
HALLOWEEN - 20th ANNIVERSARY EDITION
MUZYKA: John Carpenter ROK PRODUKCJI: 1998 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 51:51 min.
Film "Halloween", a właściwie cały cykl to horror, który powinien znać każdy miłośnik filmów. Opowieść o mordercy - Michaelu Myers'ie, który zabija zawsze w noc święta zmarłych to już klasyka. Klasyką jest także motyw przewodni, stworzony przez Johna Carpentera na potrzeby filmu. Płyty z całą muzyką szukałem dość długo, najbardziej zależało mi na soundtracku z pierwszej części. Wprawdzie nie udało mi się go dostać, ale dorwałem "20th Anniversary Edition", czyli wznowione wydanie z okazji 20-lecia filmu. Właściwie recenzując tą ścieżkę oprę się teoretycznie na samym, dobrze znanym motywie przewodnim, bo niestety to on przeważa na tym krążku. I to przeważa przez duże P. Cała reszta - czyli dialogi oraz inne kompozycje to zupełna mniejszość. To największa wada tego wydania. Lecz po kolei. Sam temat przewodni jest wspaniały. Połączenie świetnej gry na pianinie oraz przeciągliwego basu daje doskonały efekt. Może jedynie to nieustające grzechotanie w tle na dłuższą mętę trochę drażni, ale można się przyzwyczaić. To połączenie buduje z pewnością niepowtarzalny klimat horroru, stan zagrożenia, czegoś naprawdę złowieszczego. A melodia jest tak wyrazista i charakterystyczna, że po pierwszym usłyszeniu bez problemu można ją zapamiętać i później nucić sobie pod nosem :) Gdy tak się wsłucham i przypomnę sobie film - aż ciarki przechodzą mi po plecach. Na płycie są dwie odmiany motywu - pierwszy to ten podstawowy, lekko przyśpieszony (np. "Halloween Theme", "End Credits"), drugi - o wiele wolniejszy i spokojniejszy, przez co bardziej złowieszczy i bardziej klimatyczny (np. "Halloween 1978"). Szczerze mówiąc bardziej podoba mi się ten drugi, może ze względu na to, że nie ma tego drażniącego grzechotania co w pierwszym. I dochodzą jeszcze skrzypce - miód. Całą kompozycję na soundtracku dopełniają częste, bardzo dobre dialogi. Także doskonałe są elementy zaskoczenia zastosowane przez kompozytora, Johna Carpentera - słuchamy sobie jakiegoś cichego i spokojnego kawałka, a tu nagle bum! - wejście mocnego, typowego dla horroru akompaniamentu! Słuchając w nocy ze słuchawkami na uszach można aż podskoczyć ze strachu - doskonały efekt. I wszystko byłoby super, gdyby nie główna wada - cała ścieżka dźwiękowa to praktycznie jeden i ten sam motyw przewodni (pierwsza lub druga odmiana), który oddzielają np. dialogi. Sam motyw wspaniały, zasługujący na ocenę rzędu "4" a może nawet "4,5". Trzeba bezprecedensowo przyznać, że panu Carpenterowi udało się zbudować cały klimat i napięcie za pomocą praktycznie tylko jednego motywu, ale to nie wystarczy. Tym bardziej, że słuchając tej płyty po pewnym czasie mamy go po prostu dosyć. Ogarnia nas przysłowiowa nerwica i po kilkukrotnym usłyszeniu tej samej melodii chce nam się - za przeproszeniem - wymiotować :) Jeśli miałbym podać zróżnicowanie tej ścieżki w procentach, to sam główny motyw zajmuje około 70 procent całości, 20 procent to dialogi. Inne, dość znacznie różniące się od motywu przewodniego kompozycje to - jak już pisałem wyżej - znaczna mniejszość. Tak około 10 procent... Bardzo się rozczarowałem, bo mając w pamięci doskonałą kompozycję Carpentera, przygotowałem się na inne, równie wspaniałe utwory. Sam motyw - doskonały. Ale niestety - zbyt małe zróżnicowanie i wypełniające płytę dialogi nie pozwalają mi wystawić wyższej oceny. A szkoda, bo zapowiadało się idealnie. |
![]() |
|
![]() |