HAPPENING, THE

MUZYKA: James Newton Howard
ROK PRODUKCJI: 2008
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 50:00 min.


01. MAIN TITLES
02. EVACUATING PHILADELPHIA
03. VICE PRINCIPAL
04. CENTRAL PARK
05. WE LOST CONTACT
06. YOU CAN'T JUST LEAVE US HERE
07. RITTENHOUSE SQUARE
08. FIVE MILES BACK
09. PRINCETON
10. JESS COMFORTS ELLIOT
11. MY FIREARM IS MY FRIEND
12. ABANDONED HOUSE
13. SHOTGUN
14. YOU EYIN' MY LEMON DRINK?
15. MRS. JONES
16. VOICES
17. BE WITH YOU
18. END TITLE SUITE



Najnowszy film M. Night Shyamalana znowu wzbudził zainteresowanie publiczności, niemal z miejsca wyzwalając u niej bardzo mieszane uczucia. Nie jest to jednak recenzja tegoż filmu, więc ograniczmy się może do następującego wniosku: to film całkiem niezły (a w porównaniu z "Lady in the Water" nawet bardzo dobry), który jednak pozostaje w cieniu najlepszych dokonań reżysera, a więc "Osady" i "Niezniszczalnego". Dzieło to podobne jest trochę do "Znaków" - równie mocno trzyma w napięciu i wyprowadza widza w pole (choć tym razem obyło się bez kukurydzy), ale też i trochę rozczarowuje pewnymi rozwiązaniami. Co jednak interesuje nas w tej chwili najbardziej, to muzyka - a ta raz jeszcze nie zawodzi...

James Newton Howard po raz kolejny udowodnił, że współpraca z hinduskim reżyserem to najlepszy i najbardziej kreatywny okres w jego karierze. Począwszy bowiem od "Szóstego zmysłu" kompozytor pisze coraz to ciekawsze i lepsze partytury, które idealnie współgrają z obrazem. Wspomniane wyżej "Znaki", "Osada", "Niezniszczalny"i w końcu "Kobieta w błękitnej wodzie" to pierwszorzędne muzyczne dokonania, które podobają się niezależnie od tego, jakie odczucia wzbudziły w nas same filmy. I "Zdarzenie" potwierdza tylko tę regułę.

Co ciekawe znajdziemy w tej pracy echa większości w/w kolaboracji obu panów (może za wyjątkiem "Lady in the Water"), ze szczególnym wskazaniem na "Znaki" i "Osadę". Tę drugą partyturę przywołują na myśl przede wszystkim podobnie użyte i równie piękne skrzypce i wiolonczele (na których tym razem Maya Beiser popisuje się solo), z kolei pewne zawiązania akcji i dramatyczne wejścia orkiestry oraz narastający finał w dwóch (choć utworowo w trzech) częściach przypominają "Signs". Można wszak dopatrzyć się tu jeszcze paru dźwiękowo-klimatycznych podobieństw do "Unbreakable" (np. w łagodnej melodii na fortepian często przewijającej się przez płytę, najbardziej wyraźną chyba w smutnym "Princeton") i "The Sixth Sense" (analogiczne budowanie i stopniowanie atmosfery tymi samymi sekcjami orkiestry), ale są to podobieństwa naznaczone raczej stylem kompozytora - bardzo dalekie od tego, co zdarza się wyczyniać innemu panu H.

Cóż zatem nowego? - można spytać. Przede wszystkim klimat, który mimo tych wszystkich nawiązań i podobieństw pozostaje nad wyraz świeży i oryginalny - zdecydowanie "The Happening" przemawia własnym muzycznym językiem, który kojarzyć się może tylko z tym filmem (szczególnie gdy już się go widziało). Tenże klimat cechuje się głównie wielką niepewnością płynącą już choćby z "Main Titles" oraz poczuciem nieustającego i w dodatku coraz bardziej zacieśniającego się wokół nas zagrożenia - a więc idealne odzwierciedlenie filmowej fabuły. Howard uzyskał taki efekt poprzez inteligentne połączenie talentu panny Beiser (solo i w towarzystwie innych smyczków), posępnych cymbałków, fletów oraz melodii fortepianowych, czasem wspomaganych jeszcze przez sekcję dętą i ciekawe tąpnięcia bębnów w tle. Często do głosu dochodzi cała orkiestra, która pomału zapętla mocno narastającą nagle melodię ("Central Park", "You Can't Just Leave Us Here"). James Newton Howard wspomaga się niekiedy także elektroniką - to wprawdzie nic wielce rażącego, ale delikatne syntezatory zdają się wyraźnie podkreślać całość, dodając jej jeszcze dramatyzmu i tajemniczości ("Abandoned House" jest chyba najlepszym przykładem).

Poza dramatyzmem i zagrożeniem jest jeszcze skromna dawka nadziei i - tak bardzo potrzebnej bohaterom - miłości, która zdaje się być idealnie nakreślona, mimo iż niewiele jej w przekroju całej ilustracji. Taką nadzieję daje choćby "Jess Comforts Elliot" (szczególnie końcówka) oraz fragmenty pięknie katastroficznego "Evacuating Philadelphia" i stonowanego "Five Miles Back". Także wymieniona wcześniej melodia z "Princeton" przypomina bardziej kołysankę (choć smutną), niż ilustrację jakiegoś wielkiego zagrożenia, a przecież występuje na albumie wielokrotnie, np. jeszcze w krótkim "We Lost Contact" i "Voices". Jednak prawdziwe apogeum dobrych wibracji partytura osiąga dopiero w przepięknym "Be With You".

Zresztą to właśnie dwuczęściowy finał, na który składają się aż trzy utwory ("Mrs. Jones"- "Voices"- "Be With You") robi największe wrażenie. W nich to właśnie Howard rozlicza się ze wszystkich wątków, zarówno zagrożenia (niesamowicie dramatyczne "Mrs. Jones", które przechodzi w łagodniejsze "Voices"), jak i nadziei/miłości ("Be With You" wychodzące niemal bezpośrednio od "Voices"). Doskonałe preludium do tego stanowi piekielne dobre, choć tracące wiele bez obrazu i chwilami nieprzyjemne "Shotgun", w którym także możemy zaobserwować mieszanie się dwóch skrajnie różnych melodii. No a kapitalne, ponad ośmiominutowe "End Titles" podsumowuje rzecz jasna wszystko, stanowiąc piękne zwieńczenie tej niesamowitej pracy (w 6:45 minucie mamy sympatyczne mrugnięcie okiem w stronę naszych uszu ;).

Generalnie jest to praca bardzo porządna i dojrzała, którą śmiało można polecić - zresztą w ostatnich latach Howard zdaje się nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Ustępuje jednak nieco "Osadzie" - głównie dlatego, że posiada inny, mniej atrakcyjny dla słuchacza charakter, chwilami ściśle podporządkowany ekranowym wydarzeniom. Także bliźniacze momentami użycie tych samych instrumentów zostawia "Zdarzenie" nieco w tyle. Nie umniejsza to jednak faktu, że jest to prawdziwe muzyczne Wydarzenie. A poniżej jeszcze alternatywna okładka.




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI