
HOUSE ON HAUNTED HILL, THE
MUZYKA: Don Davis ROK PRODUKCJI: 1999 WYTWÓRNIA: Colosseum CZAS TRWANIA: 53:23 min.
11 Października 1931 roku, Los Angeles... Pożar niemal biblijnych rozmiarów uśmierca prawie wszystkich pensjonariuszy Instytutu Psychiatrycznego Vannacutt'a - jednego z najbardziej znanych ośrodków medycznych w Los Angeles przeznaczonego dla szaleńców. Sekret uwolniony przez rozpętane piekło jest jednak znacznie bardziej przerażający niż jakakolwiek produkcja Hollywood. Okazało się, że Instytut to prawdziwy azyl zbrodni kierowany przez oszalałego chirurga Richard'a Benjamin'a Vannacutt'a. Dzisiaj już prawie zapomniany, Vannacutt był prawdopodobnie jednym z najokrutniejszych masowych morderców naszego wieku. Budynek będący miejscem tej strasznej tragedii istnieje do dziś, prawie przywrócony do swojego oryginalnego stanu. Jednak nadal stoi opustoszały, gdyż niektórzy twierdzą, że duchy Vannacutt'a i jego ofiar ciągle zamieszkują ściany Domu na Nawiedzonym Wzgórzu... "House on Haunted Hill" to druga ekranizacja powieści Robba White'a, tym razem w reżyserii Williama Malone'a. Autorem pierwowzoru z 1959 roku był mistrz gatunku - William Castle. Niestety remake pozostaje w głębokim cieniu oryginału. Jeśli chodzi natomiast o zestawienie obok siebie muzyki, to na tym polu nie odważę się na jakiekolwiek porównania, ponieważ nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z narracjš Vona Dexter'a. A biorąc pod uwagę fakt, że jest ona w tej chwili praktycznie niemożliwa do zdobycia i nic nie wskazuje na to, aby jakaś wytwórnia zdecydowała się na jej wznowienie, słuchaczowi pozostaje jedynie kompozycja Dona Davis'a. Konstrukcja jego ilustracji składa się z typowych dla tego rodzaju muzyki elementów - gotyckie dźwięki, chóry, sugestywna sekwencja smyczkowa, a wszystko to wspomagane syntezowanym brzmieniem, w obszarze którego Don Davis porusza się przecież dość sprawnie. Kompozytor stosuje bardzo prostą zasadę, która od lat z wielkim powodzeniem funkcjonuje w podkładzie muzycznym wykorzystywanym w filmie grozy - wszystkie fragmenty, które mają powodować u widza uczucie niepewności (bo trudno mówić w przypadku tego słabego remaku o strachu), wspomagane są orkiestralnym trzaskiem, większą intensywnością instrumentarium i nieco dziwacznym wykorzystaniem chóru. Zresztą sam sposób zastosowania linii wokalnej, przypomina fragmentowo "The Omen" Jerry'ego Goldsmith'a czy nawet "Bram Stoker's Dracula" Wojciecha Kilara. Tylko w zdecydowanie skromniejszym wydaniu... Jednak nie wszystkie tematy sceniczne utrzymane są w tego typu klimacie. Niektóre jak "Hans Verbosemann", "Piano Quartet in G Minor, Opus 25" czy "Misty Misogany" zahaczają o eleganckie walce, a "Struggling to Escape" o takie elementy jak elektryczna gitara i perkusja. W przypadku kompozycji Dona Davis'a nie sposób oprzeć się wrażeniu, że muzyka w swojej wymowie jest bardziej straszna niż sam film jako całość. Pan Davis zdecydował się na typową dla horroru muzyczną interpretację, pełną niespodzianek i efektywnie zmieniającą brzmienie, które utrzymane w spokojniejszej konwencji, nagle zostaje łamane przez wzrost intensywności muzyki. Moim zdaniem ta narracja znacznie lepiej radzie sobie jako samodzielna kompozycja, niż w połączeniu z marnym obrazem wyreżyserowanym przez Williama Malone'a. A to już niestety zakrawa na paradoks... |
![]() |
|
![]() |