to po prostu kolejna chałtura, którą trzeba było odwalić, by zaliczyć pokaźny czek.

Przez cały czas słuchania kompozycji Rabina miałem nieodparte wrażenie deja vu, które potwierdziłem spoglądając na recenzję tej ścieżki dźwiękowej na jednej ze stron dotyczących muzyki filmowej - kompozytor przerobił swoje własne motywy z "American Outlaws" i "The Great Raid", a całość jest bardzo podobna do "Patrioty" Johna Williamsa, choć i tak nie do końca. Główny motyw bowiem kojarzy mi się jeszcze z czymś innym, ale nie mogę dociec z czym... W każdym razie paranoja mi nie grozi, skoro fachowcy również zauważają te kalki ;).

Przejdźmy do samej ścieżki. Rabin oparł ją na melodyjnym brzmieniu czerpiącym dość mocno z muzyki celtyckiej i irlandzkiej. Kilka motywów uatrakcyjnił brzmieniem fleta, werbli czy fortepianu. Rozpisał to na orkiestrę dętą, popełnił tylko ten błąd, że zdaje się o tym fakcie czasami zapominał i jedynie połowicznie wykorzystał jej możliwości. Są też, jak ja je nazywam, "anielskie chórki", które generalnie pięknie urozmaicają każdy wojenny soundtrack, lecz w tym wypadku dosyć skutecznie utrudniały skupienie się na nim. Całość rozpisana na modłę patriotyczną, czasem nawet aż za bardzo, ponieważ cała ścieżka jest niezmiernie optymistyczna, co samo w sobie złe nie jest, ale w muzyce ilustrującej film wojenny o lotnikach mogłoby się znaleźć trochę miejsca dla smutku czy refleksji. Nawet w utworze o wymownym tytule "Cassidy Funeral" nie ma tych akcentów, jakby były one czymś nie do zaakceptowania. A poza tym wszystko to jest takie usypiająco spokojne... i nawet jeśli pojawia się zalążek czegoś szybszego, to zaraz zostaje przytłoczony powrotem do sprawdzonego "powolnego optymizmu", jakby Rabin sam siebie ograniczał.

Motyw główny, jak to motyw główny - powinien się czymś wyróżniać i być reprezentatywny względem całej kompozycji. I tak w sumie jest - ładny, melodyjny, spokojny, można powiedzieć, że płynący - tylko, że pojawia się praktycznie na każdym kawałku i po iluś aranżacjach wydaje się jakby Rabin nie miał pomysłu na całość, dlatego zbudował większość swojej kompozycji wokół tego jednego, całkiem ładnego motywu, który niestety na tym traci. I dlatego takie utwory jak "Rawlings and Luciane Fly", "Battle Hymn", "Cassidy Funeral" czy nawet najlepsze na płycie "The Last Battle" i "Heroes" są w zasadzie mniejszą lub większą kalką przewijających się przez całą płytę akcentów. No i, jak pisałem wcześniej, większość tej partytury jest nieznośnie powolna i w rezultacie mdła.

W zasadzie poza paroma utworami nie ma tu co opisywać. Zajmę się więc chlubnymi wyjątkami. Jeśli pominąć "Main Title" z co rusz zaznaczanym motywem przewodnim, który po odsłuchaniu całej ścieżki każdemu już się przeje, to nie pozostaje wiele wartych czasu utworów: "Training Montage" - flecik i werble wprowadzają fajny klimat kojarzący się m.in. z "Wielką Ucieczką", i jest to fajnie przemieszane z orkiestralnymi wstawkami. To początek ścieżki, więc motyw główny jeszcze nie przeszkadza i kawałek ten jest bardzo pozytywnym wprowadzeniem do płyty. Niestety im dalej, tym gorzej. Pojawia się jedynie kilka przerywników sugerujących, że to film wojenny: utwór "The Last Battle" przez pierwszą część jest przearanżowanym motywem głównym, lecz już od połowy robi się ciekawiej i przede wszystkim szybciej. Jest to mix wszystkiego, co w tym soundtracku najlepsze, włącznie z fletem, werblami i potężną aranżacją motywu przewodniego, rozpisaną na orkiestrę dętą. Dokładnie tak samo sprawa się ma z "Heroes". "Dogfight" jest dosyć szybkim utworem, ale wszystko to, co sobą prezentuje, można usłyszeć w lepszej wersji, we wspomnianym już "Heroes", a poza tym od połowy robi się spokojnie i wrażenie z pierwszej części utworu szybko mija. Tak samo można w sumie podsumować "Black Falcon". Jest to w sumie taka dosyć nieciekawa tendencja tej kompozycji: początek wolny, koniec szybki albo na odwrót. Można jeszcze na koniec wspomnieć o całkiem ładnej aranżacji z "Battle Hymn". I to tyle. Reszta pozostaje milczeniem, bo jest po prostu miałka, wtórna i nudna.

Niestety muzykę z filmu "Flyboys" można dość akuratnie podkreślić jednym tylko słowem: przeciętna. Trevor Rabin nie postarał się tym razem i wyszła mu wtórna i mdła aranżacja, która może i sprawdza się dobrze w filmie (choć z tego co czytałem również średnio), ale jako osobny twór jest po prostu nudna i nie wnosi nic ciekawego. Szkoda trochę takiego tematu, bo w klimatach wojennych można się pokusić o naprawdę wiele. Połówkę gwiazdki dodaję za to, że jednak słyszałem kilkukrotnie znanego mi Rabina ("Heroes") i jego kompozycja jest w kilku miejscach ładną muzyką ilustracyjną, ale trzech już wystawić z czystym sumieniem nie mogę, bo się po prostu nie należy.

Ocena:
Autor recenzji: Dariusz Kuźma - BEOWULF
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI