
FREDDY VS. JASON - SCORE
MUZYKA: Graeme Revell ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 42:30 min.
Dwie legendy kina spod znaku slasher-movie i gore - Freddy Krueger (seria "Koszmar z Ulicy Wiązów") i Jason Voorhees (seria "Piątek 13-tego") - za sprawą reżysera Ronny'ego Yu spotykają się razem na ekranie. Bynajmniej nie działają wspólnie, ale stają przeciwko sobie. Długo czekałem na ten film i się nie rozczarowałem - bowiem "Freddy vs. Jason" okazał się dla mnie obrazem rewelacyjnym. Nie jest to kino tzw. "ambitne", nie jest to film dla wszystkich. Większość i tak uzna go za średni lub nawet nędzny film. Ale nie ja :) "Freddy vs. Jason" to film przeznaczony przede wszystkim dla fanów tych dwóch jakże znanych serii i dla fanów postaci - zarówno Jasona jak i Freddy'ego. Ten film to połączenie dwóch legend, połączenie zrealizowane doskonale. A oprawa muzyczna autorstwa Graeme Revella jest według mnie bez dwóch zdań genialna. Postanowiłem napisać dość obszerną recenzję, gdyż od czasu "Matrix Reloaded" żaden soundtrack nie rzucił mnie tak na kolana i nie zawładnął mną bez reszty. Tak - kompozytor Graeme Revell przeszedł samego siebie... Niewiele ścieżek pana Revella miałem okazję słuchać: "Negotiator", "Titan A.E.", "Red Planet", "The Craft", świetne "The Crow" i "The Crow: City Of Angels"... Ostatnio moje zaufanie do tego kompozytora troszkę spadło po dość średniej i miejscami wręcz słabej muzyce do "Collateral Damage". Ale oto kompozytor powraca, w pełni chwały, tworząc najlepszą ze wszystkich jego partytur których miałem okazję słuchać. Tworzy partyturę genialną. Może zanim zacznę pisać cokolwiek o muzyce - małe ostrzeżenie - w tekście znajdują się spojlery zdradzające niektóre kluczowe fragmenty filmu. Zaczynamy... "The Legend" to kompozycja pochodząca z filmowego prologu - gdzie Freddy Krueger pokrótce opowiada historię swojego życia przed jak i po śmierci. Złowroga muzyka z głośnymi wstawkami. Już tutaj możemy usłyszeć motyw przewodni filmu - dokładnie od 35. sekundy. Temat ten będzie dość często gościł na całym soundtracku. W utworze "The Legend" brakuje tylko charakterystycznego motywu z serii "Friday the 13th", jakby tajemniczy, złowrogi odgłos - w filmie w momencie, gdy pierwszy raz pokazana jest maska hokejowa Jasona. Na szczęście ów motyw będzie słyszalny na płycie później - konkretnie dwa razy. "The House Of Elm Street" to niesamowicie tajemniczy i mroczny kawałek, przybycie Jasona na ulicę Wiązów oraz przedstawienie w filmie słynnego domu z numerkiem "1428". "Girl With No Eyes" - zdecydowanie jeden z najlepszych utworów na całej płycie, z momentu, gdy główna bohaterka - Lori - przypomina sobie na komisariacie nazwisko Freddy Krueger, po czym widzimy jej pierwszy koszmarny sen. Klasyczny kawałek mrożący krew w żyłach, ze świetnymi skrzypcami i pianinem. Głośne wstawki robią swoje, znów pojawia się motyw przewodni. Słuchając tej ilustracji w nocy, ze słuchawkami na uszach, serce może podskoczyć do gardła! Do tego pod koniec pojawia się słynna wyliczanka z "Koszmarów" ("One, two, Freddy's coming for you...") - rzecz niesamowita, zabieg kapitalny. Podczas oglądania filmu trochę się bałem, że wyliczanka nie znajdzie się na ścieżce dźwiękowej - na szczęście się nie zawiodłem. 5 kolejnych utworów to kontynuacja i świetne rozwinięcie fragmentów słyszalnych w trzech poprzednich, jak i fragmenty zupełnie nowe. Kompozytor wciąż nie daje słuchaczom chwili wytchnienia - non-stop czuć grozę, niesamowity klimat i tajemniczość. I tak aż do utworu nr 9 - kolejnej, jednej z najlepszych kompozycji na płycie, czyli "Jason's Surprise Attack" (akcja w szpitalu psychiatrycznym). Zaczyna się wspomnianym już na początku słynnym tematem z serii "Piątek 13-tego" (autor muzyki: Harry Manfredini), potem mamy dynamiczną kompozycję oraz świetne, przeszywające dźwięki. W 1. minucie i 40. sekundzie zaczyna się chyba najlepszy fragment z całej partytury - głośna, jakby chaotyczna muzyka z jednego z najlepszych momentów w filmie (Jason wywala drzwi po czym idzie w stronę Freddy'ego, ten rzuca kapitalnym tekstem "Come To