GREMLINS

MUZYKA: Jerry Goldsmith, różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 1984
WYTWÓRNIA: Geffen
CZAS TRWANIA: 31:06 min.


1. MICHAEL SEMBELLO - Gremlins... mega madness
2. QUARTERFLASH - Make it shine
3. PETER GABRIEL - Out out
4. JERRY GOLDSMITH - The gift
5. JERRY GOLDSMITH - Gizmo
6. JERRY GOLDSMITH - Mrs. Deagle
7. JERRY GOLDSMITH - The Gremlin rag



'Mogway' to bardzo sympatyczne stworzenie, jednak opiekując się Nim trzeba przestrzegać kilku bardzo istotnych zasad. Po pierwsze - nie wolno Go wystawiać na działanie ostrego światła, przede wszystkim słonecznego - ono je zabija. Po drugie, należy unikać Jego zetknięcia z wodą. I wreszcie zasada trzecia - najważniejsza: nigdy, ale to przenigdy nie karm Go po północy, choćby nie wiem jak bardzo chciał i jak pięknie prosił... Doskonale pamiętam film Stevena Spielberg'a, a kiedyś stałem się szczęśliwym - tak mi się przynajmniej wtedy wydawało - posiadaczem ścieżki dźwiękowej. Już na wstępie zaznaczę jednak, że moje emocje bardzo szybko opadły, wspólnie z moim entuzjazmem, o czym poniżej. Płyta podzielona jest na dwie części. W pierwszej mamy dwie piosenki: "Gremlins... Mega Madness" i "Make It Shine". Celowo nie wymieniłem autorów (wykonawców), aby zaoszczędzić trochę miejsca, ponieważ żadna z nich nie jest nawet na tyle dobra, aby napisać o niej coś więcej poza tytułem. Trzeci, siedmiominutowy, instrumentalny utwór Petera Gabriel'a wymową i brzmieniem najbardziej z wymienionej trójki pasuje do filmu, co i tak nie zmienia faktu, że ta część płyty jest zwyczajnie bardzo słaba. Zresztą sam kawałek "Out Out" też nie jest rewelacyjny, a jego chaotyczność miejscami jest tak ogromna, że aż przeszkadza w odbiorze. Druga część krążka jest już kompozycją Jerry'ego Goldsmitha, ale podobnie jak wcześniej tak i tutaj nie wszystko jest w porządku. Pierwsza i przy tym jedyna myśl jaka nasunęła mi się po przesłuchaniu tej części, to taka, że aranżacja pana Goldsmith'a jest... bardzo dziwna. Z wyjątkowo dużym naciskiem na słowo dziwna, które chyba najbardziej trafnie obrazuje całość. Muzyka nie jest zła, nie jest też dobra, jest po prostu zupełnie nijaka... Najlepszym przykładem tego rodzaju dziwnej konstrukcji jest kompozycja "The Gift", której fragmenty czasami zwyczajnie mnie śmieszyły. Następne utwory - "Gizmo" oraz "Mrs. Deagle" są w miarę przyzwoite (przynajmniej w porównaniu z pierwszą częścią płyty), ale podobnie jak cała wcześniejsza reszta zupełnie bez wyrazu. Dodatkowo w czasie poszczególnych tematów przewijają się gdzieś w tle jakieś odgłosy żywcem z filmu, które tutaj brzmią po prostu tragicznie... Dopiero ostatni utwór - "The Gremlin Rag", będący jednocześnie motywem przewodnim jest na odpowiednim poziomie. Jest niezwykle charakterystyczny i stanowi nieodłączny element wspomnieniowy filmu.

Srodze się zawiodłem tą ścieżką dźwiękową. Całość jest niekompletna, zupełnie bez wyrazu, a tylko jeden porządny utwór w przekroju całej narracji to dla mnie zdecydowanie za mało.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI