
FREE WILLY 3: THE RESCUE
MUZYKA: Cliff Eidelman ROK PRODUKCJI: 1997 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 29:10 min.
Kompozytorem muzyki do dwóch pierwszych części "Free Willy" był Basil Poledouris. Tym razem zadanie to powierzono Cliff'owi Eidelman'owi, który podzielił swoją kompozycję na dwanaście, stosunkowo krótkich tematów scenicznych. Pierwszy kawałek "Main Title" nie prezentuje niczego specjalnie wyszukanego. Po prostu muzyka filmowa w dość przeciętnym wykonaniu, która zawiera mało oryginalne i niezbyt trafne zmiany brzmienia. Cliff Eidelman próbuje nas nawet czymś zaskakiwać, jednak nie wychodzi mu to zbyt dobrze, a jedyny pozytywny aspekt w tym utworze to bardzo dynamiczne bębenki. W moim przekonaniu to jednak zdecydowanie za mało... Utwór drugi - "Awakening" zaczyna się bardzo ładnie. Niestety - im dalej, tym gorzej, ponieważ pan Eidelman od około 50 sek. zaczyna stosować bardzo dziwne instrumentarium, które mnie osobiście zupełnie nie odpowiada, i które sprawia, że muzyka brzmi po prostu nijako. Później pojawiają się nawet elementy smyczkowe oraz jakiś beznadziejny, dziwaczny sposób budowania napięcia, osiągający apogeum około trzeciej minuty. U mnie zamiast wywołać lekki dreszczyk lub chociaż minimalny przypływ adrenaliny, pojawiło się zażenowaniae... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten sposób interpretacji kontynuowany jest w dalszym ciągu utworów. Z tego powodu niektóre fragmenty są najwyżej przeciętne, a cała pozostała reszta - z jednym wyjątkiem, o którym później - jest po prostu bardzo słaba. Wszechobecny jest ten nib-motyw przewodni o niezwykle dziwnym, fletowym instrumentarium, do którego podobnie jak w przypadku "Awakening" Cliff Eidelman uparcie powraca i na nim opiera cały podkład muzyczny. Partie smyczkowe, które są moim ulubionym elementem orkiestralnym, i na które zawsze zwracam baczną uwagę przy przesłuchiwaniu i recenzowaniu ścieżek, tutaj prezentują stosunkowo niski poziom. Chyba nawet lepiej, gdyby ich nie było w ogóle... Kompozytor chciał zapewne w niektórych tematach zwrócić uwagę słuchacza na morze, wywołać wyobrażenie głębi oraz niezbadanej i nieprzebytej przestrzeni. I rzeczywiście w pewnych miejscach można doszukać się takich elementów, czasami w postaci różnorakich odgłosów, które jednak znowu okazały się kompletną klapą. Podobnie jak sposób budowania napięcia bądź zaskakiwania słuchacza jakimiś zwrotami w muzycznej interpretacji. Muzyka straszy, ale wykonaniem. W tych elementach muzycznego fachu daleko jeszcze Cliff'owi Eidelman'owi do takich kompozytorów jak choćby Jerry Goldsmith, który w znakomity sposób manipuluje nastrojem słuchacza. Pomysł pana Eidelman'a na stopniowe budowanie klimatu i oczekiwania to po prostu nagłe zwiększenie głośności muzyki... A to z całą pewnością nie jest skuteczna metoda, która spowodowałaby jakiegokolwiek emocjonalne odczucia. Może jedynie poza zniechęceniem... Jedyną okolicznością łagodzącą jest fakt, że "Free Willy 3" skierowany jest do stosunkowo młodej części widowni. Mimo tego, nie ma najmniejszych podstaw ku temu, aby traktować ten krążek w jakiś wyjątkowy sposób, a opisane przeze mnie wcześniej elementy, również i w tego rodzaju muzyce powinny być solidnie wykonane. Niestety, ale ścieżka dźwiękowa do tego filmu zupełnie do mnie nie przemawia. Nie wywołała u mnie żadnych refleksji.. Uważam, że jest słabą, skupiającą się na dziwnym instrumentarium narracją. Jedyny plus jaki udało mi się na tej płycie wyszukać, to ładna kompozycja "A New Family", która poziomem wykonania zostawia daleko w tyle pozostałe utwory na tej ścieżce. Szkoda, że tylko ona prezentuje się w miarę przyzwoicie. Niestety, po niej usłyszałem ponownie to dziwne instrumentarium, które mnie już zupełnie zniechęciło... To moim zdaniem najsłabsza ilustracja całej trzyczęściowej serii. |
![]() |
|
![]() |