Freddy!"). Szczególnie rewelacyjny jest pokład w postaci jakby metalowych, rytmicznych uderzeń. Około 2. minuty i 20. sekundy mamy uspokojenie (świetny jest efekt bicia serca w tle), gdyż oto Jason zasypia i przenosi się do świata Freddy'ego... Kontynuacją "Jason's Surprise Attack" jest właśnie "Jason's First Dream", choć w stosunku do filmu skrócony (brak ilustracji z całego, pierwszego pojedynku Freddy vs. Jason - w śnie). Kawałek numer 10 kończy znów charakterystyczny odgłos z "Piątku 13-tego". Nr 11 - "Stoner Creature" - to całkowita zmiana klimatu, jak najbardziej potrzebna w tym momencie, aby uspokoić nieco słuchaczy :) W sumie chronologicznie ten utwór powinien być przed "Jason's Surprise Attack", no ale w tym miejscu pasuje jak najbardziej, aby ochłonąć i zrobić sobie małą przerwę od natłoku wrażeń :) "Stoner Creature" to spokojna melodia wygrywana na gitarze, perfekcyjnie pasuje do momentu, gdy jednemu z bohaterów po wypaleniu "skręta" objawia się Freddy w postaci... trochę śmiesznego stworka :) Spokój muzyczny nie trwa długo - groza bowiem znów atakuje w "Freddy's Dream World" i "Jason Unmasked". Krótki odpoczynek mamy przy "In The Library" (znów małe zaburzenie chronologii), z momentu, gdy dwaj bohaterowie - Will i Mark - oglądają w bibliotece gazety piszące o tragicznych wydarzeniach sprzed 4 lat na Ulicy Wiązów. "Freddy Gets Young Jason" to ilustracja jednych z najważniejszych wydarzeń. Freddy męczy małego Voorhessa w snach (konkretnie topi go w jeziorze Crystal Lake), w 1. minucie i 19. sekundzie mamy okazje usłyszeć kompozycję, która pojawia się w pierwszych minutach filmu, gdy na ekranie gości napis "New Line Cinema" - tuż przed pojawieniem się tytułu. "Wake Up Lori" - uderzające brzmienie, znowu kapitalne skrzypce, częsta zmiana linii melodycznej - czyli próba wydostania się głównej bohaterki ze snu i oczywiście wyciągnięcie też ze snu Kruegera. I tak też się dzieje, w utworze "Freddy in the Real World" - szybki, ostry, gitarowy kawałek, spotkanie się dwóch legend slaher-movies w realnym świecie, zaczyna się wielki pojedynek. Ten utwór cały czas przyspiesza, tak samo jak akcja w tym filmie. Freddy i Jason walczą, końcówka pojedynku odbywa się na molo - z tego fragmentu mamy całą kompozycję "Fight On The Dock". 30. sekunda - krótka chaotyczna kompozycja z momentu, gdy Jason traci palce i inicjatywę w walce przejmuje Freddy. 1. minuta i 9. sekunda - Krueger wbija swoje ostrza w oczy Jasona. Co ciekawe - mamy tu zasadę jakby lekkiego kontrastu, kompozytor zastosował kompozycję lekko dramatyczną. Podobnie jest w 1. minucie i 38. sekundzie - gdy Jason urywa rękę Freddy'emu, a ten przebija Voorhessowi maczetą serce. Tutaj muzyka już osiąga jakby apogeum dramatyczności, paradoksalnie melodia brzmi tak, jakby walczyli i ginęli jacyś wielcy bohaterowie, a przecież właśnie zabijają się jedni z największych morderców w historii kina :) Wybuch nad jeziorem, potężna eksplozja... wydaje się że to już koniec. Nic bardziej mylnego - "Freddy Expires" to powrót na molo Kruegera. Napięcie muzyczne rośnie i... 1. minuta i 7 sekunda - zmiana linii melodycznej, bo oto Jason resztkami sił wyłania się z Jeziora i przebija Freddy'ego jego własną ręką z ostrzami... 1. minuta i 45. sekunda - kolejna zmiana linii melodycznej, Krueger traci głowę i wpada do jeziora... Wszystko zilustrowane przez kompozytora rewelacyjnie. Został już tylko ostatni utwór na płycie - "Is It Ever Over?". Zaczyna się smutną melodią (Jason tonie w Crystal Lake), szkoda jedynie, że tak krótką... Dalej mamy jakby bardziej optymistyczne rozwinięcie, ale nie do końca - kolejne załamanie muzyki - podobnie jak w akcji w filmie - i w 1. minucie i 6. sekundzie mamy świetną, bębenkową kompozycję - bo oto właśnie z jeziora wyszedł Jason i trzyma w ręku głowę Freddy'ego... Ostatnie ujęcie w filmie, głowa Kruegera puszcza oczko w stronę widza i słychać słynny motyw z "A Nightmare On Elm Street" (skomponowany przez Charlesa Bernsteina). Niestety - tego krótkiego fragmentu nie ma na soundtracku - wielka szkoda, bo to idealne zakończenie całej genialnej