
FURIA
MUZYKA: Brian May ROK PRODUKCJI: 2000 WYTWÓRNIA: EMI Records CZAS TRWANIA: 46:03 min.
O filmie "Furia" mało co słyszałem, a w ogóle nie było dane mi go ogladać. Za to o muzyce słyszałem dużo, a teraz mogę cieszyć się jej zawartością. A jest czym :) Zaczyna się od cytatu z filmu, niestety wymawianego po francusku, więc guzik zrozumiałem (to jedyny minus płyty, bo cytatów jest sporo), a potem dostajemy szybkie i mocne uderzenie, które jednak nie daje nam się sobą nacieszyć, gdyż od razu przechodzi w spokojniejsze tonacje, ale potem znowu przybiera na sile. To "Furia Theme" - najdłuższy kawałek na krążku i jeden z lepszych. Potem wchodzi jeden z motywów przewodnich - "First Glance" i jeden z "bohaterów" tej partytury - flet, którego w całej muzyce jest sporo, a utwory, w których występuje, jak choćby ten czy następny w kolejności ("Landscape"), są z reguły spokojne i nieco melanchonijne, ale bez przesady. Potem mamy mały "przerywnik" w muzyce pana Maya, bo przygrywa nam tu tango, a ściślej "Cuesta Abajo" - słucha się tego miło, ale to już było i z niecierpliwością przechodzimy dalej. A dalej także mamy sporo cichej muzyki, tym razem jest to solowa gitara w utworze "The Meeting" oraz absolutna rewelacja, jeden z piękniejszych według mnie utworów na płycie, w którym także słychać dużo fletu - "First Kiss". Utwór ten jest stosunkowo krótki (2 minuty), ale bardzo bardzo ładny i radosny, a nawet, co w konfrontacji z tytułem nabiera sensu, figlarny i zalotny. Tuż po nim przychodzi prawdziwa burza, czyli utwór "Storm". Jest to ciężkie, mocne granie, które niepokoi i trzyma w napięciu. Potem jednak sytuacja ponownie odwraca się o 180 stopni i znowu słyszymy rytmy radosne. I tak mniej więcej przez całą płytę, jednakże uspokajam, że nie jest to nużące, czy irytujące, tym bardziej, że utwory długością nie grzeszą i ani na chwilę płyta nie traci poziomu. Z lepszych kawałków warto zwrócić uwagę na dynamiczny i mocny "Pursuit", śliczny "Apparition", który wykorzystuje motyw przewodni, ale wzmocniony dodatkowo kobiecym głosem; mroczny "Arrest" - nieco przytłaczający kawałek, "Gun" - pełen cierpienia i bólu wygrywanego na osamotnionych skrzypcach utwór, mocne "Killing" - tym mocniejsze, że zakończone strzałami z filmu (można podskoczyć w fotelu) oraz uzupełniające go "Escape" z niesamowitą elektryczną gitarą w tle. Mamy jeszcze bonus: alternatywną wersję "Gun", która jest według mnie ciut gorsza od pierwowzoru, ale wciąż dobra. Z minusów płyty, poza francuskimi cytatami, wymienię wszystkie przerywniki, czyli wspomniane tango, a także "Reggae: 'Bird In Hand' " i "Dream Of Thee". Te trzy utwory / piosenki zupełnie zatracają dla mnie klimat płyty i obniżają nieco ocenę. Jednakże całość wciąż pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Z czystym sercem (i portfelem, bo płytę dość trudno w Polsce nabyć :) polecam wszystkim. |
![]() |
|
![]() |