
GANGS OF NEW YORK
MUZYKA: Howard Shore, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Interscope CZAS TRWANIA: 56:55 min.
"Gangs Of New York" - najnowsze dzieło Martina Scoresese, reżysera takich kultowych pozycji jak "Taksówkarz" czy "Przylądek Strachu". Film dopiero wejdzie na polskie ekrany kinowe, ale teraz już można powiedzieć, że bije sukcesy w USA. Reżyser dostał statuetkę Złotego Globu, film jest nominowany w wielu kategoriach do najbardziej prestiżowej nagrody w tej dziedzinie - czyli Oscara (m.in. za najlepszy film). Płyta z muzyką to składanka zawierająca utwory różnych wykonawców, lecz bardzo dużo jest tu kawałków instrumentalnych. Jednakże jako całość - jest to składanka niezwykle oryginalna i niezwykle dobra. A decyduje o tym fakt, że prawie wszystkie utwory na tym krążku są świetne i w sumie prawie wszystkie mi się podobały. Przede wszystkie trzy zróżnicowane kompozycje Howarda Shore (3 razy "Brooklyn Heights"), które momentami mogą przypominać kompozycję do "Władcy Pierścieni", czyli poprzednie wielkie dzieło kompozytora (szczególnie utwór rozpoczynający płytę kojarzył mi się z partyturą do "Lord Of The Rings"). Nie ma co - wszystkie trzy kawałki pana Shore są znakomite. Idziemy dalej. "Dark Moon, High Tide" grupy Afro Celt Sound System - bardzo fajna melodia wygrywana na dudach, flecie i klarnecie. Potrafi urzec. "Gospel Train", czyli kawałek trzeci na płycie - przypomina trochę jakby afrykańskie rytmy, czyli powtarzający się bębenek i melodia wygrywana na fujarce - całkiem niezłe, ale na dłuższą metę może być nużące. Doszliśmy do kolejnego rewelacyjnego aspektu tej ścieżki dźwiękowej, czyli wspaniałej piosenki przewodniej grupy U2 - "The Hands That Built America". Piosenka ta już zdobyła nagrodę Golden Globe oraz nominowana została do Oscara - mam nadzieję, że wygra. Piosenka przewodnia z "Gangs Of New York" jest naprawdę świetna, zresztą jak wszystkie piosenki filmowe tej sławnej, irlandzkiej grupy, która tworzy niepowtarzalną, rewelacyjną i jedyną w swoim rodzaju muzykę. Jak Ci faceci to robią... 5 kawałek nie przypadł mi do gustu - zbyt długi, zbyt chaotyczny i z pewnością na dłuższą metę zbyt nużący. "Breakway" Sidney Stripling - świetny klimat odległych czasów, muzyka jakby z jakiegoś baru, puszczana jakby z gramofonu - naprawdę fajna, tylko trochę za bardzo monotonna. I dochodzimy do kolejnej rewelacji na krążku - genialnego utworu autorstwa Petera Gabriela, "Signal To Noise". Naprawdę piękna, smutna melodia, połączenie klasycznych instrumentów z elektroniką. Długi, pesymistyczny utwór, obok kompozycji Howarda Shore zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie. Dalej mamy świetny, melodyjny, humorystyczny i skoczny kawałek country - "New York Girls". Potem jest jakiś śpiew chóru - jakby niewolników czy więźniów - nic specjalnego, przynajmniej mi się raczej nie podobało. Numer 10 - "Dionysus" Jocelyn Pook (znanej głównie z kompozycji do filmu "Oczy Szeroko Zamknięte") - dość dobry i ciekawy kawałek z żeńskim głosem na pierwszym planie. "Morrison's Jig / Liberty" to kolejny jakby skoczny kawałek wygrywany na instrumencie strunowym - świetna, zabawna wręcz melodia, która przez dłuższy czas potrafi zagościć w pamięci słuchacza. Utwór "Durgen Chugaa" nie podobał mi się zupełnie, to coś a'la trzeci utwór na płycie, czyli coś w stylu afrykańskich rytmów, tyle, że w dużo gorszym wydaniu i nieco nie pasującym do całej reszty... Dalej jest piosenka Mauri O'Connell, "Unconstant Lover" - nieco uboga, ale to właśnie jej atut i to, co ją wyróżnia z całej reszty (głównie kobiecy śpiew, w podkładzie tylko melodia wygrywana na skrzypcach). I potem mamy kolejną, trzecią już skoczną, taneczną melodię ("Devil's Tapdance"), równie dobrą co dwie poprzednie ("New York Girls" oraz "Morrison's Jig / Liberty"). Numer 16 ("Beijing Opera Suite") to całkowita zmiana klimatu i stylu - tym razem japońskie rytmy, wygrywane na tradycyjnych japońskich instrumentach. Do tego śpiew - oczywiście w tym samym języku. Utwór ten nie za bardzo pasuje do całej reszty, do całej kompozycji, ale osobno jest jak najbardziej w porządku i jak najbardziej do posłuchania. Przedostatnia piosenka jest właściwie jeszcze bardziej uboga niż "Unconstant Lover", ponieważ tutaj możemy posłuchać tylko... kobiecego śpiewu. Nota bene bardzo ładnego śpiewu, jakby lamentu o wyraźnej linii melodycznej. Gdyby jeszcze dać jakiś podkład - powstałby naprawdę piękny utwór śpiewany, a tak jest "tylko" dobry. Całość zamyka jedna ze wspomnianych na początku świetnych kompozycji Howarda Shore. Czas na podsumowanie i zebranie wszystkiego do przysłowiowej kupy. Ścieżka dźwiękowa z "Gangs Of New York" to naprawdę przemyślana, odpowiednio dobrana, ciekawa i dość oryginalna płyta. Jej wysoka ocena widniejąca pod niniejszą recenzją jest wystarczającą rekomendacją tego soundtracku. Świetne kompozycje i utwory instrumentalne, świetne, melodyjne i przykuwające uwagę słuchacza piosenki - całość wspaniale dobrana i idealnie pasująca do czasów przedstawionych w filmie - czyli obrazu Nowego Jorku sprzed przeszło wieku. Całość trzyma poziom, posiada ciekawy i fajny klimat, występowanie utworów słabszych na tym krążku to absolutne minimum. "Gangs Of New York" to jedna z najciekawszych i - że tak powiem - najfajniejszych składanek, jakich ostatnio słuchałem. A całą płytę mogę określić mianem małej rewelacji. |
![]() |
|
![]() |