
GARDEN STATE
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 200 WYTWÓRNIA: Epic / Sony Music Soundtrax CZAS TRWANIA: 52:55 min.
Raz na jakiś czas w kinach pojawia się film, który coś zmienia. Nieważne czy robi rewolucję, czy wnosi lekką świeżość albo zmianę punktu widzenia pojedynczych osób. Ważne, że staje się w pewien sposób wyjątkowy. A taki właśnie jest debiut fabularny Zacha Braffa. Jego "Garden State" (Braff także napisał scenariusz i zagrał główną rolę, więc jest to bardzo autorski projekt) to film pełen ciepła, humoru i ekranowej magii. Na te elementy z pewnością duży wpływ miała świetna oprawa muzyczna. Przyznać muszę, że tak genialnie dobranej, a następnie wydanej muzyki nie słyszałem od czasu "Kill Bill" i innych filmów Tarantino, który w tej dziedzinie soundtracków nie m(i)a(ł) sobie równych. 13 utworów o łącznym czasie trwania zbliżającym się do godziny - tyle trwa płyta ze ścieżką dźwiękową do opisywanego filmu. Same piosenki, wszystkie w podobnym stylu i klimacie rockowo-popowym (odstaje nieznacznie tylko "Lebanese Blonde", który posiada nieco "orientalnych" brzmień, ale ponieważ także w filmie pojawia się akcent wschodni - jest to do zrozumienia). Co więcej, nie są to stare utwory, choć i takie tutaj znajdziemy (np. "The Only Living Boy in New York" duetu Simon & Garfunkel). Wszystkie piosenki są dość spokojne, głównie radosne i rytmiczne, choć i nie brakuje bardziej sentymentalnych ("I Just Don't Think I'll Ever Get Over You"). Wszystkie są bardzo dobre, znakomite rzekłbym nawet, i trudno mi podać tu jakiś lepszy i gorszy przykład. Wszystkich słucha się tak samo rewelacyjnie i łatwo, choć kilka z nich zależy od nastroju słuchacza w danej chwili. Ja przez to nie "kupiłem" wszystkich numerów tak od razu - dla przykładu podam ostatnią krążkową pozycję, czyli "Winding Road". Nad wszystkimi nie ma sensu się rozpisywać (stąd recenzja taka krótka) ani szukać w nich jakiegoś klucza. Ja powiem tylko, że słuchając tych piosenek odniosłem wrażenie, że pochodzą ze spokojniejszych, ulotnych czasów, które już nie wrócą (a może nigdy ich nie było...). Podobnie zresztą jak sam film, którego magia tkwi m.in. w tym, że momentami wygląda, jakby akcja rozgrywała się w jakimś odległym, odrealnionym miejscu. Tak więc muzyka i obraz uzupełniają się idealnie, tworząc swoiste yin-yang :). Muszę zaznaczyć, że ocena - choć wysoka - może być bardzo nieobiektywna, choć staram się jak mogę. Po prostu wisi nad tym "fatum" tego, że film podobał mi się bardzo, a dobrana muzyka trafiła w mój gust idealnie. Przyznam też, że już dawno od żadnego krążka nie biło tyle ciepła i uczuć, bo choć jest to prosta składanka - to jednak ma w sobie to coś. Na pewno osoby z filmem nie zaznajomione, ani nie "bywające" w takich kręgach muzycznych, nie będą aż tak zadowolone. Z całą odpowiedzialnością jednak polecam i myślę, że każdy znajdzie tu choć jeden fragment, który na pewno się spodoba. A jeśli nie - to zawsze można iść się wykrzyczeć ;). |
![]() |
|
![]() |