
HAPPENING, THE
MUZYKA: James Newton Howard ROK PRODUKCJI: 2008 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 50:00 min.
Najnowszy film M. Night Shyamalana znowu wzbudził zainteresowanie publiczności, niemal z miejsca wyzwalając u niej bardzo mieszane uczucia. Nie jest to jednak recenzja tegoż filmu, więc ograniczmy się może do następującego wniosku: to film całkiem niezły (a w porównaniu z "Lady in the Water" nawet bardzo dobry), który jednak pozostaje w cieniu najlepszych dokonań reżysera, a więc "Osady" i "Niezniszczalnego". Dzieło to podobne jest trochę do "Znaków" - równie mocno trzyma w napięciu i wyprowadza widza w pole (choć tym razem obyło się bez kukurydzy), ale też i trochę rozczarowuje pewnymi rozwiązaniami. Co jednak interesuje nas w tej chwili najbardziej, to muzyka - a ta raz jeszcze nie zawodzi... James Newton Howard po raz kolejny udowodnił, że współpraca z hinduskim reżyserem to najlepszy i najbardziej kreatywny okres w jego karierze. Począwszy bowiem od "Szóstego zmysłu" kompozytor pisze coraz to ciekawsze i lepsze partytury, które idealnie współgrają z obrazem. Wspomniane wyżej "Znaki", "Osada", "Niezniszczalny"i w końcu "Kobieta w błękitnej wodzie" to pierwszorzędne muzyczne dokonania, które podobają się niezależnie od tego, jakie odczucia wzbudziły w nas same filmy. I "Zdarzenie" potwierdza tylko tę regułę. Co ciekawe znajdziemy w tej pracy echa większości w/w kolaboracji obu panów (może za wyjątkiem "Lady in the Water"), ze szczególnym wskazaniem na "Znaki" i "Osadę". Tę drugą partyturę przywołują na myśl przede wszystkim podobnie użyte i równie piękne skrzypce i wiolonczele (na których tym razem Maya Beiser popisuje się solo), z kolei pewne zawiązania akcji i dramatyczne wejścia orkiestry oraz narastający finał w dwóch (choć utworowo w trzech) częściach przypominają "Signs". Można wszak dopatrzyć się tu jeszcze paru dźwiękowo-klimatycznych podobieństw do "Unbreakable" (np. w łagodnej melodii na fortepian często przewijającej się przez płytę, najbardziej wyraźną chyba w smutnym "Princeton") i "The Sixth Sense" (analogiczne budowanie i stopniowanie atmosfery tymi samymi sekcjami orkiestry), ale są to podobieństwa naznaczone raczej stylem kompozytora - bardzo dalekie od tego, co zdarza się wyczyniać innemu panu H. Cóż zatem nowego? - można spytać. Przede wszystkim klimat, który mimo tych wszystkich nawiązań i podobieństw pozostaje nad wyraz świeży i oryginalny - zdecydowanie "The Happening" przemawia własnym muzycznym językiem, który kojarzyć się może tylko z tym filmem (szczególnie gdy już się go widziało). Tenże klimat cechuje się głównie wielką niepewnością płynącą już choćby z "Main Titles" oraz poczuciem nieustającego i w dodatku coraz bardziej zacieśniającego się wokół nas zagrożenia - a więc idealne odzwierciedlenie filmowej fabuły. Howard uzyskał taki efekt poprzez inteligentne połączenie talentu panny Beiser (solo i w towarzystwie innych smyczków), posępnych cymbałków, fletów oraz melodii fortepianowych, czasem wspomaganych jeszcze przez sekcję dętą i ciekawe tąpnięcia bębnów w tle. Często do głosu dochodzi cała orkiestra, która pomału zapętla mocno narastającą nagle melodię ("Central Park", "You Can't Just Leave Us Here"). James Newton Howard wspomaga się niekiedy także elektroniką - to wprawdzie nic wielce rażącego, ale delikatne syntezatory zdają się wyraźnie podkreślać całość, dodając jej jeszcze dramatyzmu i tajemniczości ("Abandoned House" jest chyba najlepszym przykładem). Poza dramatyzmem i zagrożeniem jest jeszcze skromna dawka nadziei i - tak bardzo potrzebnej bohaterom - miłości, która zdaje się być idealnie nakreślona, mimo iż niewiele jej w przekroju całej ilustracji. Taką nadzieję daje choćby "Jess Comforts Elliot" (szczególnie końcówka) oraz fragmenty pięknie katastroficznego "Evacuating Philadelphia" i stonowanego "Five Miles Back". Także wymieniona wcześniej melodia z "Princeton" przypomina bardziej kołysankę (choć smutną), niż ilustrację jakiegoś wielkiego zagrożenia, a przecież występuje na albumie wielokrotnie, np. jeszcze w krótkim "We Lost Contact" i "Voices". Jednak prawdziwe apogeum dobrych wibracji partytura osiąga dopiero w przepięknym "Be With You". Zresztą to właśnie dwuczęściowy finał, na który składają się aż trzy utwory ("Mrs. Jones"- "Voices"- "Be With You") robi największe wrażenie. W nich to właśnie Howard rozlicza się ze wszystkich wątków, zarówno zagrożenia (niesamowicie dramatyczne "Mrs. Jones", które przechodzi w łagodniejsze "Voices"), jak i nadziei/miłości ("Be With You" wychodzące niemal bezpośrednio od "Voices"). Doskonałe preludium do tego stanowi piekielne dobre, choć tracące wiele bez obrazu i chwilami nieprzyjemne "Shotgun", w którym także możemy zaobserwować mieszanie się dwóch skrajnie różnych melodii. No a kapitalne, ponad ośmiominutowe "End Titles" podsumowuje rzecz jasna wszystko, stanowiąc piękne zwieńczenie tej niesamowitej pracy (w 6:45 minucie mamy sympatyczne mrugnięcie okiem w stronę naszych uszu ;). Generalnie jest to praca bardzo porządna i dojrzała, którą śmiało można polecić - zresztą w ostatnich latach Howard zdaje się nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Ustępuje jednak nieco "Osadzie" - głównie dlatego, że posiada inny, mniej atrakcyjny dla słuchacza charakter, chwilami ściśle podporządkowany ekranowym wydarzeniom. Także bliźniacze momentami użycie tych samych instrumentów zostawia "Zdarzenie" nieco w tyle. Nie umniejsza to jednak faktu, że jest to prawdziwe muzyczne Wydarzenie. A poniżej jeszcze alternatywna okładka.
|
![]() |
|
![]() |