
GOLDENEYE
MUZYKA: Eric Serra ROK PRODUKCJI: 1995 WYTWÓRNIA: Virgin CZAS TRWANIA: 54:24 min.
Muzyka z pierwszego Bonda Pierce'a Brosnana miejscami przypomina mi klimatem "Nikitę". Na szczęście tylko miejscami, bo poza pewnymi zapożyczeniami i podobnym klimatem jest to zupełnie inny score, choć chyba bardziej charakterystyczny dla Serry niż dla serii o agencie 007. Piosenkę otwierającą płytę pominę, gdyż jest to chyba jeden ze sławniejszych, a już na pewno jeden z lepszych bondowskich szlagierów. Warto tylko wspomnieć, że poza wykonaniem Tiny Turner - autorami słów tego utworu śpiewanego są Bono i The Edge ze znanej grupy U2. Od razu odhaczę też piosenkę końcową, którą - jak przystało na tradycję - wykonuje sam Serra i idzie mu to całkiem dobrze, zważywszy na to, że twórca ten nie posiada na tym polu jakichś szczególnie dobrych zdolności. Piosenka przypomina mi właśnie nieco "The Dark Side Of Time" ze wspomnianej wcześniej "Nikity". Jest jednak trochę gorsza w moim odczuciu. Podobne odczucia miałem przy chociażby "Whispering Statues" czy "For Ever, James". Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć, po prostu słuchając tych fragmentów nasunęła mi się "Nikita", głównie za sprawą klimatu i charakterystycznego stylu (gitara, saksofon, perkusja) kompozytora. Nie były i nie są to także silne skojarzenia, tym bardziej, że na tym kończą się podobieństwa. Należy mieć na uwadze, że wciąż jest to muzyka do Bonda, a więc Serra chcąc nie chcąc musiał tu wpleść motywy charakterystyczne dla serii, co też z powodzeniem zrobił. Myślę, że "The Goldeneye Overture", "Run, Shoot, and Jump" czy choćby "The Severnaya Suite" są tego najlepszymi przykładami. Co więcej, Serra poszedł dalej, gdyż poza wpleceniem własnego stylu oraz podtrzymywania Bondowskiej tradycji stworzył kilka naprawdę świetnych kawałków, które od razu przywodzą na myśl film. A w przypadku filmu z tej serii jest to trochę trudne. Ogólnie płyty słucha się bardzo dobrze, choć miejscami może wydawać się zbyt jednostajna. Wtedy jednak wchodzą takie rzeczy, jak choćby "A Pleasant Drive In St. Petersburg" - tak bardzo charakterystyczny dla Serry kolaż, jednakże tym razem bez wplecionych weń tekstów. Płyta trzyma poziom, muzyka nie nuży, przywodzi na myśl sceny z filmu, jednak trudno mi tu wystawić ocenę wyższą niż 3 gwiazdki (dla mnie 3,5), gdyż kompozytor ma na swoim koncie dużo lepsze scory, że wspomnę tutaj raz jeszcze "Nikitę". Z drugiej strony i seria Bonda ma w katalogu lepsze pozycje, a sama płyta dla przeciętnego słuchacza oprócz dwóch piosenek i może z jednego utworu nie będzie stanowić większej atrakcji. Mimo wszystko uważam, że ocena i tak jest zadowalająca, a całość oczywiście polecam. Opisywana płyta wydana została w roku 1995, jednak z tego, co wiem doczekała się ona też tzw. wydania "remastered" (2003 rok, wytwórnia EMI Capitol), które jednak poza przypomnieniem samej pozycji w odrestaurowanej nieco formie nie różni się absolutnie niczym. |
![]() |
|
![]() |