FURIA

MUZYKA: Brian May
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: EMI Records
CZAS TRWANIA: 46:03 min.


01. FURIA THEME - OPENING TITLES
02. FIRST GLANCE (SOLO FLUTE)
03. LANDSCAPE
04. TANGO: "CUESTA ABAJO" (Manuel Cedron)
05. THE MEETING (SOLO GUITAR)
06. FIRST KISS
07. STORM
08. PHONE
09. PURSUIT
10. DINER
11. APPARITION
12. ARREST
13. FATHER AND SON
14. AARON
15. FIRE
16. GUN (SOLO VERSION)
17. REGGAE: "BIRD IN HAND" (Lee Scratch Perry)
18. KILLING
19. ESCAPE
20. GO ON
21. DREAM OF THREE
22. ALTERNATIVE GUN (bonus track)



O filmie "Furia" mało co słyszałem, a w ogóle nie było dane mi go ogladać. Za to o muzyce słyszałem dużo, a teraz mogę cieszyć się jej zawartością. A jest czym :) Zaczyna się od cytatu z filmu, niestety wymawianego po francusku, więc guzik zrozumiałem (to jedyny minus płyty, bo cytatów jest sporo), a potem dostajemy szybkie i mocne uderzenie, które jednak nie daje nam się sobą nacieszyć, gdyż od razu przechodzi w spokojniejsze tonacje, ale potem znowu przybiera na sile. To "Furia Theme" - najdłuższy kawałek na krążku i jeden z lepszych. Potem wchodzi jeden z motywów przewodnich - "First Glance" i jeden z "bohaterów" tej partytury - flet, którego w całej muzyce jest sporo, a utwory, w których występuje, jak choćby ten czy następny w kolejności ("Landscape"), są z reguły spokojne i nieco melanchonijne, ale bez przesady. Potem mamy mały "przerywnik" w muzyce pana Maya, bo przygrywa nam tu tango, a ściślej "Cuesta Abajo" - słucha się tego miło, ale to już było i z niecierpliwością przechodzimy dalej. A dalej także mamy sporo cichej muzyki, tym razem jest to solowa gitara w utworze "The Meeting" oraz absolutna rewelacja, jeden z piękniejszych według mnie utworów na płycie, w którym także słychać dużo fletu - "First Kiss". Utwór ten jest stosunkowo krótki (2 minuty), ale bardzo bardzo ładny i radosny, a nawet, co w konfrontacji z tytułem nabiera sensu, figlarny i zalotny. Tuż po nim przychodzi prawdziwa burza, czyli utwór "Storm". Jest to ciężkie, mocne granie, które niepokoi i trzyma w napięciu. Potem jednak sytuacja ponownie odwraca się o 180 stopni i znowu słyszymy rytmy radosne. I tak mniej więcej przez całą płytę, jednakże uspokajam, że nie jest to nużące, czy irytujące, tym bardziej, że utwory długością nie grzeszą i ani na chwilę płyta nie traci poziomu. Z lepszych kawałków warto zwrócić uwagę na dynamiczny i mocny "Pursuit", śliczny "Apparition", który wykorzystuje motyw przewodni, ale wzmocniony dodatkowo kobiecym głosem; mroczny "Arrest" - nieco przytłaczający kawałek, "Gun" - pełen cierpienia i bólu wygrywanego na osamotnionych skrzypcach utwór, mocne "Killing" - tym mocniejsze, że zakończone strzałami z filmu (można podskoczyć w fotelu) oraz uzupełniające go "Escape" z niesamowitą elektryczną gitarą w tle. Mamy jeszcze bonus: alternatywną wersję "Gun", która jest według mnie ciut gorsza od pierwowzoru, ale wciąż dobra. Z minusów płyty, poza francuskimi cytatami, wymienię wszystkie przerywniki, czyli wspomniane tango, a także "Reggae: 'Bird In Hand' " i "Dream Of Thee". Te trzy utwory / piosenki zupełnie zatracają dla mnie klimat płyty i obniżają nieco ocenę. Jednakże całość wciąż pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Z czystym sercem (i portfelem, bo płytę dość trudno w Polsce nabyć :) polecam wszystkim.

Ocena:
Auto recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI