
HUMAN TRAFFIC
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1999 WYTWÓRNIA: London Records CZAS TRWANIA: CD 1 - 78:51 min., CD 2 - 74:58 min.
Zwariowana, angielska opowieść o grupce przyjaciół spędzających jeden z weekendów została okraszona równie zwariowaną i jakże różnorodną muzyką w wykonaniu wszelkiej maści sław ze świata muzyki. Powiem wprost, że to jedna z najlepszych (a całkiem możliwe, że najlepsza...) składanek filmowych z jakimi miałem do czynienia! I w sumie jest to składanka, do której wracam zdecydowanie najczęściej. Dwie płyty wypchane po samiutkie brzegi znakomitą muzyką, która nadaje się na każdą okazję. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie - rap, hip-hop, dance, techno, house, trance, rave i inne ciekawe gatunki; jest zarówno spokojnie, jak i głośno; jest momentami harmonijnie, jest momentami chaotycznie. Ogólnie zwariowanie i przeważnie na szybkich obrotach. Nie mogło również zabraknąć najlepszych filmowych tekstów i dialogów w wykonaniu Jipa, Moffa i Koopa. Jeśli chodzi o podział na dwa krążki - pierwszy z nich utrzymany w klimacie znacznie spokojniejszym, luźniejszym, w konwencji tzw. "lightowej", chociaż przebłysków fragmentów cięższych i głośniejszych nie brakuje - jak np. genialna ilustracja czołówki "Human Traffic" ("Build It Up, Tear It Down") w wykonaniu uwielbianego przeze mnie Fatboy Slim. Wśród najbardziej znanych wykonawców znajdziemy tutaj m.in. CJ Bollanda, Orbital, Death In Vegas czy Williama Orbita. Na pierwszej płycie znajduje się także znacznie więcej wspominanych tesktów i dialogów, które służą jako przwrywnik między kolejnymi utworami. A na koniec hipnotyczny motyw przewodni autorstwa duetu Matthew Herbert & Robert Mello. Druga płyta to już zupełnie coś innego. Podobnie jak w filmie - zaczyna się szalony weekend, a więc impreza, nocne szaleństwo, pobyt w dyskotekach i... odmienne stany świadomości :) Taka jest też oprawa muzyczna, w której z przyczyn oczywistych przeważa techno-house-trance. Wszystko zaczyna się szalonym wywodem na temat "Gwiezdnych Wojen", a autorem pamiętnej teorii jest nie kto inny jak Moff ("Star Wars Theory"). A później nie brakuje już znanych, zaufanych, cenionych, nieprzeciętnych i przeważnie nie zawodzących swoich miłośników wykonawców - Armand Van Helden, The Age Of Love, Liquid Child, Carl Cox, Underworld, Quake, ponownie CJ Bolland, a obydwie płyty kończy - podobnie jak film - znakomite "Come Together" grupy Primal Scream. Podsumowanie całości? Jest rewelacyjnie, naprawdę. Braki w porównaniu z filmiem są naprawdę minimalnie, nie znalazłem tutaj chyba tylko jednej czy dwóch piosenek, które w jakiś sposób utkwiły mi w pamięci po seansie. 4,5 gwiazdki, a do maksimum wcale nie tak daleko. Kupować bez zastanowienia - składanka prawie idealna. |
![]() |
|
![]() |