partytury pana Revella. To także trochę niezrozumiałe, bo skoro wytwórnia New Line Cinema ma prawa do obu serii - co zaszkodziło umieścić ten fragment muzyczny na ścieżce dźwiękowej...? Tym bardziej, że ta króciutka kompilacja pojawia się także na samym początku filmu - przy znaczku New Line Cinema. Uff, to tyle jeśli chodzi o poszczególne utwory i ich dopasowanie (doskonałe zresztą) do filmu. Jest jeszcze kwestia braków, ale o tym za chwilę. W tym miejscu chciałbym napisać co nieco o samej konstrukcji muzycznej. Graeme Revell w sumie nie ma większego doświadczenia jeśli chodzi o muzykę do filmów grozy. Tym większe należą mu się brawa za stworzenie tak doskonałej ilustracji czysto horrorowej. Muzyką do "Freddy vs. Jason" prześcignął wielu kompozytorów obracających się tylko lub głównie w tym właśnie gatunku filmowym. Ilustracja najnowszego filmu Ronny'ego Yu jest pełna fragmentów mrożących krew w żyłach. Pełna klasycznych dla horroru zabiegów muzycznych, jak np. głośne, niespodziewane wstawki, tajemnicze, bardzo klimatyczne fragmenty czy takie, podczas których aż ciarki przechodzą słuchaczom po plecach. Oczywiście nie mogło zabraknąć tutaj nawiązań do serii "Koszmarów" i "Piątków". Jeśli chodzi o te pierwsze - niektóre fragmenty mogą się kojarzyć z kompozycją Charlesa Bernsteina (piersza część "A Nightmare On Elm Street") oraz kompozycjami do kolejnych części (różni autorzy muzyki). Jeśli zaś chodzi o "Piątki" - bardzo często w filmie pojawia się wspomniany już powyżej charakterystyczny fragment, jakby złowrogi odgłos - gości on chyba w każdej odsłonie "Friday th 13th", skomponowany przez Harry'ego Manfredini. Ta specyficzna kompozycja pasuje w "Freddy vs. Jason" perfekcyjnie. Poza tym widać odwołania pana Revella do innych horrorów. I bynajmniej nie chodzi tutaj o konkretne tytuły, ale niektóre fragmenty partytury z pewnością były słyszalne w niejednym horrorze. Graeme Revell połączył to, co najlepsze, zebrał wszystko razem, "zjednoczył", wykorzystał sprawdzone schematy i całość napisał na nowo - i tak powstała kompozycja genialna. Genialna zarówno pod względem dopasowania w filmie, jak i genialna jeśli chodzi o muzykę (i jej konstrukcję) do filmów grozy. No i skoro napomknąłem o brakach - czas ten wątek rozwinąć. Szczególnie na scorze brakowało mi kapitalnego utworu z akcji na polu kukurydzy. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie znalazł się na tym wydaniu. W tym fragmencie filmu, zanim płonący Jason wychodzi z pola kukurydzy - na imprezie gra fajna muzyka techno-rave, której z kolei nie uświadczymy na składance (także już opisanej w dziale). Trochę drażni fakt, że jeśli chodzi o ilustrację muzyczną - całkowicie pominięto filmowe wydarzenia na polu kukurydzy (tym bardziej że jest to jeden z najlepszych fragmentów filmu). Za to muzyka ze snu jednej z bohaterek (właśnie na polu) jest na płycie... Na koniec pozostaje jeszcze kwestia oceny. Cóż - już na początku recenzji pisałem, że od czasu "Matrix Reloaded" żaden soundtrack nie zawładnął mna bez reszty. Tak, jak zrobiła to ścieżka dźwiękowa z "Freddy vs. Jason". Wcześniej jeszcze na kolana powalił mnie "Makrokosmos" Bruno Coulaisa. A teraz narracja muzyczna Graeme Revella... Płyty przesłuchałem już kilkanaście (a może więcej...) razy - czasami kilka z rzędu. I powiem tak: muzyka zarówno w filmie jak i na płycie - dla mnie bez wątpienia 5 gwiazdek. Samo wydanie - gwiazdek 4 - z powodu tych wszystkich braków opisanych w całym tekście. Nie są to może jakieś znaczące braki, bo w sumie wszystko to, co najważniejsze - jeśli chodzi o muzykę instrumentalną - znajduje się na tym wydaniu (no może prócz tej króciutkiej, końcowej i początkowej melodii z "Koszmaru..."), no ale brak to brak. I dlatego moja końcowa ocena to 4,5/5, z początku chciałem zrobić wyjątek - ten jeden jedyny raz, no ale niestety muszę odjąć co nieco za drobne niedopatrzenia tego wydania. Szkoda. I mimo, iż pod recenzją widnieją 4 gwiazdki - score z "Freddy vs. Jason" uważam za zdecydowanie jedną z najlepszych ilustracji muzycznych jakie powstały na potrzeby horroru. |
![]() |
|
![]() |