
HELLBOUND: HELLRAISER 2
MUZYKA: Christopher Young ROK PRODUKCJI: 1988 WYTWÓRNIA: GNP / Crescendo CZAS TRWANIA: 66:29 min.
Cierpienie, słodkie cierpienie... To właśnie on mnie przysłał z powrotem... On, któremu służę na tym świecie, i któremu Ty też służysz. Pan ciała, głodu i pożądania. To Lewiatan - władca Labiryntu, a labirynt to piekło. Miejsce bólu w formie, jakiej do tej pory nie znałeś. Każdy z nas ma swoje własne piekło, do którego prowadzi jedna droga - kostka. Przecież to takie proste. Wystarczy tylko bardzo chcieć... Tym razem wyreżyserowaniem powieści Cliva Barker'a zajął się Tony Randel. Co najważniejsze ponownie możemy ujrzeć Douga Bradley'a w genialnej roli Pinhead'a, który stworzył tym samym jedną z najbardziej intrygujących postaci w całej historii horroru. Postaci, która w niesamowity wprost sposób oddziałuje na świadomość widza. Jeśli chodzi natomiast o muzykę Christophera Young'a to jedno nie ulega wątpliwości - to najlepsza ilustracja całej serii, przerastająca ludzkie wyobrażenie piekła, ponura, majestatyczna. To doskonała w każdym calu kompozycja, wspaniały, przygniatający chóralny cud zarejestrowany przy wykorzystaniu Graunke Symphony Orchestra. Zadziwiające jak Christopher Young w tak łatwy sposób, przy wykorzystaniu kilku instrumentów, potrafi zmienić prostą linię melodyczną w prawdziwą potworność, która znakomicie ilustruje niezwykle krwawe, ekranowe wydarzenia. Panuje nawet przekonanie - wśród krytyków i osób zajmujących się muzyką w filmach grozy - że "Hellraiser 2" to najlepsza kompozycja jaka kiedykolwiek powstała z myślą o horrorze... Doskonalsza nawet niż "Psycho" Bernarda Herrmann'a... Niektórzy mogą się zgodzić nie z tym do końca, nie mniej jednak jest w tym stwierdzeniu część prawdy - to podkład muzyczny, który bez wątpienia należy zaliczyć do bardzo wąskiego grona najwybitniejszych narracji napisanych do horroru. Patrząc z perspektywy filmu nie sposób nie zauważyć bardzo silnego związku muzyki ze strefą wzrokową, która w bardzo szczególny sposób chwyta moment ruchu oraz rozciągłość w czasie. Dzięki temu przerażający świat przedstawiony przez reżysera nabiera jeszcze większej wymowy. Ogarnia nas prawie każde emocjonalne odczucie przy niezwykłych dźwiękach tej kompozycji, której bezustannie towarzyszy mroczna aura tajemniczości. Christopher Young nie przeraża zmieniając nagle intensywność brzmienia czy stosując jakieś wyszukane półśrodki. Przeraża samą muzyką w pięknym klasycznym wykonaniu i doskonałym motywem przewodnim, który sam w sobie potęguje wzniosłość stanów emocjonalnych - od nostalgii, poprzez dramaturgię, aż po przejmujący do głębi strach. Christopher Young potwierdził mistyczną muzyką to "Hellbound: Hellraiser 2", że w tym czasie - mając zaledwie 31 lat - był bardzo dynamicznie rozwijającym się kompozytorem. Jego umiejętności warsztatowe na przestrzeni 3 lat, czyli od "Nightmare on Elm Street 2" z 1985 (notabene zupełnie przeciętnej) do "Hellraiser 2" ulegały konsekwentnej poprawie. Za połączenie z obrazem i bardzo znaczące wspomaganie założeń Tony'ego Randela, należy się tej narracji prawdziwy ukłon. W kontekście samodzielnej kompozycji również najwyższa ocena. To bezsprzecznie jedna z najlepszych ilustracji, jakie do tej pory powstały. |
![]() |
|
![]() |