IN THE MOUTH OF MADNESS

MUZYKA: John Carpenter
ROK PRODUKCJI: 1995
WYTWÓRNIA: DRG Records
CZAS TRWANIA: 59:34 min.


01. IN THE MOUTH OF MADNESS
02. ROBBY'S OFFICE
03. AXE MAN
04. BOOKSTORE CREEP
05. THE ALLEY NIGHTMARE
06. TRENT MAKES THE MAP
07. A BOY AND HIS BIKE
08. DON'T LOOK DOWN
09. HOBB'S END
10. PICKMAN'S HOTEL
11. THE PICTURE CHANGES
12. THE BLACK CHURCH
13. YOU'RE WRONG TRENT
14. MOMMY'S DAY
15. DO YOU LIKE MY ENDING?
16. I'M LOSING ME
17. MAIN STREET
18. HOBB'S END ESCAPE
19. THE PORTAL OPENS
20. THE OLD ONES RETURN
21. THE BOOK COMES BACK
22. MADNESS OUTSIDE
23. JUST A BEDTIME STORY



Horror "In the Mouth of Madness" to pierwszy od 1981 roku film grozy, przy którym John Carpenter nie współpracował z Alanem Howarth'em bądź Dan'em Wyman'em... Tym razem bowiem konsultantem muzycznym został Jim Lang, który wspólnie z Carpenter'em opracował brzmienie syntezatora. Poza nieodłącznymi dźwiękami elektronicznymi na linię melodyczną tej ścieżki dźwiękowej składają się jeszcze trzy główne elementy. Są to: gitara (Josh Sklair i Dave Davies - wszystkie fragmenty solo), gitara basowa (Dennis Belfield) oraz bębny (Mike Baird). Całość otwiera cięzki, gitarowy utwór tytułowy, który ma jednak niewiele wspólnego z muzyką do horroru... Podobnie następny fragment "Robby's Office"... Dopiero począwszy od tematu "Axe Man" zaczyna się właściwa kompozycja do filmu grozy, która jednak nie prezentuje niczego specjalnie wyszukanego. Ten sam oszczędny, nieco surowy styl Johna Carpenter'a, ten sam sposób dysponowania brzmieniem syntezatora, w którym łatwo dostrzec wpływ Dana Wyman'a czy Alana Howarth'a. Nie można jednak odmówić muzyce pewnej dozy ekspresji. Nie jest ona co prawda nawet dobrym czynnikiem pobudzającym emocje i z całą pewnością znacznie lepiej radzi sobie na ekranie niż poza nim, ale stawiane przed nią zadanie spełnia. Gdy pozbawimy ją odpowiadającego jej obrazu zaczyna być toporna w odbiorze, zresztą jak większość kompozycji, które składają się na twórczość Johna Carpenter'a. Nie zawiera żadnego charakterystycznego motywu, ani nawet żadnego tematu scenicznego, który swoją formą brzmienia wyróżniałby się na tle pozostałych. Niestety czysto muzyczna wymowa tego przedsięwzięcia to jedynie niespokojny, fragmentami burzliwy przebieg, inicjowany bezustannie przez zupełnie przeciętne brzmienie syntezatora o sporej liczbie powtórzeń. Jest to moim zdaniem jedna z gorszych ilustracji Johna Carpenter'a, która nie zasługuje na większą uwagę.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI