
HELLRAISER: BLOODLINE
MUZYKA: Daniel Licht ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Silva Screen CZAS TRWANIA: 49:01 min.
To zabawkarz Le Marchant stworzył kostkę. Kostkę, która otwiera wrota piekła. To on jest wszystkiemu winien, ponieważ własnymi rękoma zbudował bramę, która sprowadza na ziemię kolejne demony. To na nim ciąży brzemię odpowiedzialności i dlatego jego ród będzie przeklęty. Będzie prześladowany. Będzie cierpiał. A wszystko z powodu jednej kostki. To wyrok... Już nic nie stanie piekłu na drodze... Jeśli w przypadku "Hellraiser 3" czynnikiem łączącym ten film z poprzednimi częściami była powieść Cliva Barker'a, tak w tym przypadku wszystko uległo zmianie. "Bloodline" to film zrealizowany przez duet Alan Smithee oraz Kevin Yagher, na podstawie scenariusza napisanego przez Petera Atkins'a. Opierając się o te fakty można stwierdzić, że ten film ma niewiele wspólnego z poprzednimi częściami cyklu, poza nazwą i tą niesamowitą postacią Pinhead'a, w którą ponownie wcielił się Doug Bradley. Muzykę do "Bloodline" skomponował Daniel Licht - kompozytor specjalizujący się w ilustracjach do filmów grozy. Po Randy'm Millerze to kolejny twórca, któremu przyszło się zmierzyć ze słynną muzyką Christophera Young'a... Po cierpliwym, kilkukrotnym przesłuchaniu tej ścieżki dźwiękowej można bez wątpienia stwierdzić jedno: to zdecydowanie najsłabsza ilustracja dotychczasowych części serii. Daniel Licht, pomimo sporego przecież doświadczenia z tego typu ilustracjami nie udźwignął gatunkowo tego filmu, a jego narracja nie sprostała sporym wymaganiom. Po prostu Christopher Young zbyt wysoko zawiesił poprzeczkę, grzebiąc tym samym przedsięwzięcia kolejnych kompozytorów. Brakuje muzyce pana Licht'a charakteru, indywidualnej formy i tego specyficznego gotyckiego klimatu, jakie wykazywały poprzednie ilustracje serii. Dostosowała się po prostu poziomem do filmu, który jest niestety marną kontynuacją. Oczywiście wszystkie te zarzuty zostały sformułowane w odniesieniu to poprzednich podkładów. Gdy zestawimy partyturę Daniela Licht'a z innymi kompozycjami w tym obszarze gatunkowym, wypadnie ona bardzo dobrze. Czego więc zabrakło tym razem ? Przede wszystkim tego niesamowitego tematu głównego, na którym oparta była cała pozostała warstwa. Za dużo jest nic nie znaczących przestojów, które powodują obniżenie koncentracji słuchacza. Daniel Licht postawił na typowy sposób przerażenia. Nagłe zwroty brzmieniowe, urywane dźwięki - jednym słowem wszystko to co jest powszechnie przyjęte w tego typu ilustracjach. Jego muzyka nie jest już tak pełna uniesienia i elegancji jak poprzednie ścieżki dźwiękowe. Pozbawiona jest tak wyrafinowanej głębi strachu, takiej formy, takiego patosu. Brak jej tej dramaturgii, tych perfekcyjnie dopracowanych kulminacji. Nie radzi sobie już tak dobrze w realistycznym przedstawianiu najważniejszych, krwawych sekwencji filmu. Nie wspomaga tak wyraźnie tego bardzo ważnego kryterium. A od tego zależy przecież powodzenie pewnych ważnych wątków. W takim odniesieniu to niestety tylko dobra, przyzwoita ilustracja do horroru, która w żaden sposób nie nawiązuje do wcześniejszych, doskonałych kompozycji. |
![]() |
|
![]() |