
HAUNTING, THE
MUZYKA: Jerry Goldsmith ROK PRODUKCJI: 1999 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 35:02 min.
Hugh Crain dorobił się fortuny w swoich fabrykach włókienniczych. Ten człowiek mógł mieć wszystko, co tylko chciał. Ale to co chciał to było więcej niż wszystko... To był dom wypełniony śmiechem dzieci. Właśnie dlatego wszędzie są rzeźby. Poślubił najpiękniejszą kobietę w mieście. Miała na imię Rene. I to właśnie dla niej wybudował ten dom, lub przynajmniej jego dużą część. Niestety oboje nie doczekali się dzieci. Wszystkie zginęły przy narodzinach. Kiedy kilka lat później Rene zmarła, Crain stał się totalnym odludkiem. Ale nadal budował, dodając pokój do pokoju. Budował dom dla rodziny, której nigdy nie miał. Później zniknął w tajemniczych okolicznościach. Ale ludzie z miasta mówią, że czasami w nocy słychać głosy wydobywające się z tego domu. Smutne głosy. Głosy dzieci... Po raz kolejny zdarza się, że jakiś reżyser horroru decyduje się na remake głośnego swego czasu obrazu. Tym razem Jan de Bont postanowił zrealizować własną wizję powieści Shirley Jackson "The Haunting". W pierwowzorze z 1963 roku Robert Wise powierzył oprawę muzyczną Hamprey'owi Searle, nieżyjącemu już angielskiemu kompozytorowi. Jan de Bont zdecydował się na mistrza manipulacji - Jerry'ego Goldsmitha. I był to posunięcie ze strony reżysera jak najbardziej słuszne, ponieważ kompozycja pana Goldsmith'a jest właściwie jedynym elementem, który ratuje ten zupełnie przeciętny film. Z drugiej strony nie jest to jednak kompozycja, która rzucałaby na kolana... Z wyjątkiem motywu przewodniego, dwuznacznego w odbiorze, utrzymanego w tonacji walca utworu "The Carousel" oraz "Finally Home", cała pozostała reszta ma fragmentowo zbyt mało cech jakie powinna wykazywać muzyka do horroru. Jednym słowem jest po prostu zbyt mało przerażająca. Jest to zupełnie inna ilustracja, z którymi mamy do czynienia w przypadku filmów o nawiedzonych domach. Inna niż "House of Dark Shadows" Roberta 'Boba' Cobert'a czy "House by the Cemetery" Walter'a Rizatti, które są przykładamy niezwykle prostego wykorzystania instrumentarium. Muzyka Jerry'ego Goldsmith'a to zupełnie inny wymiar. To brzmienie bardzo rozbudowanej orkiestry zakrojone na szeroką skalę oparte o sekcje smyczkowe w spokojniejszym i bardziej wymownym wydaniu, perkusję oraz oczywiście syntezator. Czasami daje to zaskakująco dobry rezultat - niepokój opiera się na monotonnych chóralnych śpiewach, innym razem na emocjonalnym połączeniu klasycznej linii melodycznej z elektronicznym brzmieniem. Czasami jedna całość brzmi bardzo przeciętnie. Kompozycja Jerry'ego Goldsmitha to dobry przykład na to, jak ważnym elementem każdego filmu jest odpowiedni podkład muzyczny. I pomimo tego, że "The Haunting" nie jest specjalnie porywającą narracją, pan Goldsmith po raz kolejny w pewien sposób zaskakuje. Tematy sceniczne "The Carousel", "Finally Home" i przewijający się fragmentowo motyw przewodni to bardzo dobre utwory utrzymane w konwencji najlepszej muzyki przeznaczonej dla horroru. Szkoda tylko, że pozostała część ilustracji nie ma aż tak wielkiej wymowy. Brakuje czasem typowego elementu zaskoczenia... |
![]() |
|
![]() |